Reklama

Reklama

Dzień bez Samochodu. O politykach, którzy jeździli koleją

Z pasji, ze strachu, ale i dla zdobycia poparcia w narodzie - przywódcy różnych państw, w tym Polski, nieraz korzystali ze środków komunikacji zbiorowej. Nie zawsze jednak razem z nimi mogli jechać "zwykli śmiertelnicy". Przykładowo Kim Dzong Un starannie selekcjonuje współtowarzyszy, zanim wsiądzie do swojego pancernego pociągu. Zwykłymi składami PKP nie jeździł też Edward Gierek - wolał swoją salonkę z fotelami pokrytymi wielbłądzią skórą. Za to Joe Biden, zanim przeprowadził się do Białego Domu, w wagonach wśród innych Amerykanów spędził... cztery lata.

Dzisiejsi najważniejsi politycy nie podróżują wyłącznie limuzynami, chociaż w autobusach lub pociągach pojawiają się najczęściej w świetle fleszy. Z okazji Dnia bez Samochodu, przypadającego 22 września, przypominamy niektórych premierów, papieży, prezydentów czy kanclerzy korzystających ze środków transportu zbiorowego. Także wtedy, gdy pojazd mieli na wyłączność.

Józef Piłsudski. Pociągiem do niepodległości

Przyjazd Józefa Piłsudskiego z więzienia w Magdeburgu do Warszawy to jeden z symboli Polski odradzającej się po zaborach, chociaż początkowo trzymano to wydarzenie w tajemnicy. 

Specjalny pociąg, na którego pokładzie znalazł się także Kazimierz Sosnkowski, przyjechał z Berlina na warszawski Dworzec Wiedeński 10 listopada 1918 roku - dzień przed datą uznawaną za początek II Rzeczypospolitej.

Reklama

Nie był to jednak jedyny raz, gdy Piłsudski przyjeżdżał koleją do Warszawy. Przed zakończeniem I wojny światowej zrobił to co najmniej trzykrotnie.

Pancerne pociągi dynastii Kimów

Za sprawą chorobliwego lęku przed lataniem, zarówno Kim Ir Sen, założyciel Korei Północnej oraz jego syn i następca Kim Dzong Il praktycznie nie korzystali z samolotów. 

W 1982 roku byli świadkami katastrofy ekskluzywnej maszyny, którą kupiono od ZSRR. Docelowo miał nią latać właśnie Kim Ir Sen. Koreański klan korzystał więc z floty pancernych pociągów, na potrzeby których w kraju wybudowano m.in. 19 specjalnych stacji. Tym samym Kimowie liczyli się z tym, że czas ich podróży znacznie się wydłuży.

Gdy Kim Dzong Il wybierał się w podróż, na szlak ruszały trzy składy. Obsługa pierwszego sprawdzała, czy na torach nie ma przeszkód i czy ktoś nie czyha na życie dyktatora. W ostatnim jechali urzędnicy, agenci i reszta personelu. Wódz i jego najbardziej zaufani współpracownicy jechali środowym pociągiem.

Również obecny przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un korzysta z kolei. Siedząc w wagonie, dotarł m.in. na spotkania z Donaldem Trumpem oraz Władimirem Putinem.

Edward Gierek i jego salonka

Fotele z wielbłądziej skóry, sala konferencyjna, klimatyzacja oraz sypialnia z łazienką wyposażoną w prysznic - między innymi takimi luksusami cieszył się I sekretarz KC PZPR Edward Gierek w swojej kolejowej salonce. Ekskluzywny jak na tamte lata pociąg woził przywódcę PRL po kraju i za granicą. Wyprodukowano go w 1974 r. i w czasach świetności mógł pędzić nawet 160 km/h.

Po tym, jak Gierek stracił fotel I sekretarza, salonką jeździli m.in. Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa oraz Aleksander Kwaśniewski. Później popadł w zapomnienie, stojąc w łódzkich Idzikowicach. 

Jednak w 2015 r. pociąg trafił do Muzeum Bieszczadzkiej Kolei Transgranicznej. Można oglądać go na bocznicy Nowego Łupkowa - jednej z najniżej położonych na południe stacji w kraju.

Kurs z papieżem. Franciszek w krakowskim tramwaju

Zanim został papieżem, Jose Maria Bergoglio - jako metropolita Buenos Aires - jeździł po stolicy Argentyny komunikacją miejską. Przyszłego zwierzchnika Kościoła można było spotkać w metrze czy autobusie.

Gdy Bergoglio jako papież Franciszek był w Krakowie na Światowych Dniach Młodzieży, z ulicy Franciszkańskiej na Błonia dotarł tramwajem. Nietypowy przejazd zorganizowało tamtejsze MPK, a na sam pomysł wpadli organizatorzy religijnego wydarzenia. 

Podróż szynowym pojazdem zaakceptował osobiście Franciszek, który rok wcześniej określił tramwaje jako przyjazne środowisku w encyklice "Laudato Si". 28 lipca 2016 r. wsiadł na pokład Krakowiaka, czyli modelu od Pesy. Po zakończeniu ŚDM zachowano biało-żółtą barwę tego tramwaju.

Następna stacja: Watykan. To droga do piekła?

Poprzednicy Franciszka nie korzystali tak często ze zbiorkomu, mimo że na terenie Watykanu od lat 30. XX wieku znajduje się stacja. Docierające do niej tory połączone są z włoską siecią kolejową.

Pociągiem ze Stolicy Apostolskiej jako pierwszy wyjechał Jan XXIII. Stało się to w 1962 roku, a wydarzenie uznano za przełomowe. 

Kościół nie zawsze był bowiem przychylny kolei. Przykładowo Grzegorz XVI, rządzący w latach 1831-1846 określił drogi żelazne "drogą do piekła" (od francuskiej gry słów: chemins de fer - chemin d'enfer).

Jan XXIII, korzystając z pociągu prezydenta Włoch, dotarł na pielgrzymkę do Loreto i Asyżu. Ten sam przywódca Kościoła zorganizował też przewóz koleją ciała Piusa X. Doczesne szczątki papieża zmarłego w 1914 r. dojechały do jego rodzinnej Wenecji.

Jan Paweł II nie korzystał ze stacji Watykan aż do 2002 roku. Wtedy skorzystał z usług kolei, aby dojechać do Asyżu. Na podobną wyprawę dziewięć lat później zdecydował się jego następca Benedykt XVI. 

Ewa Kopacz w Pendolino: Ale kotlecik ładnie pachnie?

Sześć lat temu ówczesna premier Ewa Kopacz podczas kampanii wyborczej jeździła pociągami PKP Intercity i rozmawiała z pasażerami. Towarzyszyli jej niektórzy ministrowie, z którymi dotarła do Katowic, Trójmiasta czy Wrocławia. 

Kopacz wybierała składy Pendolino - wtedy były one nowością we flocie państwowego przewoźnika. Kamery zarejestrowały, jak szefowa rządu m.in. zamawia w WARS-ie białą kiełbasę, a także pyta przypadkowego pasażera, czy "ładnie pachnie" zamówiony przez niego kotlecik.

Stacja imienia Joe Bidena

"Amtrak Joe" to mało znany w Polsce przydomek obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jego pierwszy człon to nazwa amerykańskiego operatora pasażerskiej kolei. Z jego pociągów Biden regularnie korzysta od lat 70.

Media w USA wyliczyły, że na pokładzie pociągów przyszły prezydent - a prywatnie miłośnik kolei - spędził w sumie cztery lata. Po tym, jak został senatorem, codziennie dojeżdżał z Wilmington do Waszyngtonu. 

Poza pasją, Joe Biden miał też "przyziemne" powody, by korzystać z kolei. Skracał w ten sposób czas podróży do i ze stolicy Stanów Zjednoczonych. Być może skłoniły go również tragiczne przeżycia, bo w wypadku samochodowym zginęła jego żona i córka, a synowie zostali ranni. 

Od 2011 roku stacja w Wilmington nosi imię Joe Bidena.

Spóźniona kanclerz Angela Merkel

Cztery lata temu niemiecka kanclerz Angela Merkel była jednym z honorowych gości na pokładzie ekspresowego pociągu. Deutsche Bahn uruchamiały wtedy kolej dużych prędkości na trasie Berlin - Monachium i zaliczyły wizerunkową wpadkę.

Gdy skład wracał do stolicy Bawarii, doszło do awarii. Pociąg z ponad 200 osobami na pokładzie kilka razy się zatrzymywał. Do Monachium dotarł nie o 23:15, jak planowano, lecz ponad dwie godziny później. Czas przejazdu był więc taki sam, jak w przypadku "tradycyjnych" pociągów pospiesznych, czego nie omieszkała zauważyć niemiecka prasa.

Wiktor Kazanecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL