Reklama

Reklama

Oby nie zaskoczyło nas zwycięstwo

Jaki to będzie rok? Zły. Pandemia nadal będzie zbierać śmiertelne żniwo, obnażać nieskończone słabości systemu ochrony zdrowia, a przeciwnicy szczepionek nie zmądrzeją i będą siać spustoszenie dezinformacji pośród kruchych umysłów. Będzie drożej. Wielu przedsiębiorców zacznie pomstować na rządowy Nowy Ład, kierowcy na nowy taryfikator mandatów, który nie idzie w parze z audytem znaków drogowych i racjonalizacją zakazów, a pijący na wyższą akcyzę na alkohol, którą władza będzie łatać dziurę w budżecie. Kiedy ludzie na dobre zaczną łapać się za portfele, polityka przestanie być abstrakcyjna i zachwieje ich codziennym życiem.

To będzie rok złych nastrojów i geopolitycznych przełomów. Ani konflikt rosyjsko-ukraiński, ani wojna hybrydowa białoruskiego reżimu nie wygasną, a walka antydemokratycznych populistów z wartościami Zachodu rozwieje marzenia o głębszej integracji europejskiej. Cywilizowany świat nie zgodzi się na bezkarne łamanie praworządności i lekceważenie umowy społecznej, więc polexit wciąż będzie w grze. Klimat będzie się ocieplał, ale światowi przywódcy nie zdecydują się na radykalne kroki, by zatrzymać to, co nieuchronne. Wybiorą zgniłe kompromisy. Lawa nie zastygnie.

Reklama

Nowy rok dla władzy. Krucha większość niejedynym problemem

To będzie rok kolejnych triumfów głupoty. Myślenie magiczne na równych prawach stanie w szranki z wiedzą naukową, popkultura będzie pożerać kulturę, a sprytni ideolodzy wymyślą nowe interpretacje starych dzieł. Wydelikacone pokolenie nowego purytanizmu i sztucznej moralności nadal będzie budować nam orwellowski świat, w którym ironię nazywa się przemocą, metafory nie istnieją, a słowa są rzeczami. Przybędzie miłośników szmiry. Być może znów dowiemy się, że to, co kiedyś kochaliśmy, dziś powinno być przedmiotem naszej niechęci, ponieważ nowe czasy stawiają pomnik bezsensownej poprawności politycznej. Wkrótce zakażą Monty Pythona.

To będzie rok dekompozycji obozu władzy i weryfikacji jej mocarstwowych rojeń. Krucha większość będzie tylko jednym z kłopotów. Pojawią się kolejne, takie jak widmo wyemancypowanego prezydenta, narastający lęk przed rozliczeniami po ewentualnej przegranej, pogłębiająca się społeczna depresja, której nie da się łatwo zdusić ani prostą obietnicą, ani wyrafinowanym kłamstwem, ani cynicznym praniem mózgów. W siódmym roku rządów ta machina się zatnie. Narodzi się pragnienie ucieczki z Titanica torpedowane wątpliwościami, że skoro trzecia kadencja wcale nie jest wykluczona, to może lepiej zostać. W takiej atmosferze zwiędnie każda rewolucja. A jeśli zwiędnie, to pokusa zachowania władzy za wszelką cenę będzie jeszcze większa.

Kluczowy rok dla opoyzcji

To będzie rok, w którym polska opozycja będzie musiała się na coś zdecydować. Albo przestanie udawać, że funkcjonuje w zupełnie normalnych demokratycznych warunkach i zjednoczy się wokół najsilniejszego, albo nadal będzie ulegać iluzji, że nie było Pegasusa, nie ma monopartyjnej propagandy w mediach publicznych, nie istnieje wyborczy system D’Hondta, więc można rywalizować między sobą, jak to bywało kiedyś. Albo zbawcy na białych koniach i niektórzy starzy wyjadacze przestaną snuć bajędy o rzekomo szkodliwej polaryzacji, albo na zawsze utkną w piaskownicy. Albo odkryją, czym jest racja stanu, albo szybko wypłowieją z kart historii.

Powiada się, że pesymista jest optymistą, tyle że dobrze poinformowanym. A więc to będzie zły rok. Na pocieszenie przypomina się wiersz Adama Zagajewskiego "Klęska", w którym ten wybitny poeta pisał: "Naprawdę umiemy żyć dopiero w klęsce (...). Oby nie zaskoczyło nas zwycięstwo".

Przemysław Szubartowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy