Reklama

Reklama

Targi w Zjednoczonej Prawicy. Adam Bielan licytuje wyżej niż Marcin Ociepa

Prezes PiS wrócił już z urlopu do Warszawy, a polityka nabrała dynamiki. W poniedziałek Jarosław Kaczyński spotkał się z Adamem Bielanem w siedzibie swojej partii przy ul. Nowogrodzkiej. Jak dowiaduje się Interia, szef Partii Republikańskiej licytuje wysoko. Jeśli Marcin Ociepa, były współpracownik Jarosława Gowina, miałby dostać jedno ministerstwo, Adam Bielan chce przynajmniej dwóch.

Po odejściu ze Zjednoczonej Prawicy lidera Porozumienia, sytuacja koalicyjna jest dość skomplikowana. Przy stole pozostają oczywiście Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro z Solidarnej Polski, ale pojawili się też nowi gracze: Marcin Ociepa oraz Adam Bielan.

Prezes PiS musi jak najszybciej poukładać relacje w swojej koalicji, bo rządzących czekają kolejne intensywne tygodnie. Przy granicy z Białorusią koczują uchodźcy, a w Sejmie trzeba będzie się pochylić nad wnioskiem o odwołanie marszałek Elżbiety Witek. W dodatku coraz bliższe jest uderzenie czwartej fali COVID-19.

Reklama

- Ostatnio Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro negocjowali aneks do umowy koalicyjnej przez trzy miesiące: od lipca do października. Tego nie da się ustalić na jednym spotkaniu - zauważa jeden z naszych rozmówców należących do obozu Zjednoczonej Prawicy. "Fakt" podaje, że Adam Bielan i jego ludzie mają szanse na objęcie dwóch resortów. Ba, mówi się nawet o wakacie wicepremiera, który został po Jarosławie Gowinie. Do podziału stanowisk wciąż jednak daleka droga.

Bielan liczy szable

- Nie będę kruszyć kopii o swoją pozycję. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby zbudować konstrukcję, w której ważnym członem będą Republikanie - na antenie Polsat News przyznał Adam Bielan. Pytany przez Marcina Fijołka o rekonstrukcję rządu wypowiedział się dosadnie: - Bez nas nie ma większości w parlamencie.

Z ustaleń Interii wynika, że europoseł chce negocjować właśnie w oparciu o parlamentarzystów skupionych wokół Partii Republikańskiej. Liczy też na więcej niż teoretycznie mógłby dostać Marcin Ociepa, który formalnie nie założył własnej partii.

- Mamy dokładnie dwa razy więcej posłów: ośmiu posłów w klubie i dwóch współpracujących poza klubem parlamentarnym PiS, czyli Łukasza Mejzę i Zbigniewa Ajchlera. Ociepa ma cztery osoby w klubie i jedną poza klubem. W każdej kategorii mamy więc razy dwa - tłumaczy nasze źródło z partii Adama Bielana. Nasz rozmówca podejrzewa, że wiceszefowi MON trudno będzie zostać podmiotem w Zjednoczonej Prawicy, bo przecież nie ma swojego ugrupowania.

Otoczenie Marcina Ociepy, który buduje swoje środowisko wokół zespołu parlamentarnego "Polska OdNowa" ze spokojem podchodzi do takich argumentów. - W Sejmie liczy się goła arytmetyka. Czy posłowie się zrzeszają, zakładają partię, klub karciany czy kompletnie się nie rejestrują, ma drugorzędne znaczenie - usłyszała Interia.

Sukces wisi na włosku

Faktem jest, że już teraz Adam Bielan ma w rządzie swojego ministra. Jest nim Michał Cieślak, który zgodnie z rozporządzeniem premiera zajmuje się obroną praw obywatelskich i ochroną tożsamości europejskiej. Z kolei sam Marcin Ociepa jest przecież wiceszefem MON. Do tego Andrzej Gut-Mostowy oraz Grzegorz Piechowiak pozostają wiceszefami Ministerstwa Rozwoju i Technologii.

Z zakulisowych rozmów, które odbyła Interia wynika, że Marcin Ociepa - chociaż podkreśla własną podmiotowość w koalicji, ostrożnie bada grunt. Ma dobre relacje z Mariuszem Błaszczakiem. On i jego ludzie nie tylko dostali gwarancję zachowania dotychczasowej pozycji, ale także miejsc na listach wyborczych w PiS, o czym już pisaliśmy.

- Dla nas zupełnie naturalne jest ministerstwo rozwoju, bo tam są już Grzegorz Piechowiak i Andrzej Gut-Mostowy. Tam jest konkretny wakat, a ponieważ nikt się nie garnie, kandydatem jest Marcin - mówi nasz rozmówca zbliżony do Marcina Ociepy, który w resorcie rządzonym przez Gowina piastował funkcję wiceministra.

Mejza nie chce wypaść z gry

Słabością Adama Bielana mają być politycy, którzy jeszcze do niedawna daliby się pokroić za PiS. Chodzi m.in. o Arkadiusza Czartoryskiego, Małgorzatę Janowską czy Lecha Kołakowskiego. To ludzie, którzy w razie potrzeby mają stanąć na zawołanie Jarosława Kaczyńskiego. A przynajmniej takie głosy można usłyszeć bezpośrednio w partii przy Nowogrodzkiej. Ile w tym prawdy?

- Adam Bielan namówił mnie do powrotu do klubu PiS po 12 dniach. To nie było tak, że ja szukałem powrotu - w rozmowie z Interią twierdzi Czartoryski, który zachwala program swojej nowej partii. - Mam nadzieję na wzmocnienie republikanów. Może o dwie osoby? Zobaczymy - dodaje.   

ZOBACZ: Aleksandra Kwaśniewska broni Kingi Dudy

  Chociaż nasi rozmówcy z Partii Republikańskiej zaliczają do swoich ludzi Łukasza Mejzę i Zbigniewa Ajchlera, główni zainteresowani dystansują się od takich deklaracji. - Pierwsze słyszę, że jesteśmy zaliczani do cudzej grupy - przekazał nam Mejza. - Znamy osoby tworzące środowisko republikanów, lubimy ich. Współpraca jest naturalna, ale nie ma żadnej formalizacji i raczej nie będzie - dodaje.

Poseł, którzy wszedł do Sejmu w 2021 r. na miejsce zmarłej Jolanty Fedak z PSL zapewnia, że "ma otwartą głowę". - Każdy dobry pomysł dla Polski chętnie wesprę, dlatego czekam na rozmowy. Ale to ja będę je prowadził - przekazał nam parlamentarzysta. W kuluarach mówi się, że miał dołączyć do PiS już dłuższy czas temu. Kierownictwo nie zgodziło się jednak na tekę ministra, której miał się domagać. 

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama