Niemieccy żołnierze na stałe w jednym z państw bałtyckich. "Rosja coś szykuje"
Bundeswehrę czekają drastyczne zmiany: planowane jest stacjonowanie dużej jednostki niemieckiej w krajach bałtyckich. Tamtejsi wschodni partnerzy z NATO obawiają się, że Rosja coś szykuje. Już w czerwcu 2022 roku w reakcji na pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę niemiecki rząd zapowiadał gotowość wsparcia Litwy brygadą Bundeswehry, ale dotąd nie zrealizował tej obietnicy.

To nowość dla Bundeswehry - do jesieni mają powstać plany stałego rozmieszczenia około czterech tysięcy jej żołnierzy na wschodniej flance NATO. Mają na Litwie spędzić kilka lat, a w razie potrzeby także walczyć, aby nadać wagę obietnicom zachodniego sojuszu wojskowego o udzieleniu niezbędnej pomocy.
Jak podczas zimnej wojny
- Chcemy utworzyć dużą jednostkę, która jest zdolna do samodzielnego prowadzenia walki z użyciem tzw. połączonych broni - mówi generał brygady Christian Freuding, szef sztabu planowania w Federalnym Ministerstwie Obrony.
Niemcy w ten sposób realizują pospiesznie wyrażone przez Litwę życzenia, która z niepokojem patrzy na Rosję. Polityków w Wilnie nie przekonały obietnice, że w razie napięć żołnierze Bundeswehry szybko przyjadą, a następnie przygotują się do walki z bronią zmagazynowaną w tym kraju.
Niemcy będą żyć na Litwie tak, jak Amerykanie i Brytyjczycy w Niemczech Zachodnich podczas zimnej wojny. Oprócz infrastruktury wojskowej na ich potrzeby powstaną przedszkola, szkoły i domy. Litwini już wyznaczyli lokalizacje, w tym koszary na obrzeżach stolicy Wilna oraz w portowym mieście Kłajpeda, dawnym Memel, nad Morzem Bałtyckim.
Stamtąd do granicy rosyjskiej eksklawy kaliningradzkiej jest około 50 kilometrów. Wschodni partnerzy NATO w krajach bałtyckich - ale także Polska - obawiają się, że w tym regionie coś się szykuje. Patrzą na Białoruś, która jest sojusznikiem Rosji, ale też na tzw. przesmyk suwalski. NATO używa tego terminu do opisania wąskiego korytarza lądowego między Białorusią a Kaliningradem, który prowadzi przez terytorium Polski i Litwy.
Obawy państw bałtyckich. Polska rozmieszcza żołnierzy na granicy z Białorusią
Istnieje obawa, że Rosja mogłaby odciąć państwa bałtyckie od innych krajów NATO i w ten sposób przetestować ich wolę samoobrony. W środę, 9 sierpnia rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu mówił o "wzmocnieniu formacji wojsk Federacji Rosyjskiej na naszych zachodnich granicach", nie wymieniając konkretnych obszarów.
W piątek Litwa ogłosiła, że zaostrzy środki bezpieczeństwa wzdłuż 680-kilometrowej granicy z Białorusią w odpowiedzi na obecność rosyjskich najemników z Grupy Wagnera w tym kraju. Zamknięte zostaną dwa z sześciu przejść granicznych.
- Mamy więcej oficerów wywiadu w akcji, nasze instytucje funkcjonują należycie, a na pewno jest dużo więcej sił obrony narodowej i sił porządkowych. Prowadzą wspólne ćwiczenia i podejmują inne działania - powiedziała litewska premier Ingrida Simonyte.
Dzień wcześniej polski rząd ogłosił, że na pograniczu z Białorusią rozmieści łącznie 10 tys. żołnierzy, aby "odstraszyć agresora, by ten nie ośmielił się zaatakować Polski".
Ale istnieje również obawa, że duża liczba uchodźców ponownie spróbuje nielegalnie przekroczyć granicę Polski z Białorusią.
Zachodni partnerzy NATO nie widzą konkretnych przygotowań do ataków militarnych ze wschodu, ale zgadzają się z koniecznością większego odstraszania. Stacjonujący w tym regionie żołnierze NATO to najlepsza forma więzów sojuszniczych.
"Żelazny Wilk" na Litwie
Bundeswehra jest obecna na Litwie od 2017 roku, w tej chwili z około 800 niemieckimi żołnierzami i jako kraj dowodzący wielonarodową grupą bojową NATO (grupa bojowa eFP) na zasadzie rotacji. Ta formacja wchodzi w skład litewskiej brygady "Żelazny Wilk".
Można sobie wyobrazić, że w zamian litewski batalion zostanie włączony do przyszłej niemieckiej brygady. Trzeba też rozstrzygnąć, czy Niemcy powołają do realizacji tego projektu jakąś nową jednostkę wojskową.
- Chcemy być całkowicie otwarci w tej sprawie. Może to oznaczać relokację istniejącej brygady lub utworzenie nowej formacji. Najpierw musimy przyjrzeć się, jakie są wymagania operacyjne dla tej brygady, aby móc zdecydować, jak powinna ona wyglądać - powiedział generał brygady Christian Freuding, szef sztabu planowania w Ministerstwie Obrony.
Struktura wewnętrzna litewskiej brygady Bundeswehry nie została jeszcze ustalona. - Niezależnie od tego, czy ma liczyć dwa bataliony piechoty zmotoryzowanej i jeden batalion czołgów, lub odwrotnie, z uwagi na wymagania geograficzne pozostawiłbym to w tej chwili jako kwestię otwartą - dodał.
Oczywiste jest, że ta formacja musi być w stanie działać samodzielnie, a więc będzie również dysponować zaopatrzeniem medycznym, zaopatrzeniem logistycznym oraz wsparciem informatycznym i cybernetycznym.
"Ewidentny punkt zwrotny"
Zdaniem Christiana Freudinga to "ewidentny punkt zwrotny". W czerwcu minister obrony Boris Pistorius obiecał stacjonowanie brygady na Litwie, nawiązując do mniej konkretnych zapewnień kanclerza Olafa Scholza w tej sprawie. W szeregach wojska wypowiedź tego socjaldemokratycznego polityka odebrano jako prawdziwą "bombę", a sceptycy i przeciwnicy tego projektu natychmiast zabrali głos.
Z drugiej strony, gdyby Boris Pistorius najpierw chciał wyjaśnić wszystkie zastrzeżenia, prawdopodobnie zostałby z pustymi rękami do następnych wyborów do Bundestagu, czego dowodzą wcześniejsze doświadczenia.
W rzeczywistości rozmieszczenie tak dużej niemieckiej jednostki wojskowej na Litwie to także operacja z wieloma niewiadomymi. Do jesieni sami Litwini będą musieli wywiązać się z różnych planów np. dotyczących jej zakwaterowania.
- Oczywiście istnieje wiele modeli. W szczególności przyglądamy się stacjonowaniu jednostek amerykańskich w Niemczech. Wiemy, jak działa zakorzenienie społeczne w szkołach, przedszkolach, instytucjach społecznych i kulturalnych - wyjaśnia generał. - Mamy z tym pewne doświadczenie i wierzę, że razem z Litwinami wypracujemy dobre rozwiązania - dodał.
Część żołnierzy będzie pełnić służbę wahadłowo, a inni przeprowadzą się na Litwę z rodzinami. Zakłada się omówienie warunków służby na każdym stanowisku z zainteresowanymi żołnierzami i uatrakcyjnienie jej przy użyciu "szerokiego wachlarza instrumentów".
Ale to tylko jedna strona medalu. - Dobrowolność nie jest podstawową zasadą działania sił zbrojnych. Rozmieścimy tam wojsko, przesuniemy je i wyposażymy w niezbędny personel. Mam wrażenie, że jest to duże oraz ważne zadanie i dla wielu żołnierzy udział w nim będzie czymś atrakcyjnym i ekscytującym - mówi generał.
Redakcja Polska Deutsche Welle