Reklama

Jeśli Putin zgodzi się na zawieszenie broni, Europa dramatycznie się podzieli

W ostatnim czasie wydawało się, że stanowisko krajów Zachodu i sąsiadów Rosji w sprawie wojny w Ukrainie zbliżyło się. Kraje UE oraz NATO mówią w zasadzie jednym głosem. Wystarczyłoby jednak, aby Putin - dla pozoru albo na serio - wysłał sygnał, że jest gotowy do zawieszenia broni, odżyłby dawny podział. To as w rękawie Putina.

"Rosja musi przegrać, inaczej Ukraina przepadnie" - mówi znana ekspertka, Krystyna Kurczab-Redlich. Wypowiada głośno to, co myślą może nie wszyscy, ale na pewno miliony ludzi w Europie Wschodniej. Polacy podzielają to przekonanie niezależnie od podziałów międzypartyjnych. Ostatnio jeden z polityków opozycji stwierdził, że w sprawach bezpieczeństwa kraju polaryzacja go nie obowiązuje. Blisko tu zatem do narodowej jednomyśności i tu pojawia się duże: "ALE".

Ale jednomyślność milionów obywateli w regionie sprawia, że niechętnie przyjmuje się inne głosy, nie mówiąc już wyciąganiu ręki do Kremla czy uwzględnianiu rosyjskich interesów. "Putin oszalał, Rosjanie zaś to naród morderców", tak z grubsza dałoby się streścić stanowisko polskiej opinii publicznej.

Reklama

Tymczasem nie wszyscy podzielają to stanowisko. Dość wspomnieć o wywiadzie, którego w ostatni weekend udzielił CBS News prezydent Francji. Emmanuel Macron oświadczył, że gdyby Władimir Putin zgodził się na zawieszenie broni i negocjacje pokojowe, należałoby mieć na stole zestaw gwarancji bezpieczeństwa, które zaakceptuje Moskwa. Co więcej, nie wolno podtrzymywać izolacji prezydenta Rosji.

Ostatnio szerokim echem odbiła się wypowiedź prezydenta Joe Bidena, z której można było wywnioskować, iż jest gotów negocjować z Putinem, w ogóle przy tym nie wspominając o rządzie w Kijowie. Jak skomentował rzecz niemiecki publicysta "FAZ", Nikolas Busse, jedna wypowiedź to jeszcze nie jest zmiana kursu, niemniej jest to sygnał, jak zmienia się myślenie o konflikt na korzyść Rosji.

As Putina

To powinno nam uzmysłowić, że prezydent Putin ma pewnego asa w rękawie. Otóż, gdyby chciał, mógłby zasiać ogromne ziarno niezgody, pomiędzy dzisiejszymi sojusznikami. Wystarczyłoby zamarkować gotowość do rozmów ponad głowami Kijowa, Warszawy i Tallina. Udać chęć dialogu na temat przyszłości, lecz jeszcze bez konkretnych ustępstw. Wówczas mogłaby się pojawić w państwach demokratycznych silniejsza, oddolna presja na rządy, by jak najszybciej zakończyć konflikt, który przyczynia się do wysokich cen, rosnącej inflacji itd.

W przypadku Francji to zupełnie oczywiste, dlaczego przeć ku pokojowi. W polityce krajowej Paryż w polityce postawił na sowitą ochronę obywateli przed skutkami inflacji. Koszty owej tarczy są astronomiczne, ale, gdyby przyszedł pokój, być może udałoby się przejść suchą nogą przez trudne czasy. Francuzi narzekają, ale wciąż, w dużej mierze właśnie dzięki polityce rządu, inflację mają jednocyfrową.

O niemieckich powiazaniach energetycznych z Rosją napisano tyle, że nie ma się tutaj co nad tym rozwodzić. Berlin z wielką ulgą przyjąłby każde zawieszenie broni.

I zostaniemy wtedy na lodzie? W pewnym sensie tak. Zawieszenie broni, nawet niedoskonałe, sprawi, że po prostu będzie ginęło mniej ludzi. Z drugiej strony, na geopolitycznej mapie świata "na zawsze" już zostanie punkt zapalny, miejsce prowokacji i strachu przed możliwą wojną. Nasza część świata dołączy do takich miejsc, jak Tajwan, Izrael czy Korea Południowa, gdzie pokojem można się cieszyć tylko do pewnego stopnia. O beztrosce życia we własnym, niepodległym kraju nie będzie już mowy. Nerwowa suwerenność na dobre stanie się naszą codziennością.

My to wiemy i dlatego chcemy, jak mówi Kurczab-Redlich, zwycięstwa. Jednak należy mieć świadomość, że najważniejsze decyzje w tej sprawie i tak zapadną ponad naszymi głowami. Nasze protesty nic tutaj nie zmienią, niestety.  

Dowiedz się więcej na temat: Władimir Putin | Jarosław Kuisz

Reklama

Reklama

Reklama