Reklama

Reklama

Schroeder może stracić przywileje. W tle ważny wniosek

Gerhard Schroeder może wkrótce stracić część swoich przywilejów, które przysługują mu jako byłemu kanclerzowi. Jest za tym nie tylko niemiecka opozycja, ale również trzy kolacyjne partie, w tym SPD - ugrupowanie, z którego wywodzi się wieloletni przyjaciel Władimira Putina. Tak wynika z wniosku, który socjaldemokraci, zieloni i liberałowie z FDP chcą złożyć w parlamentarnej komisji budżetowe. To dokument, do którego dotarli dziennikarze telewizji ARD.

Można powiedzieć, że to pełen przełom, bo poza głosami ze strony SPD, że Gerhard Schroeder powinien odjeść z partii, jego rodzime ugrupowanie nie zrobiło wiele, by ukarać kanclerza za prace na rzecz rosyjskich koncernów i brak dystansu co do polityki Władimira Putina. Sam Schroeder nawet nie myśli o opuszczeniu szeregów SPD, a jego wykluczenie może potrwać latami, co pokazał przykład innego kontrowersyjnego polityka niemieckiej socjaldemokracji Thilo Sarrazina. 

Gerhard Schroeder straci przywileje? Wniosek w Niemczech

Politycy w pośpiechu starają się zabrać choć część przywilejów, jakie przysługują byłemu kanclerzowi. Z wniosku koalicjantów wynika, że całkowicie zamknięte zostałoby biuro Schroedera, nie otrzymywałby on już środków na swoją działalność przysługującą mu jako byłemu szefowi niemieckiego rządu. Miałby jedynie prawo do ochrony osobistej. Zasada miałaby być prosta. Wsparcie ze strony Bundestagu przysługiwałoby tylko i wyłącznie politykom, którzy dawniej zajmowali najważniejsze stanowiska w państwie, a dziś angażują się politycznie, reprezentując Niemcy w kraju i za granicą. Do takich osób Gerhard Schroeder z pewnością nie należy, bo po ustąpieniu ze stanowiska kanclerza, zaangażował się w pracę w radach nadzorczych rosyjskich spółek państwowych.

Reklama

Majątek byłego kanclerza jest spory, szacuje się go obecnie na sumę 20 mln Euro. Gerhard Schroeder, zasiadając w radzie nadzorczej Rosnieftu, otrzymuje rocznie blisko 600 tys. euro. Dochodzi jeszcze do tego wynagrodzenie za pełnienie funkcji przewodniczącego komitetu akcjonariuszy spółki Nord Stream AG, które wynosi podobno 250 tys. euro rocznie. W Niemczech, jako były kanclerz, otrzymuje miesięcznie 7062 Euro, a z państwowej kasy na rzecz jego biura płynie rocznie ponad 400 tys. Euro. Część parlamentarzystów najchętniej odcięłaby całkowicie Schroedera od państwowej kasy, ale to wyjątkowo trudny zabieg, bo takimi regulacjami trzeba byłoby objąć wszystkich byłych kanclerzy i prezydentów. Opór wobec byłego kanclerza w Niemczech rośnie. Również większość jego bliskich współpracowników w parlamencie złożyła wypowiedzenia, gdy okazało się, że Gerhard Schroeder nie zdystansował się od ataku Rosji na Ukrainę.

Niemcy. Schroeder pod lupą. Problemy z byłym kanclerzem

- Uważam, że postawa Gerharda Schroedera jest nie do zaakceptowania - mówi w rozmowie z Interią przewodniczący CDU Friedrich Merz. - Muszę powiedzieć, że już na samym początku, kiedy wszystko było w porządku, uważałem, że objęcie jego stanowisk było błędem. Osobiście uważam, że były kanclerz Republiki Federalnej Niemiec nigdy nie będzie po wygaśnięciu mandatu osobą prywatną - ocenia. Friedrich Merz jest jednak zdania, że trudno będzie pozbawić go wszystkich przywilejów, a tym bardziej wprowadzić go na listę osób objętych sankcjami, jako człowieka Władimira Putina.

- To przypadek, z którym nie mieliśmy jeszcze w naszej historii do czynienia, bo były kanclerz ma ochronę dyplomatyczną - dodaje Merz.

Ale innego zdania są deputowani Parlamentu Europejskiego. Zdaniem dziennika "Die Welt" w europarlamencie przygotowana już została rezolucja, w której posłowie wzywają m.in. Gerharda Schroedera i Karin Kneissl (austriacka polityk zasiadająca w radzie nadzorczej Rosnieftu - red.) do ustąpienia ze swoich stanowisk. W przeciwnym razie osoby te miałyby trafić na listę osób objętych unijnymi sankcjami.

Gerhard Schroeder jak na razie krytyką się nie przyjmuje i wciąż broni Władimira Putina. Nie czuje się też wzruszony tym, że stracił już kilka honorowych stanowisk w Niemczech, a w SPD pojawia się coraz więcej głosów, że powinien zostać usunięty z szeregów partii. Kurs byłego kanclerza jest jasny: rosyjskie interesy są dla niego ważniejsze niż własne dobre imię, które i tak już stracił.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy