Reklama

Reklama

Cymański o podwyżkach dla posłów: Nie traktujemy się lepiej niż innych

W 2023 r. rząd zamierza o 7,8 proc. zwiększyć kwotę bazową, na podstawie której wyliczane są m.in. pensje najważniejszych osób w państwie. Jeśli tak się stanie, posłowie i inni politycy uzyskają kolejną podwyżkę w ciągu dwóch ostatnich lat. - To nie podwyżka, tylko waloryzacja. Mamy do czynienia z kryzysem i ciężkimi czasami - mówi Interii Tadeusz Cymański, wiceszef sejmowej Komisji Finansów Publicznych z klubu PiS. Jak podkreśla, cała państwowa sfera budżetowa będzie zarabiać więcej.

Sprawa podwyżek dla polityków wyszła na jaw w ostatni czwartek, kiedy posłowie rozmawiali o budżecie parlamentu na 2023 r. Jak ujawniła Agnieszka Kaczmarska, szefowa Kancelarii Sejmu, politycy otrzymają zastrzyk gotówki ze względu na zaplanowany wzrost kwoty bazowej, która służy do wyliczania wynagrodzeń w budżetówce. "Wynosi obecnie 1789,42 zł i nie była zmieniana od kilku lat. Waloryzacja o 7,8 proc. oznaczałaby wzrost tej kwoty do 1928,99 zł" - napisał "Fakt", który jako pierwszy poinformował o planowanej zmianie wynagrodzeń.   

Na jakie podwyżki mogą liczyć politycy, jeśli zmiany wejdą w życie? Prezydent zyska 2 tys. zł brutto, premier i marszałkowie 1,6 tys. zł, ministrowie 1,4 tys. zł, a posłowie i senatorowie po tysiąc. Jak mówi Interii Tadeusz Cymański, nie można jednak powiedzieć, że politycy przyznają sobie jakiekolwiek przywileje. Podkreśla, że nie ma mowy o żadnej podwyżce, a waloryzacji wynagrodzeń.

Reklama

- Sejm nie jest potraktowany ani lepiej, ani gorzej, bo podwyżki będą w całej sferze budżetowej. To nie jest tak, że siebie traktujemy lepiej niż innych. Nie ma tu niczego, co dawałoby podstawy do twierdzeń o szczegółowym, uprzywilejowanym traktowaniu - mówi nam polityk Solidarnej Polski. - To nie podwyżka, tylko waloryzacja. W tej chwili, niestety, wzrost wynagrodzeń jest niższy niż wzrost cen. Mamy do czynienia z kryzysem i ciężkimi czasami - podkreśla.

"Tysiąc złotych dla posła to nie są duże pieniądze"

Marek Rutka, który zasiada w sejmowej komisji regulaminowej, zwraca uwagę, że wzrost wynagrodzeń, wynika z podwyżki w całej sferze budżetowej: - Biorąc pod uwagę 15 proc. inflacji, nie będzie tu nawet wyrównania - podkreśla. - Wiem, że nikt nie chce posłom więcej płacić i jestem za tym, aby na czas największego kryzysu nie podnosić wynagrodzenia dla polityków. My naprawdę nie głodujemy - mówi nam polityk Nowej Lewicy.

Co ciekawe, ze swoim kolegą z klubu Lewicy zgadza się wiceszefowa Komisji Finansów Publicznych z PiS. - Obejmowanie polityków jakimikolwiek podwyżkami, w tej sytuacji, nie jest zasadne. Trudno mi jednak wyrokować, jak ta sprawa się zakończy - mówi Interii Gabriela Masłowska z PiS. - Premier Kaczyński nie był nigdy nastawiony na podwyżki. Wręcz przeciwnie, wyhamowywał zapędy innych w tej sprawie. Tysiąc złotych dla posła to nie są duże pieniądze, a jeżeli jest tyle wydatków, kierownictwo nie zdecydowałoby się na coś takiego - dodała.

Faktem jest, że politycy całkiem niedawno przyznali sobie wyższe pensje. Dzięki rozporządzeniu prezydenta, od 1 sierpnia 2021 r. premier i marszałkowie zarabiają ponad 20 tys. zł, a posłowie po 12 tys. zł oraz diety. Wówczas zyskali wyłącznie politycy piastujący najważniejsze stanowiska, bo zmianie uległy mnożniki, na podstawie których wylicza się wynagrodzenie.

Wielu Polaków bez podwyżki

- W ciemno nie potępiałbym podwyższania płac polityków. Gdyby od dobrych wynagrodzeń robili się lepsi i podejmowali odpowiednie decyzje, z radością bym im zapłacił więcej, to byłaby oszczędność. Niestety, to tak nie działa, a wielu zwykłych ludzi nie doświadczy podwyżki o 7,8 proc. - mówi Interii Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej. To jedna ze stron, która negocjuje z rządem przyszłoroczny budżet w ramach Rady Dialogu Społecznego.

Jak tłumaczy nam ekspert, 7,8 proc. to wartość prognozy inflacji, którą sformułował rząd "w ramach komunikacji z RDS". - Jako Pracodawcy RP proponowaliśmy, żeby płace w sferze budżetowej, płaca minimalna czy emerytury i renty, rosły w podobny sposób (według planów rządu, w 2023 r. wskaźnik waloryzacji emerytur ma wynosić 9,6 proc., a płaca minimalna 14,6 proc. - red.) - mówi Sobolewski.  

Dlaczego przedsiębiorcy sprzeciwiają się różnicom w przyznawaniu podwyżek? - Przy galopującej inflacji trzeba rozmawiać o koniecznym wzroście wynagrodzeń, a nie gigantycznych podwyżkach dla określonych podgrup - argumentuje główny ekonomista Pracodawców RP. - Rząd powinien podnosić dochody tym, którym sam płaci, tak samo jak ludziom opłacanym przez przedsiębiorców. W przeciwnym wypadku skończy się to jeszcze większym wzrostem cen, przez który ucierpią najbardziej potrzebujący - prognozuje.

Jak podał resort finansów, finalne rozwiązania w sprawie wynagrodzeń osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe mają zostać przyjęte "w najbliższym czasie", w ramach prac nad ustawą budżetową na 2023 r. 

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy