Reklama

Reklama

"Wyborcza" o zakupie Pegasusa. "PiS oszukało posłów"

O tym, w jaki sposób polskie władze weszły w posiadanie licencji na Pegasusa pisze poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza". Według dziennikarzy "PiS oszukało posłów" z komisji finansów publicznych, bo ci mieli nie wiedzieć, że zmiana w budżecie Funduszu Sprawiedliwości pozwoli CBA na zakup izraelskiego systemu do inwigilacji za 25 mln zł. Jak dodali, główne role w tym planie odgrywali Zbigniew Ziobro oraz jego współpracownicy. - Zachowuję dalece idącą wstrzemięźliwość wobec rewelacji "Gazety Wyborczej" - skomentował doniesienia Radosław Fogiel.

Zdaniem "GW", zakup systemu Pegasus zrealizowano ze środków Funduszu Sprawiedliwości, nad którym pieczę sprawują Zbigniew Ziobro i jego ludzie. W ocenie gazety, CBA i resort sprawiedliwości przeprowadziły "precyzyjnie zaplanowaną operację", a na jej każdym etapie "zadbano o kamuflaż". 

Dziennikarze "Wyborczej" przypomnieli o posiedzeniu sejmowej komisji finansów z 15 września 2017 roku. Zaakceptowała ona wtedy wniosek ministra sprawiedliwości ws. "zmian w planie finansowym Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej". Przedstawił go współpracownik Ziobry Michał Woś. 

Reklama

"Wyborcza": 25 mln zł miało trafić na "inne działania" zapobiegające przestępczości

Woś wyjaśniał wówczas, że miesiąc wcześniej zmieniono zasady wypłacania pieniędzy z Funduszu, dodając "katalog instytucji z sektora finansów publicznych". Według dziennika, ten ruch mógł pozwolić CBA na zakup Pegasusa, chociaż na zebraniu komisji "nie pada o tym ani jedno słowo". Tymczasem CBA może być finansowane tylko bezpośrednio z budżetu państwa.

"Posłowie nie wiedzą, że dzień wcześniej Woś wystąpił do Ministerstwa Finansów o zgodę na przeznaczenie 25 mln zł z Funduszu na 'inne działania", które mają 'służyć zapobieganiu przestępczości" - dodała "GW". 

W artykule czytamy też m.in. że ówczesna premier Beata Szydło spotkała się w lipcu 2017 r. ze swoimi odpowiednikami z krajów Grupy Wyszehradzkiej i premierem Izraela Beniaminem Netanjahu. To wówczas miała zapaść decyzja o sprzedaży licencji na Pegasusa rządom Polski i Węgier.

"Wyborcza" przekazała, iż CBA otrzymało 25 mln zł z Ministerstwa Sprawiedliwości w dwóch transzach. Resort finansów, który badał legalność zakupu, potwierdził, że "dyscyplinę finansów" naruszono wtedy "w stopniu nie wyższym niż znikomy", dzięki czemu - jak pisze dziennik - nikt nie poniesie konsekwencji. 

Fogiel: Nie ma afery wokół Pegasusa

Wicerzecznik PiS Radosław Fogiel pytany w Radiu Zet o te doniesienia podkreślił, że PiS nikogo nie oszukiwał w tej sprawie. - Zachowuję dalece idącą wstrzemięźliwość wobec rewelacji "Gazety Wyborczej". To jest gazeta, która kilka tygodni temu pomyliła ministra (nauki, Przemysława) Czarnka z Leszkiem Czarneckim. Napisali artykuł o tym drugim, a używali nazwiska tego pierwszego - przypomniał wicerzecznik PiS. - Wiarygodność żadna. Skąd ja mogę mieć pewność, że któryś z autorów (artykułu - red.) nie odnalazł gdzieś na strychu starej konsoli Pegasus z komunii i mu się nie pomyliło - ironizował polityk.

Zwracał też uwagę, że na wskazanym posiedzeniu komisji finansów nic nie mówiono o zakupie systemu Pegasus. Na uwagę prowadzącej, że posłowie nie wiedzieli co akceptują, Fogiel podkreślił, że posłowie - jak zawsze - dostali informację na komisji, był obecny przedstawiciel resortu i mogli zadawać pytania.

- Nie chcę wdawać się w spekulacje na temat tego czym dysponują, jakimi działaniami się posługują polskie służby, bo nie jest to moją rolą, nie mam takiej wiedzy, nie jestem członkiem komisji służb specjalnych; nawet gdybym mógł i miał, to nie byłbym upoważniony do dzielenia się tym na antenie - zaznaczył polityk PiS. - Wszystkie działania operacyjne jakiekolwiek, jeśli mają miejsce w Polsce - niezależnie od tego wobec kogo są podejmowane - muszą być podejmowane za zgodą sądu - podkreślił.

Fogiel był też pytany dlaczego jego ugrupowanie jest przeciwne powołaniu komisji śledczej ws. Pegasusa zaznaczył, że "nie ma afery wokół Pegasusa".

Dopytywany, że skoro PiS nie ma sobie nic do zarzucenia, to dlaczego nie chce powołania komisji, Fogiel żartował, że "nie ma też dowodów na to, że Reptilianie rządzą światem. Czy to jest powód do tego żeby powoływać komisję śledczą".

Zwrócił też uwagę, że komisje śledcze powołuje się w sytuacji, kiedy standardowe działania organów państwa nie przynoszą efektu. - Tutaj nic takiego nie mamy - zapewnił.

- Równocześnie chce się by opinia publiczna uwierzyła, że polskie służby dysponują super, hiper tajnym, wyrafinowanym sprzętem szpiegowskim najwyższej klasy. Kupionym po tajniacku za grube miliony. Z drugiej strony chce się nas przekonać, że jakiś NGO-s z Kanady odkrył, że to supertajne, wyrafinowane oprogramowanie było w telefonie Romana Giertycha, czy pani prokurator - powiedział Fogiel.

AP pisała o inwigilacji Giertycha, Brejzy i Wrzosek



Przypomnijmy, że według amerykańskiej agencji AP za pomocą oprogramowania Pegasus inwigilowani w Polsce byli: mecenas Roman Giertych, prokurator Ewa Wrzosek i senator Krzysztof Brejza w czasie, gdy był szefem sztabu wyborczego KO. Podkreśla się przy tym, że klientami stojącej za Pegasusem izraelskiej NSO Group są jednostki rządowe.

W poniedziałek Bogdan Rymanowski zapytał prezydenta Andrzeja Dudę w internetowej dogrywce "Gościa Wydarzeń" w Interii o doniesienia w sprawie użycia systemu Pegasus w Polsce. - Od tego są parlamentarzyści, żeby te sprawy były wyjaśnione w parlamencie - powiedział prezydent.

Na pytanie, czy należy powołać komisję śledczą, odpowiedział: Nie wykluczam, jeśli będzie taka decyzja posłów.

- Uważam, że jeżeli takie pojawiają się twierdzenia, to sprawa wymaga wyjaśnienia. Zwłaszcza, jeżeli tego typu twierdzenia dotyczą prokuratora, który prowadził jakąś sprawę. Zdumiewające były te informacje dla mnie, bo tak jak mówię, ja nigdy o tym nie słyszałem i nigdy też nie miałem żadnych dokumentów, które o czymś takim mogłyby stanowić, w związku z powyższym uważam, że sprawę trzeba wyjaśnić, skoro takie twierdzenia są - zaznaczył Andrzej Duda.

- Powtarzam jeszcze raz. Jest chociażby w Sejmie komisja do spraw służb specjalnych, która - jeżeli są wątpliwości - w pierwszej kolejności mogłaby się tym zająć - dodał.

Jarosław Kaczyński: Nie mam w tej sprawie dowodu

O sprawę pytany był też Jarosław Kaczyński w rozmowie z redaktorem naczelnym Interii Piotrem Witwickim i dziennikarzem Polsatu Marcinem Fijołkiem.

- Nie wiem, co z tym Pegasusem. Dostałem pismo od dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej, by wyjaśnić wątpliwości wokół rzekomego podsłuchu wobec Romana Giertycha. To się miało dziać w roku 2019, nie byłem wówczas wicepremierem do spraw bezpieczeństwa, nie mam o tym większego pojęcia - mówił prezes PiS.

Dodał: - Nie mam w tej sprawie dowodu. Będzie posiedzenie komitetu do spraw bezpieczeństwa, to ta sprawa wtedy stanie i poproszę o wyjaśnienia.

Cała rozmowa: JAROSŁAW KACZYŃSKI: SAM ZŁORZECZĘ W SKLEPACH NA WYSOKIE CENY

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje