Reklama

Reklama

Warszawa: "Zwierzę" leżało na drodze, zadzwoniono po pomoc. "Spotkaliśmy laguna"

"Nikt nie potrafił dokładniej określić, co to za zwierzę. Mieliśmy podejrzenia... lagun, to zwierz który pojawia się z zaskoczenia w najmniej spodziewanym miejscu i momencie" - napisali członkowie Fundacji Animal Rescue Poland o zgłoszeniu w bardzo nietypowej sprawie. Przypuszczenia okazały się słuszne, bowiem na jednej z warszawskich dróg zamiast zwierzęcia, "wylegiwała się" pluszowa zabawka.

Zdjęcia przedstawiające "niezidentyfikowane zwierzę" fundacja opublikowała w poniedziałek na Facebooku. Pluszowa zabawka leżała na środkowym pasie ul. Puławskiej.

"Nikt nie potrafił dokładniej określić, co to za zwierzę. Mieliśmy podejrzenia... lagun, to zwierz który pojawia się z zaskoczenia w najmniej spodziewanym miejscu i momencie. I jak się okazało spotkaliśmy go, leżakującego na środku ulicy Puławskiej w samym środku dnia, zażywającego kąpieli słonecznej! Na szczęście dzięki czujności i szybkiej interwencji patrolu został uratowany przed nadjeżdżającymi z niebezpieczną prędkością samochodami! Miejcie się na baczności!" - ironizowali przedstawiciele fundacji.

Określenie "lagun" nawiązuje do głośnej, kwietniowej interwencji inspektorów z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Krakowie. Kobieta wezwała specjalistów, którzy mieli usunąć z drzewa "laguna" (inspektorzy domyślili się, że może chodzić o legwana). "Zwierzęciem", które budziło postrach na osiedlu okazał się francuski rogalik, który w niewyjaśniony sposób znalazł się na jednej z gałęzi.

Reklama

"Po raz pierwszy"

O pochodzenie "laguna" z Warszawy zapytaliśmy prezesa zarządu Animal Resuce Poland Dawida Fabjańskiego. - To zgłoszenie sprzed paru tygodniu, ale nie mamy wolontariuszy, ani sił przerobowych, by informować o wszystkich zgłoszeniach. To nie było pilne, nie było to też żywe zwierzę, które chcieliśmy ogłosić. Uznaliśmy, że możemy wstawić post w wolnej chwili, gdy nie będzie wielu zgłoszeń - powiedział w rozmowie z Interią. 


Przyznał, że choć często zgłoszenia są "przekoloryzowane" lub "niedowartościowane", to z zabawką na drodze wolontariusze mieli do czynienia po raz pierwszy.

Pod postem pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy. Jeden z użytkowników zarzucił fundacji, że jest cała sytuacja została zainscenizowana, a zabawka - podrzucona specjalnie. Na zarzuty odpowiedział sam Fabjański. "Zadzwoń do mnie (...), poznaj jak działamy, przyjedź i sam się przekonaj, jaki mamy marketing, a tak serio nie mamy go wcale" - napisał.

- Żaden telefon do mnie nie zadzwonił. Jak ktoś ma wątpliwości, to nasze samochody mają GPS-y, wszystkie zgłoszenia są nagrywane, nic nam nie umyka. My kapci po Puławskiej nie rozrzucamy - zapewnił prezes w rozmowie.

Dowiedz się więcej na temat: lagun | Warszawa | zwierzę

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy