Zamieszenie przed pomnikiem smoleńskim. "Babcia Kasia" składa zawiadomienie
Katarzyna Augustynek, znana jako "Babcia Kasia", złożyła zawiadomienie na policję - dowiedziały się media. Wszystko miało stać się po tym, jak aktywistka wzięła udział we wtorkowych obchodach miesięcznicy smoleńskiej. Podczas wydarzenia pod pomnikiem doszło do niespotykanych wcześniej scen. Politycy Prawa i Sprawiedliwości wdali się w przepychanki z grupą obywateli, którzy chcieli złożyć własny wieniec, uderzający w prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

O złożeniu zawiadomienia na policji dotyczącego uszkodzenia ciała przez "Babcię Kasię" poinformował oficer prasowy śródmiejskiej policji Jakub Pacyniak w rozmowie z WP.
Warszawa. "Babcia Kasia" składa zawiadomienie
Jak podaje nieoficjalnie portal, po zdarzeniu Katarzyna Augustynek miała udać się do szpitala, gdzie, ma przejść zabieg w szpitalu.
Obywatele RP podają, że aktywistka ma złamaną nogę. Obecnie policja ma wyjaśniać sprawę, analizując zebrane zdjęcia i nagrania.
Jak relacjonowaliśmy we wtorek, 173. miesięcznica katastrofy smoleńskiej, zorganizowana przez Prawo i Sprawiedliwość, przebiegła w bardzo burzliwej atmosferze. Prominentni politycy byłego obozu władzy przybyli pod pomnik na warszawskim placu Piłsudskiego, aby uczcić pamięć ofiar tragedii z 10 kwietnia 2010 r., ale nie byli tam sami.
Miesięcznica smoleńska. Politycy PiS nie wytrzymali
Tak, jak co miesiąc, pod monumentem czekali na nich kontrmanifestanci, m.in. z grupy Obywatele RP wraz ze specjalnym wieńcem i tabliczką z napisem "pamięci ofiar Lecha Kaczyńskiego".
- Dochodzi do bezczelnego, niesłychanego łamania prawa. Tolerowana jest agresja, którą można określić jednym słowem: putinada (...) Ci, którzy tutaj przychodzą (z wieńcem - red.) powinni być i będą przedmiotem zainteresowania służb specjalnych - tych prawdziwie polskich i prawdziwie polskich sądów - mówił w reakcji na te wydarzenie Jarosław Kaczyński.
Najgorętsza atmosfera zapanowała jednak dopiero wówczas, gdy demonstranci chcieli umieścić wieniec pod pomnikiem, do czego pod żadnym pozorem nie chcieli dopuścić m.in. Jacek Kurski i Antoni Macierewicz. Do akcji wkroczyć musiała nawet policja, a na ziemię upadła wówczas właśnie "Babcia Kasia". Kobieta złapała się za lewą nogę i położyła na posadzce. Później do szpitala zabrała ją karetka pogotowia.
-----
Bądź na bieżąco i zostań jednym z ponad 200 tys. obserwujących nasz fanpage - polub Interia Wydarzenia na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!