Reklama

Reklama

Szwagierka Izabeli z Pszczyny: Przez zmianę ustawy aborcyjnej straciła życie

- Mówiła, że chce żyć, że ma dla kogo. Miała na myśli męża i córkę Maję - wspominała przed PE słowa zmarłej Izabeli z Pszczyny jej szwagierka Barbara Skrobol. Zdaniem rodziny 30-latka nie przeżyła drugiej ciąży przez zaostrzenie prawa aborcyjnego. - Przez zmianę ustawy Iza straciła życie, właściwie mogę powiedzieć, że to życie zostało jej odebrane - stwierdziła kobieta podczas czwartkowego wystąpienia przed Komisją Praw Kobiet i Równouprawnienia oraz Komisją Wolności Obywatelskich Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych. W czwartek odbyło się wysłuchanie przed komisjami ws. zaostrzenia prawa aborcyjnego w Polsce po wyroku TK.

Śmierć 30-letniej Izabeli z Pszczyny, która osierociła kilkuletnią córkę Maję, wywołała w ubiegłym roku w całym kraju protesty przeciw obecnie obowiązującym przepisom dotyczącym aborcji pod hasłem "Ani jednej więcej". W czwartek sprawą zaostrzenia w Polsce przepisów aborcyjnych przez orzeczenia polskiego Trybunału Konstytucyjnego zajmowali się posłowie z dwóch komisji PE. Podczas spotkania wysłuchana przez Komisję Praw Kobiet i Równouprawnienia oraz Komisję Wolności Obywatelskich Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych została m.in. szwagierka pani Izabeli Barbara Skrobol. 

Reklama

Śmierć Izabeli z Pszczyny. "Przez zmianę ustawy straciła życie"

- Kochała życie i cieszyła się życiem, była bardzo silną osobowością - mówiła Skrobol o zmarłej Izabeli, która "prowadziła własny biznes, uwielbiała podróże i chciała pokazać swojej córce świat". 

- O syna starali się przez trzy lata. Zdiagnozowano bezwodzie. W karcie były zapisy o wadzie letalnej - wspomina okoliczności drugiej ciąży 30-latki. Izabela do szpitala trafiła we wrześniu ubiegłego roku. - Zmarła po niespełna 24 h w szpitalu na wstrząs septyczny. Nie udzielono jej właściwych świadczeń medycznych zgodnych z aktualną wiedzą medyczną - stwierdziła Skrobol. 

Pani Barbara opowiadał, że Izabela zgłaszała lekarzom: "ja chcę żyć, mam dla kogo żyć" - miała na myśli męża i córkę Maję.

Skrobol przekonywała podczas wysłuchania, że prawo może mieć wpływ na czyjeś życie i przytoczyła słowa, które usłyszała od lekarza: "nie możemy nic zrobić, bo ustawa aborcyjna".  - Zmiana ustawy antyaborcyjnej krzywdzi kobiety. (...) Przez zmianę ustawy Iza straciła życie, właściwie mogę powiedzieć, że to życie zostało jej odebrane - podsumowała. 

"Lekarze boją się podejmować działania"

W trakcie czwartkowego wysłuchania głos zabrała także m.in. Kamila Ferenc, prawniczka Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA. - Mamy więcej takich przypadków - powiedziała. 

- Są to ofiary restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego. Ofiary modelu traktowania w Polsce kobiet jak przedmiotu, który nie ma nic do powiedzenia, odnośnie tego czego chce i potrzebuje - tłumaczyła. 

Zdaniem Ferenc zaostrzenie prawa aborcyjnego mocno wpływa na działanie medyków. - Efekt mrożący dla lekarzy, którzy boją się podejmować działania, które mogłyby zostać uznane za aborcję - stwierdziła. 

- UE powinna zapewnić polskim kobietom dostęp do bezpiecznej, legalnej i darmowej aborcji na terytorium UE - powiedziała i dodała, że "decyzja powinna być w rękach kobiet, a nie konserwatywnych lekarzy, polityków, prokuratorów czy sędziów". 

Wysłuchanie w PE dot. "konsekwencji faktycznego zakazu aborcji w Polsce"

W czwartek odbyło się wysłuchanie przed połączonymi komisjami PE: Praw Kobiet i Równouprawnienia oraz Komisją Wolności Obywatelskich Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych, które zorganizował Robert Biedroń. Ma to być przypomnienie europosłom, że mijają dwa lata od wyroku TK ws. aborcji w Polsce, który skutkował masowymi protestami. Rok temu PE przyjął w tej sprawie rezolucję. 

Szef komisji FEMM  Robert Biedroń przekonywał podczas wysłuchania, że "w Polsce od dwóch lat obowiązuje prawo, które w ocenie naszej komisji, ale także Parlamentu Europejskiego (...) jest pogwałceniem podstawowych praw człowieka".

Dodał, że kobiety z Ukrainy, które uciekają przed wojna, nie mają odstępu do aborcji w Polsce. - Uciekają z jednego piekła do drugiego piekła. My jako Unia Europejska nie możemy się temu biernie przyglądać - podkreślił.

W wysłuchaniu wzięła udział europosłanka PO Elżbieta Łukacijewska. - To co Polkom zgotował ten rząd, rząd PiS jest przemocą i całkowitym brakiem szacunku dla naszych praw  i wiedzy medycznej XXI wieku. Kobiety w Polsce stały się ofiarami rządu PiS. (...) Od nas kobiet wymaga się heroizmu. Dla rządzących liczy się tylko płód - powiedziała. Dodała, że "Polki chcą rodzić, ale nie za wszelką cenę, nie za cenę życia".

Była premier, europosłanka Ewa Kopacz (PO) podkreśliła, że połowa społeczeństwa w Polsce to kobiety. - Zasługujemy na poważną dyskusję na temat naszych praw. Gdy usłyszałam o tragedii pani Izabeli, wpadłam w przerażenie nie tylko jak polityk, ale również jako lekarz. W całej Europie ze względu na trudną sytuację demograficzną zabiegamy o to, by kobiety rodziły więcej dzieci. Ale proszę się postawić w sytuacji młodej kobiety, która wie, że nawet jeśli jej dziecko nie będzie miało szansy przeżycia, będzie musiała donosić ciążę ryzykując niekiedy życiem i zdrowie. Rodzi się pytanie, ile osób zdecyduje się w tej sytuacji na dziecko - powiedziała Kopacz.

Europosłanka Sylwia Spurek (Zieloni) podkreśliła, że dostęp do aborcji w Polsce nie został ograniczony w 2020 roku. "Najpierw w 1992 roku dostęp do aborcji ograniczyli lekarze i lekarki w nowym kodeksie etyki lekarskie. W 1993 roku Sejm uchwalił ustawę antyaborcyjną. (...) To wszystko stworzyło grunt do drastycznego zaostrzenia prawa w 2020 r. Trybunał Konstytucyjny wtedy nie po raz pierwszy orzekł przeciwko kobietom. W 1997 roku TK orzekł, że aborcja jest niekonstytucyjna z przyczyn społecznych. W 2015 r. TK orzekł w sprawie tzw. klauzuli sumienia, stosowanej przez lekarzy przy przerywaniu ciąży. Prawo i jego stosowanie to jedno. Druga kwestia to zmiana narracji. Zamiast kobiety i płodu pojawiły się matka i dziecko" - powiedziała Spurek.

Kempa: Takie debaty próba lansu na tragediach ludzkich

Europosłanka Beata Kempa (PiS) powiedziała PAP po wysłuchaniu, że trudno jest jej brać udział w debatach w PE, w których rozsądza się o życiu i śmierci.

- Jeśli jednej z uczestniczek życia politycznego nie podoba się określenie matka i dziecko, to nie ma tego jak skomentować. W wypowiedziach uczestników debat nie słyszałam ani jednego słowa o ochronie dziecka i to jest bardzo smutne. Organizacja takich debat to próba lansu na tragediach ludzkich. Każdy taki przypadek to jest oczywiście tragedia. Są to osobiste sprawy, bardzo wrażliwe. Uczestnicy debat wydają tymczasem od razu wyroki i próbują wmontować w to rząd. Próba robienia polityki na tragediach ludzkich to jest coś, co powinno być piętnowane. Jest mi za tych polityków wstyd - powiedziała.

- W mojej ocenie to co zainspirowali europosłowie w PE ma na celu być może wywołanie brutalnych protestów. Nie bacząc, że ponosimy skutki wojny i ze jest trudna sytuacja. Odbieram to jako próbę destabilizacji sytuacji w Polsce i grę na emocjach. Smutne - dodała Kempa.

Śmierć Izabeli z Pszczyny

Izabela we wrześniu ubiegłego roku zgłosiła się do Szpitala Powiatowego w Pszczynie po tym, jak odeszły jej wody płodowe. U płodu już wcześniej stwierdzono wady rozwojowe. Kobieta zmarła w szpitalu w wyniku wstrząsu septycznego. Rodzina zmarłej stoi na stanowisku, że lekarze zbyt długo zwlekali z zakończeniem ciąży, co przyczyniło się do śmierci 30-latki.

Kontrola przeprowadzona wcześniej w szpitalu przez Narodowy Fundusz Zdrowia potwierdziła liczne nieprawidłowości w organizacji, sposobie realizacji i w jakości świadczeń udzielonych pacjentce. NFZ nałożył w związku z tym na szpital karę w wysokości blisko 650 tys. zł.

Na podstawie zgromadzonej dokumentacji i opinii ekspertów rzecznik praw pacjenta uznał, że w tej sprawie doszło do naruszenia praw pacjenta, przygotował też zalecenia dla szpitala w Pszczynie. Wśród nich znalazło się m.in. opracowanie i wdrożenie procedur dotyczących zasad postępowania personelu w razie wystąpienia wstrząsu septycznego, a także wdrożenie zasad postępowania w sytuacjach zagrażających życiu lub zdrowiu kobiety. Szpital przeprowadził już dodatkowe szkolenia personelu i rozszerzył procedury bezpieczeństwa.

Wcześniej zarząd szpitala zapewniał wielokrotnie, że jego personel zrobił wszystko, by uratować pacjentkę i jej dziecko, a wszystkie decyzje lekarskie zostały podjęte z uwzględnieniem obowiązujących w Polsce przepisów prawa oraz standardów postępowania. Zawiesił jednak realizację kontraktów dwóch lekarzy, którzy pełnili dyżur w czasie pobytu kobiety w szpitalu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy