Reklama

Janusz Kowalski: Prawdziwa informacja na temat KPO jest ukrywana

- Solidarna Polska nie chce pożyczać 112 miliardów zł, za które musimy zapłacić co najmniej 300-500 miliardów zł do 2058 roku - mówi o KPO wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi. Janusz Kowalski przekonuje też w rozmowie z Interią, że aktualny minister sprawiedliwości byłby znakomitym premierem oraz że to on powinien odpowiadać za relacje z UE. Przy okazji Kowalski przed świętami znalazł kilka ciepłych słów dla opozycji. - Kiedy przedstawiłem agendę swoich działań dotyczących inwestycji OZE na obszarach wiejskich oraz plan zmiany przepisów dot. spółdzielni energetycznych, to widzę i za to dziękuję również opozycji, że w tych sprawach będzie polityczny konsensus. Dziękuję za głosy płynące z Polskiego Stronnictwa Ludowego, Konfederacji i Polski 2050. Jestem otwarty w tych sprawach na dobre rady i rozwiązania również ze strony opozycji - podkreślił.

Magdalena Pernet, Interia: Ustawa o Sądzie Najwyższym znikła z obrad Sejmu, ale Solidarna Polska już wcześniej zapowiedziała, że jej nie poprze. Dlaczego?

Janusz Kowalski, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi: - Po pierwsze nigdy nie poprzemy ustaw pisanych w Brukseli czy Berlinie. Polska jest krajem suwerennym, podmiotowym i nie ma zgody na to, żeby ktoś przywoził nam ustawę w zielonej teczce od eurokratów czy Niemców. To upokarza godność i honor każdego Polaka. Po drugie, w mojej ocenie, sytuacja, w której od 2017 roku wszystkie najważniejsze zmiany dotyczące sądownictwa powstają poza Ministerstwem Sprawiedliwości, albo w Kancelarii Premiera albo Kancelarii Prezydenta, nie jest sytuacją komfortową dla oceny profesjonalizmu państwa polskiego. Minister Zbigniew Ziobro broni szacunku dla Rzeczypospolitej i polskiej konstytucji oraz nie zgadza się na pisanie ustaw w Brukseli.

Reklama

A jeśli chodzi o treść dokumentu?

- Patrząc już ad rem, "brukselska ustawa" jest całkowicie niekonstytucyjna. Narusza polską suwerenność, ingeruje w porządek prawny dotyczący organizacji sądów, a najważniejszy argument jest taki, że nie ma ani jednego państwa członkowskiego Unii Europejskiej, w którym istniałaby możliwość kwestionowania statusu sędziów przez innych sędziów. W tym sensie jest całkowicie antyeuropejska i stosując argumentację liberałów - "ustawa brukselska" jest sprzeczna z "wartościami europejskimi"! 

- Przyjęcie jej spowodowałoby gigantyczną anarchię, która doprowadziłaby do tego, że Komisja Europejska uznałaby, że Polska jest krajem niepraworządnym, że mamy niestabilność prawa, bo sędziowie by się nawzajem kwestionowali, zajmowali sami sobą. To byłby argument, który służyłby KE do całkowitego wstrzymania przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. wypłat jakichkolwiek funduszy europejskich z budżetu podstawowego dla Polski po to, by wesprzeć powrót Donalda Tuska do władzy. 

- Podobnie KE zachowała się przed wyborami w 2018 r. Po to KE chce tej ustawy, żeby mieć argument, że Polska jest krajem niestabilnym, jeżeli chodzi o prawo. Bo ta ustawa doprowadziłaby do anarchii, której nigdy od końca komunizmu w Polsce nie było. Zbigniew Ziobro i Solidarna Polska bronią Polskę przed jednym z największych błędów w III RP, który jest prostą konsekwencją zanegowania w 2017 r. reformy postkomunistycznego sądownictwa przygotowanej w Ministerstwie Sprawiedliwości. Czas wrócić na drogę reform zatrzymanych w 2017 r., a nie pogłębiać chaos prawny w Polsce przez prowadzenie upokarzającego i całkowicie niekonstytucyjnego "dialogu z Brukselą".

Czyli nie chcecie pieniędzy z KPO dla Polaków?

- I to jest najważniejsza kwestia. O co jest ten spór? O KPO. A co to jest KPO? Prawdziwa informacja na temat KPO jest po prostu ukrywana. KPO składa się z dwóch części. Jedna część to pożyczka, która według oprocentowania ustalonego przez KE jest spłacana przez beneficjentów, czyli np. przez firmy i agendy polskiego państwa. Ale skupmy się na drugiej części, części dotacyjnej. To tzw. dotacje bezzwrotne w wysokości 23,9 miliarda euro, czyli 112 miliardów złotych, które wbrew nazwie są kredytem, który Polska musi w całości spłacić do 2058 roku. 

- To nie jest żadna dotacja czy darowizna, tylko jeden wielki kredyt, którego kosztów Ministerstwo Finansów nie ujawniło Polakom do dziś, a już płacimy za niego najdroższą dla Polski walutą - polską suwerennością. Informacja o całościowym koszcie spłaty części dotacyjnej KPO powinna być informacją transparentnie podaną przez Ministerstwo Finansów na stronie internetowej, a tymczasem pan minister Artur Soboń pytany niedawno o ten koszt spłaty 23,9 miliardów euro "dotacji bezzwrotnych" do 2058 r. powiedział, że... nie potrafi go oszacować.

- Trzeba zadać sobie najprostsze pytanie: ile Polska wpłaci do 2058 r. do budżetu Unii Europejskiej na poczet spłaty 112 miliardów zł "dotacji bezzwrotnych" KPO? Warto podkreślić, że to relatywnie niewielkie pieniądze, patrząc na oś czasu ich wykorzystania. A KPO to dziś skuteczne narzędzie do szantażu Polski. Czy Polska powinna dać się tak dalej szantażować, demolować swoje sądownictwo i gospodarkę ze względu na pożyczenie 112 miliardów złotych, kiedy choćby sam koszt przyjęcia zobowiązań związanych z realizacją np. Green Deal dla Polski wynosi ponad 1 bilion złotych? Uważam, że Sejm powinien podjąć uchwałę o wyjściu z KPO i odzyskaniu polskiej suwerenności. 

- Już w październiku 2021 r. w interpelacji pokazałem ścieżkę prawną wyjścia z unijnego KPO. Czas zamknąć te niekorzystne dla Rzeczypospolitej rozwiązania i stworzyć własne polskie KPO, dokładnie tak, jak Solidarna Polska zaproponowała w 2020 r. Im szybciej prawica wycofa się z decyzji z 2020 r., tym większe szanse zachowa na wygranie wyborów w 2023 r. Jeżeli Polska zostanie z logice brukselskiego szantażu, to zapomnijmy o tym, że Bruksela czy Berlin pozwolą Polsce realizować zgodnie z polskim interesie np. budowę elektrowni jądrowych w Polsce, nowych polskich portów czy śródlądowych szlaków komunikacyjnych. Casus kopalni Bogatynia pozwolił Brukseli przetestować instrument blokady inwestycji w Polsce poprzez wykorzystanie TSUE.

Spytam jeszcze raz - czyli po prostu nie chcecie, aby te miliardy złotych trafiły do Polaków?

- Pytanie powinno brzmieć właściwe: czy Solidarna Polska nie chce pożyczać 112 miliardów zł, za które musimy zapłacić co najmniej 300-500 miliardów zł do 2058 r., nie chce zmieniać setek ustaw na żądanie Brukseli i realizować szkodliwej dla gospodarki agendy Green Deal z zobowiązaniem do poniesienia kosztów dla milionów Polaków na ponad 1 bilion zł? Nie - nie chcemy! Sam finansowy koszt 112 miliardów zł z KPO sprawia, że jest to najbardziej lichwiarski kredyt w historii III RP.

Skąd pochodzą te informacje? Jakie dokumenty są podstawą tych wyliczeń?

- "Gwiazdek" lichwiarskich przy warunkach realizacji eurokredytu KPO z Brukseli jest coraz więcej. Kolejne lichwiarskie "gwiazdki" są właśnie wpisane do projektu "ustawy brukselskiej". Jako były wiceminister aktywów państwowych znam analizy Ministerstwa Finansów i potwierdzam je publicznie, że za tę część dotacyjną, tylko po podwyższeniu składki członkowskiej o 0,6 proc. w 2020 r., do 2058 roku Polska spłaci od 14 do 16 miliardów euro za część "dotacyjną". Czyli za te 112 miliardów z... dotacji z KPO spłacimy 75 miliardów złotych tylko na podstawie decyzji z 2020 r. o podwyższeniu składki członkowskiej. 

- W 2020 r. podjęto też decyzję o opodatkowaniu Polski plastic tax. Na rzecz KPO Polska miesięcznie spłaca 150 mln zł, czyli już wpłaciliśmy ponad 3,2 mld zł do UE na rzecz spłaty KPO! A do tego KE chce jeszcze, żeby Polska zgodziła się na spłatę KPO w taki sposób, żeby Polska podwyższyła swoją składkę członkowską o 1,4 miliarda euro, czyli 6,5 miliarda złotych rocznie wyłącznie na rzecz KPO. Policzmy to: 75 miliardów złotych z tytułu podwyższonej składki członkowskiej w 2020 r. i 6,5 miliarda złotych rocznie do 2058 roku z tytułu niepostawienia weta do zaproponowanego właśnie przez Komisję Europejską mechanizmu spłaty KPO, co daje około 234 miliardy złotych, to łącznie daje nam powyżej 300 miliardów złotych z samego podwyższenia składki członkowskiej. Prosty rachunek. Zapłacimy trzy razy więcej za "dotacje" KPO niż otrzymamy. 

- Pamiętam, jak mnie wyśmiewano i atakowano, jak proponowałem w 2020 r. pożyczenie przez Polskę tych 112 miliardów zł na 30 lat za z góry stałe oprocentowanie przez cały okres w wysokości ok 1,2 pkt. proc.! Nigdy nie pracowałem w banku, ale potrafię liczyć i wiem, że Polacy mają prawo znać całkowity koszt finansowy spłaty kredytu KPO na rzecz Brukseli. Każdy, kto wziął kredyt hipoteczny, wie, jakie są parametry obliczenia wysokości jego raty np. w styczniu 2044 r.

Sejmowa większość odrzuciła wotum nieufności dla ministra Zbigniewa Ziobry. Przed głosowaniem toczyła się debata, w której brał pan udział. Co miał pan na myśli mówiąc: "Nienawidzą Zbigniewa Ziobry, na którego mafia wydała wyrok i polecenie zabójstwa"?

- Kilka lat temu postawiono zarzuty królowi dopalaczy, który zlecił zabójstwo ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. W III RP był tylko jeden minister sprawiedliwości na którego mafia wydała wyrok i zleciła zabójstwo.

Ale jak to się łączy z politycznymi decyzjami, z wotum nieufności?

- Polscy politycy w sposób nieodpowiedzialny krytykują Zbigniewa Ziobrę, który skutecznie walczy z mafiami. To jest niedostrzeganie największych sukcesów pana ministra, który zwalczył mafie, przede wszystkim mafie VAT-owskie, a to zlecenie zabójstwa wiązało się z rozwaleniem mafii dopalaczowej. Platforma Obywatelska Donalda Tuska atakuje ministra Ziobrę, który wrogiem numer jeden dla zorganizowanej przestępczości w Polsce. To wiele tłumaczy. Nie dziwmy się, że PO ma rekordowo wysokie poparcie w każdych wyborach w zakładach karnych. PO Donalda Tuska to partia pierwszego wyboru dla polskich przestępców.

A co miał pan na myśli, mówiąc, że minister Ziobro broni polskie dzieci przed zboczeńcami?

- Bez względu na to, jakie mamy poglądy, wszyscy chcemy chronić swoje dzieci. Mówię o tym także jako ojciec, a dzisiaj polskie dzieci narażone są na ogromną presję, na działania ludzi, którzy chcą je seksualizować, chcą sprawić, żeby zamiast nauką i zabawą zajmowały się sprawami intymnymi, sprawami np. identyfikacji swojej płci. Zbigniew Ziobro jest znienawidzony przez postkomunistyczną Lewicę właśnie za to, że chroni polskie dzieci przed szkodliwą ideologią gender, przed aktywistami LGBT. Ziobro wydał wojnę pedofilii, wprowadził rejestr pedofilów i twarde prawo przeciwko pedofilom, przeciwko zboczeńcom, gwałcicielom. Z tego powodu jest dzisiaj wrogiem numer jeden dla Lewicy i całej lewicowej agendy, która chce wziąć polskie dzieci za niewolników tej propagandy i ideologii LGBT.

Zbigniewa Ziobry bronił w sejmie także Mateusz Morawiecki, ale jak w rzeczywistości wyglądają stosunki między ministrem a premierem?

- Nie okłamujmy się, mamy tu fundamentalny spór merytoryczny dotyczący kwestii unijnych pomiędzy Solidarną Polską a panem premierem, ale my zachowujemy się w sposób racjonalny. Chcemy pomóc panu premierowi wyjść z tej trudnej sytuacji i uwolnić Polskę od uścisku decyzji z 2020 r. Odejść od tej decyzji w sprawie KPO i tzw. mechanizmu warunkowości, które zostały podjęte na szczytach UE w 2020 roku. To Zbigniew Ziobro miał w tym sporze rację, jego diagnoza dotycząca relacji z UE była w stu procentach prawidłowa, bo przestrzegał przed szantażem, przed warunkowością, przed lichwiarskim eurokredytem z KPO. Ze względu na to uważam, że nie ma dzisiaj w polskim rządzie nikogo lepszego od Zbigniewa Ziobry, kto mógłby w relacjach z UE doprowadzić do przełomu.

Minister Ziobro jest najlepszą osobą z rządu, która powinna odpowiadać za relacje z UE?

- Tak, bo jego diagnoza była prawidłowa i miał rację. Ja kieruję się zasadą, że jako menedżer słucham mądrzejszych od siebie, zawsze otaczam się ludźmi mądrzejszymi od siebie. Świta czyni króla. Jeżeli ktoś ma rację i stawia dobrą diagnozę, to rolą dobrego menedżera jest zaprosić kogoś takiego do współpracy i dać mu zadanie do wykonania. Stawianie na ludzi, którzy się mylą, którym coś się wydaje, którzy popełniają naiwne błędy, którzy niewiele rozumieją i muszą uczyć się polityki prowadzi do klęski...

Kogo ma pan na myśli?

- Ja jestem wielkim krytykiem całej koncepcji zaproponowanej przez pana Konrada Szymańskiego, bo większość dzisiejszych sporów, to spory o jego decyzje.

Szymon Szynkowski vel Sęk sprawdza się w tej roli lepiej?

- Sytuacja, w której dostaliśmy "ustawę brukselską" z nakazem przyjęcia jej "bez zmiany przecinka" i napisaną poza granicami Polski, nie jest sytuacją dla Polski komfortową. Pan prezydent RP Andrzej Duda jasno to ocenił, pani marszałek Sejmu Elżbieta Witek jasno to oceniła. Myślę, że żaden wyborca, nie tylko prawicy, nie zgodzi się na to, żeby ktoś pisał nam ustawy w Brukseli czy Berlinie. No może poza postkomunistyczną Lewicą, oni są do tego przyzwyczajeni. Włodzimierz Czarzasty z korzeniami w PZPR czy Krzysztof Gawkowski i Lewica są pierwsi, którzy mówią: "Tak, to jest ten model ustrojowy, który nam pasuje". Kiedyś komuniści dostawali dyrektywy z Moskwy, teraz otrzymywanie dyrektyw z Brukseli jest dla postkomunistów czymś całkowicie naturalnym.

Skoro minister Ziobro byłby najlepszą osobą z rządu, żeby prowadzić relacje z UE, to czy byłby też lepszym premierem niż Mateusz Morawiecki?

- Pan minister Ziobro nie ma w mojej ocenie takich ambicji.

Ale gdyby potencjalnie miał, to czy byłby lepszym prezesem rady ministrów?

- Zbigniew Ziobro jest mężem stanu z ogromnym politycznym doświadczeniem w polityce krajowej i europejskiej. Nigdy nie należał do establishmentu III RP. Natomiast premiera wskazuje PiS. Minister Ziobro jest dzisiaj znakomitym ministrem sprawiedliwości, to jest jego zakres kompetencji. Przeprowadził największą od 25 lat reformę Kodeksu Karnego, to jest dzieło jego życia. Zapisał się w historii polskiego prawa karnego. To dzięki ustawie Ziobry z 2016 r. mamy w budżecie miliardy zł na programy społeczne takie jak 500+, a gangsterzy siedzą dziś w więzieniach.

Ale jakim byłby premierem?

- Dla mnie nie ma żadnych wątpliwości, że Zbigniew Ziobro byłby znakomitym premierem, ale dzisiaj jest ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. Całe jego życie zawodowe i polityczne przygotowywało go do pełnienia najwyższych funkcji w Rzeczypospolitej. Nie mam żadnych wątpliwości, że to byłby twardy premier suwerennej Rzeczypospolitej, który nie pozwoliłby żadnemu eurokracie czy Niemcowi wejść Polsce na głowę.

A czy Mateusz Morawiecki powinien pełnić funkcję premiera do końca tej kadencji parlamentu?

- To jest zawsze decyzja PiS-u, Jarosława Kaczyńskiego, który jest liderem obozu Zjednoczonej Prawicy, który wielokrotnie prowadził obóz ZP do zwycięstwa i jestem przekonany, że prezes Kaczyński razem z ministrem Ziobrą doprowadzą do kolejnego zwycięstwa i nie dopuścimy formacji Donalda Tuska do władzy w 2023 roku.

Bierzecie pod uwagę samodzielny start jako SP?

- To jest prosta sytuacja, jeżeli prawica chce rządzić, to musi iść razem. Nie znam żadnego polityka klubu parlamentarnego PiS, który by tego nie rozumiał. Wszyscy rozumieją, że tylko razem zwyciężymy, bo tak też stanowi ordynacja wyborcza, metoda d'Hondta preferuje duże formacje.

Siła w jedności, ale niedawno Jacek Ozdoba stwierdził, że od momentu, kiedy premierem nie jest Beata Szydło, mamy pasmo porażek. Zgadza się z tym pan?

- Tu chodzi o przestrzeń dotyczącą relacji Polski z UE. Myślę, że nikt nie ma żadnych wątpliwości, że cały czas mamy w tych relacjach kryzys, ponieważ po drugiej stronie w Brukseli są oszuści, kłamcy, szantażyści. Wiara, że można dojść do porozumienia z takimi ludźmi jest złudzeniem i my jako Solidarna Polska chcemy pomóc panu premierowi i PiS-owi wyjść z tego pata. Dziś potrzebna jest konsolidacja na prawicy i wydanie totalnej wojny PO w 2023 r. Ale najpierw należy wyjść z promowanej przez PO logiki szantażu Brukseli i odzyskać suwerenną sprawczość polskiego państwa.

Czy Jarosław Kaczyński byłby lepszym ministrem rolnictwa i rozwoju wsi niż aktualny minister?

- Nie, Jarosław Kaczyński byłby najlepszym premierem Rzeczypospolitej Polskiej lub prezydentem RP. Jarosław Kaczyński jest wielkim mężem stanu i przywódcą obozu Zjednoczonej Prawicy. My wspieramy prezesa Kaczyńskiego i uważamy, że wespół ze Zbigniewem Ziobrą tworzą naprawdę znakomity tandem polskich patriotów, który powstrzyma proniemiecką PO w ich antypolskim marszu po władzę w 2023 r.

Beata Szydło dostała propozycję, żeby przejść do SP?

- Pani Beata Szydło jest lojalnym członkiem PiS i szanowanym przez cały obóz ZP premierem. Jestem przekonany, że premier Beata Szydło odegra fundamentalną rolę w niedopuszczeniu Donalda Tuska do powrotu do władzy w 2023 roku.

Czego życzy pan minister Polakom na 2023 rok, ze świadomością, że to nie będzie łatwy czas: wojna, inflacja etc.

- Chciałbym, żeby w kwestiach fundamentalnych dla Polski zapanowała zgoda polityczna, żeby politycy nie kłócili się tam, gdzie jest mowa o dobru wspólnym. Od dokładnie trzech miesięcy jestem pełnomocnikiem rządu do spraw transformacji energetycznej obszarów wiejskich oraz wiceministrem rolnictwa i rozwoju wsi. Już po trzech miesiącach widzę, że kiedy przedstawiłem - również opozycji - agendę swoich działań dotyczących inwestycji OZE na obszarach wiejskich (szczególnie inwestycji w biomasę i biogaz) oraz plan zmiany przepisów dot. spółdzielni energetycznych; to widzę i za to dziękuję również opozycji, że w tych sprawach będzie polityczny konsensus. 

- Dziękuję za głosy płynące z Polskiego Stronnictwa Ludowego, Konfederacji i Polski 2050. Jestem otwarty w tych sprawach na dobre rady i rozwiązania również ze strony opozycji. Deklaruję otwartość na dialog i współpracę z opozycją przy transformacji energetycznej obszarów wiejskich. Czas na ograniczenie importu węgla i gazu poprzez postawienie na biomasę, która zapewni rolnikom dodatkowe dochody, a Polakom tańsze ciepło i energię. I tego sobie właśnie życzę na 2023 rok, takiego sposobu myślenia, otwartości w fundamentalnych sprawach, a spierajmy się w tych rzeczach, w których się różnimy. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Janusz Kowalski | wywiad

Reklama

Reklama

Reklama