Reklama

Reklama

Strachy polskie

Imprezy polityczne z ostatnich dni, występy Kaczyńskiego i Tuska, słowa które rzucali publiczności, zepsuły mi początek lata. Nie, żebym czuł się zaskoczony, nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie - oni przecież nie powiedzieli nic nowego, tylko stare obsesje ubrali w nowe słowa. Ale powiedzieli wystarczająco dużo, że już wiemy, jak będzie toczyć się polska polityka w najbliższych miesiącach. I nie jest to nic przyjemnego.

Zacznijmy od często stawianego pytania: czy to jest przygrywka do wcześniejszych wyborów? Ten objazd, absolutnie kampanijny, Kaczyńskiego po kraju i -  drugiej strony - konwencja partii Tuska? Są tacy, którzy tak uważają. Wychodzą z prostej konstatacji - że skoro teraz, w lipcu 2022, mamy tak wysokooktanową atmosferę, a termin wyborów to przełom października i listopada 2023, to nie uda się utrzymać tego napięcia przez kilkanaście miesięcy. A skoro atmosfery utrzymać się nie uda - więc gdzieś w swoich planach Kaczyński zakłada wcześniejsze wybory. Zwłaszcza - dodają do tego "dobrze poinformowani", że sondaże PiS-owi siadają.

Reklama

Czytam tę sytuację inaczej. I Kaczyński i Tusk podkręcają temperaturę z innych powodów. Jeszcze nie walczą z sobą, a walczą o to, by być niekwestionowanymi wodzami swojej bańki. Czyszczą przedpole.

Jeśli więc chodzi o prezesa PiS, to dziś jego głównym celem jest wasalizacja lub zepchnięcie na bok Solidarnej Polski, innych prawicowych grupek, a także, jeśli się da, Konfederacji. On musi to zrobić teraz, bo gdy zaczną się prawdziwe kłopoty gospodarcze, inflacja zacznie ludzi naprawdę boleć, musi mieć wyczyszczone pole.

Posłuchajmy Kaczyńskiego - strzela typowymi dla siebie wrzutkami - groźne Niemcy, szalone pomysły LGBT, no i czające się wielkie zagrożenie - czyli Tusk, który przyjdzie i zabierze wszystko, co PiS daje. I zemści się na ludziach PiS-u. Tusk jest w tych wszystkich opisach najgorszy, to przyjaciel Putina i Niemców, i zdrajca Polski. Nim straszy pisowskich działaczy.

W te tony wgrywa się Mateusz Morawiecki. Z jednej strony atakuje ziobrystów, wołając, że blokują pieniądze z Unii, i że chcą, by Polska zamiast tych pieniędzy zaciągała "chwilówki". Z drugiej strony - zajadle atakuje Tuska. Wie, co lubi szef...

Ta zajadłość (to na marginesie), jest wręcz samobójcza. Oto wołał, że Tusk ma wielką emeryturę, bo dorobił się jej jako polityk, natomiast on, Morawiecki, dorobił się swoich pieniędzy jako bankier, i dopiero potem poszedł do polityki. Cóż, jak to u Morawieckiego bywa, prawdę traktuje on swobodnie. Otóż, każdy może zresztą to sprawdzić, Morawieckiego, u zarania jego kariery, ciągnęło za uszy dwóch polityków - ojciec Kornel i Ryszard Czarnecki. I to z ich poręki był radnym sejmiku dolnośląskiego, z listy AWS. A potem, z rekomendacji Czarneckiego trafił do prywatyzowanego Banku Zachodniego. Czarnecki zresztą o tym mówił, było to w gazetach  - że sami Irlandczycy zwrócili się do niego, czy ma kogoś, związanego z AWS-em, i mówiącego po angielsku. W ten sposób 30-letni Mateusz trafił do Banku Zachodniego, od razu jako doradca prezesa. Sorry! Jakich to rad mógł udzielać? Innymi słowy, gdyby nie koneksje polityczne, to nic by z jego kariery nie było. I to pokazuje nam jaka jest Polska. Jaka patologia tu panuje.

Spójrzmy na drugą stronę sceny politycznej. Tam jest Tusk, i ma on podobne problemy. Chce, zanim kampania ruszy, zbudować się jako jedyny szef opozycji. Więc to czyni. Narzuca ton. Jako przyszły pogromca PiS-u. Dziś nikt już nie powie, że liderem opozycji jest Hołownia, Kosiniak-Kamysz albo Czarzasty. Oni wszyscy są w drugi szeregu, a raczej w trzecim.

Wsłuchajmy się w te tony. Cała gromada tuskowych naganiaczy woła w mediach, że opozycja musi iść do wyborów z jedną listą. Czyli pod wodzem  Tuskiem, do niego pokornie mają wszyscy się zapisać. A kto jest innego zdania - ten zdrajca. I tak bombardują, dzień po dniu, jak Rosja Ukrainę.

To są histeryczne ataki, nienawiść platformerskich publicystów do lewicy sięga ich nienawiści do PiS-u. Jak więc sobie wyobrażają, że wyborcy na lewo od PO zagłosują na Tuska, tego nie wiem... Ale widocznie jakoś to sobie kalkulują... 

Tusk narzuca też ton kampanii. Tu akurat ma łatwiej. Bo wyborców w niewielkim stopniu ruszają Niemcy, LGBT , czy winy rządów PO. Tematem będzie drożyzna, tematem będzie inflacja. Tusk to wie, więc woła, że gdy PiS przegra, to ceny spadną. Że ta rekordowa od lat inflacja to PiS-inflacja itd. Do tego świadomie PiS deprecjonuje - że nie tylko nieudacznicy i kłamczuchy, ale i ludzie o lepkich rękach. Innymi słowy - walczy z PiS-em pisowskimi metodami.

Więc wiemy, że kampania będzie brutalna, pełna demagogii, straszenia przeciwnikiem. Że będzie nakręcana jak walka dobra ze złem. Że będziemy mieli plebiscyt, a nie wybory. Zero finezji, tylko bum, bum.

A potem - już po wyborach, jeszcze mocniejsze przykręcanie śruby. Niezależnie kto wygra.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy