Reklama

Reklama

"Te przeprosiny są niepełne i niewystarczające". Reporterka o słowach papieża

- Papież przeprosił, ale za udział chrześcijan w tym dziele zniszczenia. Uniknął wskazywania czy pokazania roli Kościoła katolickiego jako instytucji w tym okrutnym procederze. Z tego punktu widzenia te przeprosiny są niepełne i niewystarczające - twierdzi Joanna Gierak-Onoszko, odnosząc się do pielgrzymki "pokutnej", którą od niedzieli papież Franciszek odbywa w Kanadzie. Spotyka się tam z przedstawicielami rdzennych ludności, których dzieci przez lata wcielane były do przymusowych szkół rezydencjalnych prowadzonych przez kościoły chrześcijańskie, w tym Kościół katolicki.

Przez wiele osób oceniana jako bezprecedensowa pielgrzymka pokutna papieża, która ma być krokiem w kierunku pojednania z rdzennymi Kanadyjczykami, jest pokłosiem odkryć, których dokonano latem zeszłego roku. Wówczas w kilku prowincjach na terenie Kanady zlokalizowano nieoznakowane groby w miejscach, w których działały szkoły rezydencjalne dla rdzennych dzieci.

Według danych z raportu Komisji Prawdy i Pojednania, który ukazał się w 2015 roku, w czasie pobytu w szkołach zmarło ok. 4 tys. dzieci. W rzeczywistości liczba ta jest o wiele większa - do tej pory odnaleziono łącznie 7 tys. ciał w nieoznakowanych miejscach.

Reklama

Szkoły rezydencjalne, finansowane z budżetu federalnego, prowadzone były w Kanadzie przez Kościół katolicki i Kościół protestancki od XIX wieku. Ich celem było przymusowe asymilowanie rdzennej ludności. Trafiały tam dzieci, które siłą odbierano rodzinom. Niektóre z nich były bite, molestowane, zaniedbywane i pozbawiane możliwości obcowania z własną rodzimą kulturą, w tym zwyczajami, ubiorem czy nawet językiem. 

Pierwszy premier Kanady, sir John A. Macdonald w 1883 r. mówił w parlamencie, że rdzenni mieszkańcy są "dzikusami", a szkoły są potrzebne, by "indiańskie dzieci (...) nabyły obyczajów i sposobu myślenia białego człowieka". Placówki zamknięto w latach 90. XX wieku. Łącznie przebywało w nich około 150 tysięcy dzieci.

Drugi papież w Kanadzie

Franciszek jest drugim papieżem odwiedzającym Kanadę. Trzy razy był tam Jan Paweł II, ostatni raz 20 lat temu na Światowych Dniach Młodzieży w Toronto. Chociaż zdawał on sobie sprawę z krzywd wyrządzonych przez Kościół rdzennym mieszkańcom, podczas żadnej z jego pielgrzymek nie padły słowa przeprosin.

Jak przyznaje Joanna Gierak-Onoszko, autorka "27 śmierci Toby'ego Obeda", reportażu o szkołach rezydencjalnych w Kanadzie, oczekiwania w stosunku do wizyty Franciszka były bardzo różne. - Część Kanadyjczyków czekała na to spotkanie po to, by zostać wysłuchanym. Część osób i organizacji, szczególnie samorządy na północy kraju, zbojkotowała jednak spotkanie z papieżem. Uważają oni, że jakiekolwiek przeprosiny czy gesty ze strony głowy Kościoła katolickiego są spóźnione i niewystarczające. Dlatego nie można powiedzieć, że cała Kanada czekała na spotkanie z papieżem i cała Kanada wsłuchuje się w jego słowa - wyjaśnia reporterka.

- Pierwsze publiczne wystąpienie papieża w Kanadzie było oczywiście pełne symboli - zauważa autorka. Papież został powitany na lotnisku w Edmonton m.in. przez urzędującego premiera Justina Trudeau. Jednak uwaga osób obserwujących pielgrzymkę skupiła się bardziej na drugim dniu wizyty, dokładnie na spotkaniu z blisko dwoma tysiącami uczestników na preriach Alberty.

Joanna Gierak-Onoszko: Szczególnie poruszające wystąpienie

Spotkanie odbyło się na obszarze Maskwacis zamieszkanym przez rdzenną ludność. Obecni byli tam przedstawiciele wspólnot z całej Kanady, a także gubernator generalna Kanady Mary Simon i premier Trudeau.

- Było to szczególnie poruszające i obarczone ogromną dawką emocji wystąpienie, dlatego że Kanadyjczycy czekali na przeprosiny ze strony papieża. Cały świat usłyszał, jak papież z ogromną empatią odnosi się do trudnej historii, do krzywd, które stały się udziałem rdzennych Kanadyjczyków - podkreśla Gierak-Onoszko.

Podczas spotkania Franciszek mówił: - Ubolewam. Błagam o przebaczenie, w szczególności za sposób, w jaki wielu członków Kościoła i wspólnot zakonnych współpracowało, także poprzez obojętność, w tych projektach niszczenia kultury i przymusowej asymilacji, realizowanych przez ówczesne rządy, których kulminacją był system szkół rezydencjalnych.

Czytaj także: "Pomnik zawsze można umyć, a życia tych dzieci nikt już nie zwróci"

- Franciszek mówił o akulturacji, niszczeniu rdzennych kultur, przyznał, że to właśnie gospodarze żyli na tych ziemiach "from time immemorial", od niepamiętnych czasów - ta fraza jest przez Kanadyjczyków często używana - podkreśla Joanna Gierak-Onoszko.

Jak dodaje, w spotkaniach z papieżem bierze udział wielu ocaleńców - osób, które uczęszczały do szkół rezydencjalnych. - Część wejściówek na spotkania zarezerwowano dla przedstawicieli Kościoła i wiernych, natomiast większość gości to ocaleni i ich bliscy, a także przedstawiciele rdzennych władz i samorządów. Papież nie mówi do swoich wiernych, ale po prostu do Kanadyjczyków - wyjaśnia.

- To przemówienie (na obszarze Maskwacis - red.) było z jednej strony pełne szacunku i uwzględnienia roli i sytuacji gospodarzy, natomiast moim zdaniem część merytoryczna była poniżej oczekiwań. Papież przeprosił, ale za udział chrześcijan w tym dziele zniszczenia. Uniknął wskazywania czy pokazania roli Kościoła katolickiego jako instytucji w tym okrutnym procederze. Z tego punktu widzenia te przeprosiny są niepełne i niewystarczające - ocenia Gierak-Onoszko.

Minorowe nastroje wśród Kanadyjczyków

Odnalezienie nieoznakowanych grobów w czerwcu zeszłego roku wywołało szybką reakcję ze strony Kanadyjczyków. W różnych miejscach w kraju spłonęło kilka kościołów, zdewastowano też pomnik Jana Pawła II przy polskim kościele pw. Różańca Świętego w Edmonton. Na pomniku pojawiły się czerwone odbicia małych dłoni. Premier Justin Trudeau mówił wówczas, że papież Franciszek powinien przybyć do Kanady i przeprosić w imieniu Kościoła katolickiego za jego rolę w prowadzeniu szkół rezydencjalnych. 

- Papież Franciszek słynie z tego, że często postępuje niezgodnie z wcześniej ustalonym scenariuszem, przez co zaskakuje swoich rozmówców czy gości. Natomiast nie ma wątpliwości, że to wystąpienie (podczas drugiego dnia wizyty w Kanadzie - red.) było wielokrotnie sprawdzane, przygotowywane i papież nie powiedział tam niczego, co by w przyszłości jemu lub innemu papieżowi wiązało ręce i nakłaniało do spełnienia jakichkolwiek zobowiązań, także finansowych, ze strony Kościoła - zauważa Joanna Gierak-Onoszko.

- Papież wyraził ubolewanie, poprosił o przebaczenie, ale właściwie nie wiadomo, w czyim imieniu. Uniknął przypisywania sprawczej roli Kościołowi jako instytucji - dodaje.

Jak twierdzi reporterka, niektórzy Kanadyjczycy spodziewali się pełnych przeprosin, inni zaś byli przeświadczeni, że "będzie to kolejny dyplomatyczny zabieg, który właśnie obserwujemy".

Gierak-Onoszko mówi o rozczarowaniu i minorowych nastrojach wśród Kanadyjczyków.

- Rozczarowanie jest ogromne, jednak trudno przesądzać o całości wymowy tej pielgrzymki, póki jeszcze trwa. Nie należy spodziewać się jednak przełomu - podkreśla dziennikarka. I dodaje: - Należy pamiętać, że to nie jest tak, że Kanadyjczycy spotykają się z papieżem i tylko słuchają, to nie jest komunikacja jednostronna - oni także z nim rozmawiają, przede wszystkim podczas niepublicznych spotkań. Należy patrzeć na to jak na dialog.

Pielgrzymka papieża Franciszka potrwa do piątku. Jest to najdłuższa podróż 85-letniego Franciszka od prawie trzech lat.

Anna Nicz

anna.nicz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy