Reklama

Tusk w Gdańsku: Nie będę tego pokornie znosił, nie nastawię drugiego policzka

Podjęliśmy decyzję, by zagłosować za ustawą o SN, bo mieliśmy świadomość, że ta propozycja może odblokować środki europejskie. Nazywając rzecz po imieniu, głosowaliśmy za ustawą, która jest zła i być może niekonstytucyjna, ale obiektywnie lepsza niż status quo, ziobrowe status quo, pogwałcenie systemu sprawiedliwości w Polsce - stwierdził Donald Tusk w Gdańsku, podczas spotkania z młodzieżą. Mówiąc o poziomie debaty publicznej, podkreślił, że "opozycja już nie może pozwalać, ale musi oddawać". - Nie odpuszczę nogi, nie będę tego pokornie znosił, nie nastawię drugiego policzka, bo już jeden mi wystarczająco opuchł - wyjaśnił.

W piątek Sejm przyjął nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, związaną z wypełnieniem stawionych przez Komisje Europejska warunków wypłaty środków na Krajowy Plan Odbudowy. Za ustawą było 203 posłów, 52 było przeciw, 189 osób wstrzymało się od głosu - w tym 122 posłów Koalicji Obywatelskiej.

- Alternatywą było de facto głosowanie utrudniające lub uniemożliwiające otrzymanie przez Polskę tych miliardów i utrzymanie ziobrowego status quo - podkreślił lider PO.

Tusk dodał, że zdaje sobie sprawę, że dla najbardziej zaangażowanych sympatyków jego partii "te decyzje mogą wydawać się nie do przyjęcia, ale ja czuję się współodpowiedzialny za miliony Polek i Polaków".

Reklama

- Wszyscy oni chcą przeżyć możliwie bezpiecznie najtrudniejsze momenty w naszej historii - mówił.

Tusk: Morawiecki skamlał po powrocie z Brukseli

Zaznaczył, że "to nie sztuka podejmować decyzje dające satysfakcje na dzień lub tydzień. Sztuką jest przewidzieć konsekwencje na kolejne tygodnie i w dzień wyborów".

- W ciągu najbliższych kilku tygodni przeforsujemy zapisy przygotowane przez PO w Sejmie tak, by Polska mogła zacząć zachowywać się jak nowoczesne państwo, także w kwestii energetyki. To niezbędny warunek, by te pieniądze do naszego kraju przyszły - podał.

Tusk podkreślił, że "PiS - de facto - został zmuszony".

- Ten biedny Morawiecki pojechał do Brukseli na kolanach. Potem skamlał, żeby nie ruszać tej ustawy (o SN - red.) napisanej przez Brukselę. Upokarzające, ale koniec końców pokazujące, że to wy macie powód do satysfakcji, to oni musieli fundamentalnie zmienić zdanie.

Lider PO dodał, że "zrobiliśmy niesatysfakcjonujący krok, ale mogący przynieść bardzo pozytywne efekty, szczególnie te dotyczące pieniędzy".

Polityk zaznaczył, że chce wygrać wybory. - Powrót rządów prawa w Polsce będzie możliwy właśnie po nich. (...) Apeluję o odrobinę zaufania do mnie. Znam Kaczyńskiego jak złe licho i zależy mi, żeby nie wpadać w pułapki, które on zastawia. Będę tego pilnował do dnia wyborów - zadeklarował.

Zabójstwo Pawła Adamowicza. Tusk: Na początku zawsze jest słowo

Były premier nawiązał również do hejtu i kolejnej rocznicy zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

- Wielka państwowa pisowska machina każdego dnia i tygodnia starała się wmówić ludziom, że Paweł Adamowicz to wcielenie zła. Czy to zawsze musi skończyć się tragedią? Oczywiście nie, ale na początku zawsze jest słowo. Ostatnio w mediach pojawiły się informacje, że poruszam się z ochroną. Jestem tego typu człowiekiem, że staram się takie rzeczy sprowadzić do minimum. Ale tutaj w Gdańsku w cztery lata po zabójstwie Pawła Adamowicza, gdzie zabójca nie jest jeszcze skazany i ci ludzie, którzy pośrednio do tego doprowadzili, np. ci państwowi funkcjonariusze w TVP, oni nadal uprawiają ten sam proceder. Starają się poniżać całe grupy społeczne i to prędzej czy później może doprowadzić do tragedii - stwierdził.

Podkreślił, że wolałby, "żeby telewizja publiczna istniała, zachowywała się możliwie neutralnie, żeby KRRiT istniała i żeby znowu wróciły jako tako zdrowe zasady".

Wskazał, że "zło jest w ludziach", a nie procedurach, czy instytucjach.

Tusk: Nie będę nastawiał drugiego policzka

Na spotkaniu doszło też do wymiany zdań między Tuskiem a jednym z młodych mężczyzn. W swojej wypowiedzi zarzucił, że były premier "nie spełnił obietnicy danej Pawłowi Adamowiczowi o poprawieniu kultury debaty publicznej". Zapytał, czy lider PO wie, jak to zmienić.

- Widzę w tym uzasadnioną potrzebę przypomnienia mi i wszystkim innym politykom, że naprawdę należałoby zacząć od samego siebie. Ja tu jestem w pewnym kłopocie, bo musiałbym przyznać, że uczestniczę w tej konfrontacji z PiS na równych zasadach, a ja się z tym całkowicie nie zgadzam. To jest tak, że jak ktoś podejdzie do pana na ulicy i uderzy pana pięścią w twarz, to pan powie: dziękuję, przepraszam, do widzenia. Ja tak nie zrobię, ja oddam, ja się nie zmienię. Ale moją intencją nie jest to, by zdobywać władzę i używać takich metod wobec moich oponentów politycznych. Ja nie odpuszczę nogi, nie będę tego pokornie znosił, nie nastawię drugiego policzka, bo już jeden mi wystarczająco opuchł. Wróciłem tutaj z takim nastawieniem, że opozycja już nie może pozwalać, ale musi oddawać - wyjaśnił Tusk.

Nawiązał też do TVP.

- Nigdy nie była tak profesjonalna, jak dziś, ale profesja, którą się zajmuje to niszczenie przeciwników na zlecenie obecnej władzy. I są w tym profesjonalistami. Debata publiczna może być bardzo gorąca i ludzie nie muszą się oszczędzać, ale jeśli codziennie przez ostatnie 10 lat Tusk jest nazywany "Niemcem", "mordercą", "zabójcą Prezydenta RP", to ja uważam, że oni naprawdę sieją zło i trzeba ich pokonać wszystkimi dostępnymi politycznymi metodami - dodał.

Tusk o Dudzie: Przez lata jeden z twórców chorego systemu

Podczas spotkania z młodzieżą lider PO był pytany, czy jego zdaniem, po wygranych przez opozycję wyborach, należy w stu procentach wybrać Trybunał Konstytucyjny "od nowa", czy też "skupić się na sędziach tzw. dublerach", a więc tych, co do wyboru których można mieć wątpliwości.

Tusk podkreślił, że problem nie dotyczy jedynie TK, dlatego "kluczowe" jest, co powinno zdarzyć się w przeciągu pierwszych stu dni po zwycięstwie opozycji.

Jak zaznaczył, obserwatorzy polskiej sceny politycznej zastanawiają się, czy jest możliwe, by opozycja w taki sposób wygrała wybory, aby móc skutecznie odrzucać potencjalne weto prezydenta.

Podkreślił, że w tych sprawach prezydent nie ma czystego sumienia, ponieważ przez lata był "jednym z twórców chorego systemu", który "okazał się gwałtem na zasadach rządów prawa". - Można się spodziewać, że ze strony prezydenta będziemy mieli do czynienia z obstrukcją, czyli z wetowaniem ewentualnych ustaw - dodał Tusk.

Jak ocenił, w tej kwestii najważniejszą rzeczą wydaje się przywrócenie stanu prawnego, wszędzie tam, gdzie stan prawny został naruszony, w sposób niezgodnie z konstytucją.

Według Tuska przywrócenie status quo sprzed utworzenia "pseudo Trybunału Konstytucyjnego", to pierwszy krok, który nie powinien wymagać rozstrzygnięć ustawowych.

- Teraz trwa praca, która ma umożliwić przywrócenie przynajmniej elementarnych zasad praworządności po wygranej opozycji i to w sposób, który nie będzie wymagał zmian ustawowych, a raczej będzie szukał sposobów prawnych, oczywiście legalnych, na przywrócenie stanu rzeczy sprzed zamachu na praworządność - powiedział lider PO.

Dodał, że nie w każdym przypadku powinno to wymagać "rutynowego działania legislacyjnego", czyli odrębnej ustawy, tylko działań o charakterze prawnym i wykonawczym, bez legislacji.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Donald Tusk | Sąd Najwyższy

Reklama

Reklama

Reklama