Reklama

Reklama

Wielki powrót przerw w dostawach energii

Wieczór, polska rodzina zasiada przed ogromnym telewizorem i nagle - pyk! - pół osiedla bez prądu. Światło świeczki wydobywa z mroku niespokojne twarze. Następnego dnia tata przy dzieciach siarczyście klnie w aucie. Oto utknął w tasiemcowej kolejce po benzynę. Mama znów uszczelnia okna watą, przecież kaloryfery nie grzeją. Czy jesienią 2022 roku wracamy do realiów z czasów PRL-u?

W roku 2022 żyjemy w energetycznych dwóch światach. W pierwszym z nich, rządowym, w zasadzie nie mamy się czego obawiać. Może i ceny rosną, ale Prawo i Sprawiedliwość zadba, by nie urosły zbyt wysoko. Trudności z dostawami gazu, ropy, węgla, owszem, mogą się pojawić, ale nasze zapasy są adekwatne do sytuacji, zaś najlepsi eksperci czujnie obserwują bieg wydarzeń na rynku, by w odpowiedniej chwili pośpieszyć nam, obywatelom, na ratunek. Jak ostatnio, gdy Sejm przyjął ustawę o dodatku węglowym, zresztą dokładnie 22 lipca, w świętowaną niegdyś w PRL-u rocznicę ogłoszenia Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Przypadek? Oczywiście.

Reklama

W drugim świecie - panika. Pandemia plus pięć miesięcy wojny przyniosły ekonomiczne wyzwania, które wydają się coraz bardziej przerastać możliwości większości rządów z osobna. Nawet jeśli ktoś sprowadza z Rosji niewielkie ilości gazu, dostanie rykoszetem wysokich cen (casus Wielkiej Brytanii). Nawet jeśli ktoś ma sieć elektrowni jądrowych (casus Francji), nieoczekiwanie odkrytym problemem może być ich wydajność w czasie kryzysu.

Komisja Europejska od dłuższego czasu przygotowuje nas do przerwy w dostawach energii, tasiemcowe kolejki przed stacjami benzynowymi, dalsze polityczne przykręcanie rurociągów przez Kreml. Już teraz rysuje się czarne, bardzo czarne scenariusze przełożenia się oczywistego kryzysu makroekonomicznego na skalę mikro, na życie gospodarstw domowych, które mogą znaleźć się w sytuacji energetycznego bankructwa. Chcąc nie chcąc, powinny szykować się na niejasną przyszłość, "jak na wojnę" na wszystkich frontach energetycznych.

Dobrze już było

Dziś w Brukseli spotkali się ministrowie państw Unii Europejskiej, by w pierwszej kolejności omówić propozycję dobrowolnego zaciskania energetycznego pasa. Na dobry początek państwa członkowskie UE miałyby ograniczyć zużycie gazu ziemnego o 15 proc. - i to już za chwilę, od 1 sierpnia do wiosny przyszłego roku. Co więcej, gdyby sytuacja pogorszyła się drastycznie, Komisja Europejska chciałaby furtki w wersji "hard", czyli możliwości wprowadzenia ograniczeń obowiązkowych. 

Co na to politycy? W dobie narodowego populizmu polityczny pas, który miano by zaciskać na brzuchu, szybko może przesunąć się w kierunku szyi. Samoograniczanie zużycia energii jawi się bowiem jako czyste samobójstwo.

Zagotowało się niemal we wszystkich krajach. Zdecydowanie protestowali politycy z Włoch i Hiszpanii, w większości mentalnie dość odlegli od problemów Kijowa, zresztą importujący gaz z Algierii. O najostrzejszy żart pokusił się zresztą Victor Orban, którego ministrowie antyszambrują solo na Kremlu w poszukiwaniu taniego gazu. Węgierski premier rzucił gruby żart pod adresem Berlina: "UE chce, by wszyscy zredukowali konsumpcję gazu o 15 proc. Nie wiem, kto mógłby to wymusić, ale Niemcy mają tutaj pewne know-how z dawnych czasów". Polskę przy okazji zrugał za brak realizmu w sprawie wojny w Ukrainie i relacji z Rosją.

Po około dwóch godzinach rozmów w Brukseli porozumienie osiągnięto.

PRL w Unii Europejskiej

Wygląda na to, że z punktu widzenia naszego, obywateli, w tej wojnie narracji Komisja Europejska ma rację. Powinniśmy szykować się na ciężką jesień i zimę, zamiast wierzyć w zapewnienia złotoustych polityków. Dla osób pamiętających PRL wszystko to pachnie podróżą w czasie. Lata 80. to permanentny kryzys energetyczny. W jednym z odcinków serialu "Alternatywy 4" mieszkańcy bloku uruchomili lokomotywę, aby przetrwać zimę. Tragifarsowe sceny współpracy zziębniętych lokatorów poprzedzały decyzje podejmowane w elektrowni. Jacek Fedorowicz opowiadał o tym, jak gdzieś w kraju zdesperowani chłopi rozebrali po drodze wagony z węglem.

Ktoś urodzony po 1989 pomyśli, że to fikcja. Nie, nie... Wieczór, blokowisko, polska rodzina zasiada przed ogromnym telewizorem i nagle - pyk! - pół osiedla bez prądu. Światło świeczki wydobywa z mroku sfrustrowane twarze dorosłych i dzieci. O oglądaniu czegokolwiek nie ma mowy, można natomiast poczytać przy świecach. Następnego dnia tata przy pociechach siarczyście klnie w aucie. Oto utknął w tasiemcowej kolejce po benzynę, zresztą, na kartki. Jeśli to zima, to być może mama doszczelnia okna watą. Kaloryfery znów nie grzeją.

"Nic dwa razy się nie zdarza", niemniej rok 2022 to swoista lekcja pokory i sceptycyzmu wobec przewidywań naszych i innych. Nieoczekiwane konsekwencje wojny w Ukrainie odkrywamy z upływem kolejnych tygodni. 

I może okazać się, że przynajmniej część z nas, dzięki wspomnieniom z PRL-u, do pewnego stopnia przygotowana jest mentalnie na trudności XXI wieku, w jednym z państw Unii Europejskiej i NATO. "Kto by pomyślał?!" - niektórzy z nas dziwią się, na tle wielkiej polityki przyznając się do własnych, ludzkich ograniczeń.

Jarosław Kuisz, "Kultura Liberalna", autor podcastu "Prawo do niuansu" 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy