Reklama

Reklama

​USA: Wybory prezydenckie 2020. Donald Trump kontra Joe Biden (i inni kandydaci)

We wtorek, 3 listopada, w Stanach Zjednoczonych odbywają się wybory prezydenckie. O Biały Dom walczą obecnie urzędująca głowa państwa Donald Trump (Partia Republikańska), były wiceprezydent w administracji Baracka Obamy Joe Biden (Partia Demokratyczna), a także Jo Jorgensen (Partia Libertariańska), Howie Hawkins (Zieloni) i inni kandydaci. Ponad połowa wypełnionych kart wyborczych może pochodzić z głosowania korespondencyjnego. Nie jest pewne, czy w środę nad ranem będziemy wiedzieć, kto wygrał wybory.

Oczywiście nie trzeba być analitykiem z trzema fakultetami i pracą doktorską o przepływach elektoratu na koncie, by przewidzieć, że z całą pewnością prezydentem zostanie Donald Trump lub Joe Biden.

Reklama

74-letni republikanin mierzy się więc z 77-letnim demokratą. Nigdy w historii tego kraju nie było tak wiekowych kandydatów i, co za tym idzie, tak wiekowego prezydenta w dniu objęcia urzędu.

Jest to zresztą część szerszego zjawiska na amerykańskiej scenie, zjawiska, które określa się - mniej lub bardziej złośliwie w odniesieniu do USA - mianem gerontokracji. Liderem republikańskiej większości w Senacie jest bowiem 78-letni Mitch McConnell, a spikerką Izby Reprezentantów 80-letnia Nancy Pelosi.

To kto właściwie kandyduje?

Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych zwyczajowo opisuje się jako starcie republikanina z demokratą, jednak nie jest to do końca prawda, bowiem inne ugrupowania też mogą rejestrować swoich kandydatów.

Po prostu dwie największe partie są tak potężne - przede wszystkim finansowo - że żadne inne w systemie większościowym się nie liczą.

Ale gwoli ścisłości - prezydentem teoretycznie mogą zostać:

Donald Trump - 74 lata, prezydent USA, wcześniej przedsiębiorca i osobowość telewizyjna, Partia Republikańska. Kandydatem na wiceprezydenta jest Mike Pence.

Joe Biden - 77 lat, były wiceprezydent USA w administracji Baracka Obamy, były senator, Partia Demokratyczna. Kandydatem na wiceprezydenta jest Kamala Harris.

Jo Jorgensen - 63 lata, wykładowca akademicki, Partia Libertariańska. Kandydatem na wiceprezydenta jest Spike Cohen.

Howie Hawkins - 67 lat, związkowiec i aktywista ekologiczny, współzałożyciel amerykańskich Zielonych. Kandydatem na wiceprezydenta jest Angela Walker.

Ci kandydaci będą na kartach wyborczych we wszystkich (Trump, Biden, Jorgensen) lub w większości stanów (Hawkins). Biorąc jednak pod uwagę możliwość dopisywania zgłoszonych wcześniej kandydatów do kart wyborczych, prezydentem hipotetycznie mogłaby zostać również np. socjalistka Gloria La Riva.

Oficjalnych kandydatów jest jeszcze dużo, dużo więcej, tyle że nie zdołali oni zarejestrować się w całym kraju. Jednym z nich jest np. popularny raper Kanye West - obecny na kartach wyborczych w 12 stanach, z możliwością dopisania go w 13 kolejnych. Łącznie takich pretendentów można naliczyć aż kilkudziesięciu!

Jak wyłoniony zostanie zwycięzca?

Nigdy dość przypominania, że w amerykańskim systemie nie wyłania się zwycięzcy na podstawie tego, który kandydat zdobył więcej głosów w skali kraju. Tzw. popular vote to wyłącznie ciekawostka historyczna. W 2016 roku Hillary Clinton zdobyła 65,85 mln głosów, a Donald Trump 62,98 mln. Nie przeszkodziło to wygrać temu drugiemu.


Jak więc wyłaniany jest prezydent? Wybory w USA są wyborami pośrednimi. Prezydenta kraju wybiera tak naprawdę Kolegium Elektorów Stanów Zjednoczonych. Łącznie elektorów jest 538. By zostać prezydentem, potrzeba 270 głosów elektorskich. I o nie walczą kandydaci.

Każdy stan ma z góry przypisaną liczbę elektorów. Wszyscy oni "przypadają w udziale" zwycięzcy w danym stanie. Innymi słowy - zwycięzca bierze wszystko.

Elektorami zostają zaufani, lojalni członkowie partii, przewidziane są też w części stanów kary kryminalne dla tzw. elektorów wiarołomnych - głosujących wbrew wcześniejszej deklaracji.

Najbardziej zaludniona Kalifornia ma 55 elektorów, a Alaska, Montana czy Vermont po trzech.

Tegoroczne stany "wahające się"

W niektórych stanach poparcie dla demokratów czy republikanów jest tak duże, że z góry można przewidzieć zwycięzcę i nie toczy się tam żadna kampania. Nie jest bynajmniej żadną publicystyczną szarżą zapowiedź, że Donald Trump na pewno wygra np. w Alabamie, a Joe Biden w Kalifornii.

Dlatego jak co cztery lata cała uwaga koncentruje się na tych stanach, w których może wygrać jeden lub drugi kandydat. A zwłaszcza na tych, które oferują dużo głosów elektorskich, jak np. Floryda (29).

Co wybory lista stanów uważanych za "swing states" jest trochę inna. Tym razem ocenia się, że o ostatecznym wyniku wyborów przesądzą: Teksas (38 głosów elektorskich), wspomniana Floryda (29), a także Pensylwania (20), Ohio (18), Georgia (16), Michigan (16), Karolina Północna (15) Arizona (11), Minnesota (10), Wisconsin (10), Nevada (6) i Iowa (6). Zwłaszcza Pensylwania ma uchodzić w tym roku za papierek lakmusowy nastrojów społecznych i prognozę ostatecznego wyniku.

Sondaże

W badaniach ogólnokrajowych wyraźnie prowadzi Joe Biden. Sondaż ABC News i "The Wall Street Journal" daje Bidenowi 52-procentowe poparcie a Donaldowi Trumpowi 42-proc. W badaniu YouGov Biden ma 51 proc. a Trump 41 proc. Sondaż Fox News ma siedmiopunktową różnicę: Biden - 51 proc., Trump - 44 proc. To jednak skala ogólnokrajowa. Znacznie ważniejsze są pojedyncze stany, choć oczywiście poparcie w skali kraju ma pewne przełożenie na poparcie regionalne.

W kluczowej Pensylwanii sondażowa średnia według realclearpolitics.com to +4,3 pkt proc. dla Bidena. W Teksasie +1,2 pkt dla Trumpa. Na Florydzie +1,4 pkt dla Bidena. W Ohio +0,2 pkt dla Trumpa. W Georgii +0,4 pkt dla Bidena. W Karolinie Północnej +0,3 pkt dla Bidena. W Michigan +5,1 pkt dla Bidena. W Georgii +0,4 pkt dla Bidena. To pokazuje, że wtorkowa noc może być bardzo nerwowa dla faworyzowanego Bidena. 

Wyjaśnijmy, że Trumpowi znów, jak w 2016 roku, musiałoby się udać wiele rzeczy naraz. Wyjściowa sytuacja faworyzuje bowiem demokratów (np. Kalifornia i Nowy Jork to już 84 głosy elektorskie "na dzień dobry" dla Bidena).


Często można usłyszeć spekulacje, że czeka nas powtórka z 2016 roku. Wtedy faworytką sondaży była Hillary Clinton, a wygrał Donald Trump. Owszem, Trump może wygrać z Joe Bidenem. To prawda. Jednak należy poczynić kilka dodatkowych zastrzeżeń: Biden jest większym faworytem niż była Clinton, pracownie badawcze miały cztery lata, by skorygować swoje modele (aby nie powtórzył się problem niedoszacowania poparcia dla Trumpa w niektórych stanach), wreszcie teza, iż sondażownie skompromitowały się w 2016 roku, jest tezą zdecydowanie na wyrost (czytaj więcej na ten temat).

Wybory do Kongresu

3 listopada Amerykanie wybierają nie tylko prezydenta, ale i Kongres. A konkretnie całą Izbę Reprezentantów (535 miejsc do obsadzenia) i 35 ze 100 senatorów.

Wyniki tych wyborów zdeterminują, czy prezydent będzie mógł swobodnie realizować swój program, czy też będzie do tego potrzebował porozumienia z konkurencyjnym obozem politycznym.

Obecnie Izbę Reprezentantów kontrolują demokraci, natomiast Senat republikanie. Dodajmy, że w 2016 roku republikanie zgarnęli całą pulę: Biały Dom, Izbę Reprezentantów i Senat. Dziś demokraci są wyraźnymi faworytami w wyborach prezydenckich i do Izby Reprezentantów, natomiast o Senat toczony będzie zażarty bój. To właśnie Senat m.in. zatwierdza kandydatury do Sądu Najwyższego.

Głosowanie korespondencyjne

Z powodu epidemii koronawirusa blisko połowa głosów może zostać oddana korespondencyjnie. Sposób przeprowadzania wyborów kopertowych różni się w zależności od stanu. Niektóre z nich dopuszczają otwieranie przesyłek, sprawdzanie ważności takich głosów, a nawet ich liczenie jeszcze przed 3 listopada. Inne stany dopiero w dniu wyborczym mogą po raz pierwszy "ruszyć" nadesłane koperty. W wielu stanach swój głos można wysłać i we wtorek, co oczywiście opóźni podanie oficjalnych wyników, nawet o kilka tygodni. Co prowadzi nas nieuchronnie do pytania:

Czy poznamy zwycięzcę 4 listopada?

Oficjalnie - nie.

Wyjaśnijmy, że w wieczór wyborczy przedstawiane są prognozy na podstawie spływających cząstkowych wyników, sondaży exit poll i wielu innych danych. Pierwsze zamykane są lokale wyborcze w Indianie i Kentucky (północ czasu polskiego) i wtedy zaczyna się cała "zabawa".

Agencja AP, a także stacje telewizyjne: CNN, NBC, ABC czy Fox News, ogłaszają zwycięstwo kandydata w danym stanie, gdy eksperci są absolutnie pewni, że "ten drugi" nie ma już teoretycznych szans.

Gdy któryś z kandydatów w ten sposób wirtualnie przekroczy granicę 270 głosów elektorskich, ogłasza się go prognozowanym zwycięzcą wyborów. To oczywiście nie są oficjalne wyniki wyborów w USA. Będzie o nich można mówić dopiero... 14 grudnia. Wtedy bowiem zbiera się Kolegium Elektorów, by wyłonić głowę państwa.

Zazwyczaj jednak dzień po wyborach wiadomo, kto wygrał, choć można tu przytoczyć pełne zwrotów akcji przeliczanie głosów w boju George'a W. Busha z Alem Gorem sprzed 20 lat, który rozstrzygnął się dopiero po kilku tygodniach w Sądzie Najwyższym.

Jak będzie tym razem? Głosowanie korespondencyjne znacząco komplikuje sprawę. Z badań wynika, że republikanie dużo chętniej głosują osobiście, a demokraci - "kopertowo". Można więc przypuszczać, że wspomniane stacje będą ogłaszać prognozowane wyniki z daleko idącą ostrożnością. A co za tym idzie, w środę, 4 listopada, może jeszcze nie być prognozowanego zwycięzcy całych wyborów. Reguła jest prosta i skądinąd uniwersalna: im bardziej zacięty wyścig, tym później poznamy nazwisko prezydenta.

Michał Michalak

-----

Tymczasem w nocy z wtorku na środę zapraszamy na naszą relację na żywo, gdzie na bieżąco będziemy relacjonować spływające wyniki i komentarze do wyborów prezydenckich w USA. Startujemy już około godz. 22!

Przebieg wyborów będzie można śledzić również w Polsat News w specjalnym programie "Ameryka Wybiera", który poprowadzą Agnieszka Laskowska i Marta Budzyńska. Wśród gości będą m.in. były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, były szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski oraz Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce. Relacje zza oceanu prowadzić będzie z kolei korespondentka Polsat News w Stanach Zjednoczonych - Magda Sakowska. Program rozpocznie się o godz. 22.30 i potrwa do godz. 2 nad ranem. 

Zobacz nasze podsumowanie czterech lat prezydentury Donalda Trumpa!

Joe Biden kandydatem tylko na jedną kadencję? Czytaj więcej na ten temat!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje