Reklama

Reklama

​USA: Joe Biden. To ma być prezydentura "pomostowa"

"Postrzegam siebie jako most, nic więcej. Za mną stoi cała generacja nowych liderów. To oni są przyszłością tego kraju" - mówił w marcu 77-letni Joe Biden. Kandydat Partii Demokratycznej na prezydenta USA kilkukrotnie sugerował, że jest kandydatem na jedną kadencję.

Dlaczego Joe Biden ma duże szanse pokonać obecnie urzędującego prezydenta i kandydata Partii Republikańskiej Donalda Trumpa? Przede wszystkim jest politykiem lubianym, co już na starcie odróżnia go od Hillary Clinton. Niezależnie od tego, czy swojski "wujek Joe" to poza, czy "autentyk", Biden dużo lepiej niż Clinton odnajduje się w kontaktach ze zwykłymi wyborcami. "Wujek Joe" ma jednak swoje przywary z tym sposobem bycia związane - często coś "chlapnie", potrafi zachować się niestosownie. Ale podobnie jak Trump można odnieść wrażenie, że jest obdarzony swego rodzaju społecznym immunitetem - jemu się pewne rzeczy wybacza. Trump "już taki jest". I Biden też "już taki jest".

Reklama

Ludzie, którzy go znają, podkreślają, że ma w sobie dużo empatii i pokory. Tłumaczy się, że to życiowe tragedie ukształtowały go w ten sposób: jego żona i roczna córka zginęły w 1972 roku w wypadku samochodowym. Natomiast w 2015 roku z powodu raka mózgu zmarł jego syn Beau.

Z powodu tej empatii i ciepła słabość do Bidena mają jego polityczni oponenci. Bernie Sanders, choć przez całą karierę walczył z establishmentem Partii Demokratycznej, o Bidenie mówi "mój przyjaciel Joe". Dlatego też mimo gorących namów swojego sztabu w trakcie prawyborów nie potrafił atakować go tak jak atakował Hillary Clinton. Sanders nie zapomniał, że kiedy po raz pierwszy trafił do Senatu i wszyscy traktowali go jak "oszalałego socjalistę", to właśnie Biden wyciągnął do niego rękę. Dziś Sanders agituje na rzecz Bidena, choć program tego drugiego nie spełnia oczekiwań lewego skrzydła partii.

Centrolewicowy czy centroprawicowy?

Owszem, Biden obiecuje zająć się zmianami klimatycznymi, ale odrzuca ambitny Green New Deal (Zielony Nowy Ład). Chce obniżyć wiek uprawniający do Medicare (państwowa służba zdrowia) do 55 lat, ale ani myśli godzić się na "Medicare For All" (dla wszystkich Amerykanów), inny sztandarowy projekt lewicy. Na osłodę zapowiada płatne zwolnienia lekarskie i macierzyńskie, co z europejskiej perspektywy trudno traktować jako postulat lewicowy, ale z amerykańskiej już tak. Pojawiają się też mgliste zapowiedzi podniesienia podatków najbogatszym. Lewica jednak nie powinna mieć złudzeń - Joe Biden to polityk centrowy.

Wyraża się to choćby w rytualnym podkreślaniu, że reformy chciałby wprowadzać w porozumieniu z republikanami.

Co więcej, jak donosi "Politico", Biden już szuka w swojej przyszłej administracji miejsca dla republikanów, takich jak m.in. były gubernator Ohio John Kasich czy były senator Jeff Flake. O stanowiskach dla lewicy cisza. Co sugeruje, że jego administracja może być wręcz bardziej centroprawicowa niż centrolewicowa.

Biden całą kampanię zbudował na idei budowania jedności w obliczu bezprecedensowego kryzysu. Trzeba tu jednak dopisać jeszcze jeden przymiotnik, bardzo zresztą przez jego konkurenta lubiany - Biden to nie tylko kandydat centrowy, ale i establishmentowy.

Status quo pozostanie nienaruszone

- Joe Biden z pewnością nie jest idealny. Zarzuca mu się głębokie tkwienie w establishmencie politycznym odpowiedzialnym za stan amerykańskiej polityki i gospodarki, brak charyzmy wymaganej od przywódców, a jego przeciwnicy podnoszą wiele niejasności związanych z jego dotychczasową działalnością polityczną czy gospodarczą - komentuje dla Interii dr hab. Paweł Laidler, prof. UJ, dziekan Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ.

Kandydat Biden od dekad jest częścią waszyngtońskich elit rządzących i ma za sobą całe kierownictwo Partii Demokratycznej (kierownictwo to jest zarazem wysoce niechętne młodym, progresywnym kandydatom). Biden już w trakcie prawyborów jasno pokazał, że nie zamierza odżegnywać się od finansowego wsparcia wielkiego biznesu. Nie ma więc co liczyć, że rozerwie symbiozę biznesu z polityką i znacząco ograniczy wpływ Wall Street na legislację.

Joe Biden zawsze płynął w głównym nurcie. Dziś, gdy upływ czasu skorygował ocenę pewnych decyzji i kierunków, musi się z tego gęsto tłumaczyć.

Gdy stosunek do wojny w Iraku był miarą patriotyzmu - głosował za wojną w Iraku.

Gdy demokraci walczyli o laury neoliberalnych prymusów - opowiadał się za radykalnymi cięciami świadczeń społecznych.

Gdy zapanowała moda na jak najostrzejsze przepisy karne - stawał w pierwszym rzędzie walczących z "predatorami".

Gdy nie wierzono kobietom mówiącym o molestowaniu seksualnym - podważał wiarygodność zeznań Anity Hill. Gdy zaczęto im wierzyć, on całym sercem uwierzył Christine Blasey Ford.

Lubić, ale nie ufać

Dlatego właśnie Bernie Sanders, patron lewego skrzydła demokratów, choć przyjaciela lubi i szanuje, to jednak zapowiedział już, że dzień po zaprzysiężeniu Bidena na prezydenta złoży projekty ustaw oparte na jego obietnicach wyborczych. Chce w ten sposób przypilnować, by ów przyjaciel nie wykręcił żadnego numeru. Po przeprowadzeniu tych projektów (przydałoby się do tego jednak wygrać Senat, a i to nie jest takie pewne) lewica chce natychmiast rozpocząć kampanię wokół wspomnianych projektów Green New Deal czy Medicare For All i wykorzystać cztery lata prezydentury do wywierania presji w tych kwestiach.

Zatem jeśli Joe Biden zwycięży, z racji umiarkowanej narracji i zapatrywań, będzie musiał godzić ścierające się koncepcje: wolny rynek z keynesizmem i opiekuńczością, interesy przedsiębiorców z interesami pracowników itd. Już teraz wiadomo, że nie pójdzie na zwarcie z rynkiem ubezpieczeń zdrowotnych, który determinuje kształt amerykańskiej ochrony zdrowia.

78-letni prezydent?

Zupełnie osobną kwestią jest wiek kandydata. Jeśli Biden wygra, to w wieku 78 lat będzie najstarszym prezydentem w chwili objęcia urzędu w historii USA. O osiem lat pobije dotychczasowego rekordzistę... Donalda Trumpa (70 lat). Z kolei Ronald Reagan, kończąc drugą kadencję w 1989 roku, miał 77 lat.

- Osobiście uważam, bez urazy dla osób doświadczonych w polityce, że rozpoczynanie prezydentury w wieku 78 lat stanowi pewne ryzyko dla zapewnienia ciągłości politycznej, ale - mimo że życzę Bidenowi dużo zdrowia i energii - myślę, że to prezydent na jedną kadencję. Dlatego warto przyjrzeć się nie tylko jego wizji Ameryki, ale również temu, kim jest kandydatka na wiceprezydenta, Kamala Harris. Kto wie, czy to nie kolejna prezydent Stanów Zjednoczonych - zastanawia się prof. Paweł Laidler.

56-letnia senator z Kalifornii, była prokurator generalna tego stanu, wprawdzie przegrała prawybory z Bidenem właśnie, ale nie można odmówić jej charyzmy, zdolności, ma też tak cenioną przez obie partie zdolność do lawirowania w obrębie swojego progresywnego wizerunku.

- Kamala Harris jeszcze teraz nie miałaby szans w konfrontacji z Trumpem, natomiast za cztery lata może liczyć się w ostatecznym wyścigu do Białego Domu, jako kandydatka mniejszości rasowych oraz wielu amerykańskich kobiet. Jej ewentualna rywalizacja z Elizabeth Warren byłaby z pewnością bardzo atrakcyjna nie tylko dla demokratów ale dla całego systemu wyborczego w USA - uważa prof. Laidler.


Zresztą do takiego pojedynku może dojść niezależnie od rozstrzygnięcia w tegorocznych wyborach.

A Joe Biden, zanim stanie się pomostem i zanim dowiemy się, w którym kierunku ten pomost ustawi, musi jeszcze pokonać Donalda Trumpa. Były wiceprezydent w administracji Baracka Obamy wygrał prawybory Partii Demokratycznej nie dlatego, że jest porywającym tłumy naturalnym przywódcą, tylko dlatego, że uznano, iż ma największe szanse na pokonanie Trumpa. Niebawem przekonamy się, czy była to słuszna kalkulacja, czy też demokraci znów nadepnęli na grabie.

Michał Michalak

-----

Tymczasem w nocy z wtorku na środę zapraszamy na naszą relację na żywo, gdzie na bieżąco będziemy relacjonować spływające wyniki i komentarze do wyborów prezydenckich w USA. Startujemy już około godz. 22!

Przebieg wyborów będzie można śledzić również w Polsat News w specjalnym programie "Ameryka Wybiera", który poprowadzą Agnieszka Laskowska i Marta Budzyńska. Wśród gości będą m.in. były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, były szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski oraz Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce. Relacje zza oceanu prowadzić będzie z kolei korespondentka Polsat News w Stanach Zjednoczonych - Magda Sakowska. Program rozpocznie się o godz. 22.30 i potrwa do godz. 2 nad ranem. 

Zobacz naszą zapowiedź starcia Donalda Trumpa z Joe Bidenem

Cztery lata chaosu - zobacz podsumowanie kadencji Donalda Trumpa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje