Reklama

Reklama

Protesty po wyroku TK. Jacek Sasin: Polexit to wymysł słabej opozycji

W licznych polskich miastach zorganizowano w niedzielę manifestacje poparcia dla polskiej obecności w Unii Europejskiej. Zapraszali na nie m.in. Donald Tusk oraz Szymon Hołownia. Przychylni wobec demonstracji nie są jednak politycy PiS, Konfederacji oraz niektórych środowisk pozaparlamentarnych. Poseł Robert Winnicki, szef Ruchu Narodowego, zaproponował zakład, że sobotni mecz reprezentacji RP z San Marino "zgromadził więcej ludzi niż Tusk". Komentarzem podzielili się także m.in. Jacek Sasin i Joachim Brudziński.

Donald Tusk wezwał Polaków, by w niedzielę na warszawskim Placu Zamkowym zaprotestowali po czwartkowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Orzekł on o wyższości polskiego prawa nad unijnymi przepisami. Lider PO zachęcił obywateli, by wyrazili swoje poparcie dla członkostwa naszego kraju w Unii Europejskiej. 

 - Wzywam wszystkich, którzy kochają Polskę (...). Musimy ratować Polskę, nikt tego za nas nie zrobi - powiedział w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych. 

Demonstracje w całej Polsce. Brudziński: Mój syn z Europy się nie wybiera

Przeciwnicy lidera PO, w tym politycy PiS, przypomnieli w komentarzach, że w sąsiedztwie Placu Zamkowego odbędzie się wtedy msza święta dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. W Bazylice Archikatedralnej zjawią się także władze państwowe.

Reklama

W niedzielę, czyli dniu manifestacji nie tylko w stolicy, ale i kilkudziesięciu innych miastach, także nie zabrakło komentarzy polityków związanych z PiS albo innymi formacjami, które nie wspierają inicjatywy szefa PO oraz niektórych środowisk pozaparlamentarnych.

Europoseł PiS Joachim Brudziński stwierdził, że jego syn Ignaś "nigdzie z Europy się nie wybiera". "Tak jak jego starszy siostrzany Babiniec i ich rówieśnicy, od Szczecina po Nowy Sącz, od Bogatyni po Sejny, urodzili się w UE i ze zdumieniem słuchają tych dyrdymałów #KrulaEU o #Polexit. Słabo" - uznał (pisownia oryginalna).

Jacek Sasin: Realizacja interesów obcych państw to uległość

Natomiast Błażej Poboży, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, przypomniał, że "w innych miastach można było z korzyścią nawet dla uczestników zwołać wiec wcześniej". "Ale nie w Warszawie. Obrzydliwa prowokacja" - napisał, nawiązując do bliskości Placu Zamkowego z warszawską archikatedrą i mszy rozpoczynającej się o podobnej godzinie, co demonstracja prounijna.

Wicepremier Jacek Sasin zapewnił, że "jesteśmy i będziemy członkami UE". Jego zdaniem "realizacja interesów innych państw to nie europejskość, tylko uległość", o czym Polacy wiedzą. "Polexit to wymysł słabej opozycji, która nie ma żadnych innych pomysłów. Jedyne co im pozostaje to straszenie Polaków własnymi urojeniami" - ocenił na Twitterze.

Przemówienie Tuska skomentowała na Twitterze wiceminister edukacji i nauki Marzena Machałek. "Tusk bredzi o wyjściu Polski z Unii Europejskiej. Jest tak wiarygodny, jak jego tapir na głowie!" - napisała.

Z kolei wiceminister cyfryzacji Adam Andruszkiewicz stwierdził: "Donald Tusk bezczelnie kłamie, że rząd RP 'podjął decyzję o wyprowadzeniu Polski z Unii Europejskiej'. Kłamie celowo, ku uciesze obcych mediów i stolic, którym właśnie dostarcza amunicję przeciwko Polsce. Wyjątkowy manipulator oraz szkodnik, z którym musimy wygrać kolejną bitwę".

"Kolejny hołd Tuska dla Berlina i Brukseli"

"Tusk twierdzi, że państwa europejskie wybrały go na szefa RE ze względu na szacunek dla nas. Niezły komediant z tego Tuska. Wybrały go, a następnie Niemcy z Rosją, z wdzięczności zafundowały nam Nord Stream2" - napisał poseł PiS Jan Mosiński.

Michał Woś, polityk Solidarnej Polski, nazwał niedzielne zgromadzenie w Warszawie "kolejnym hołdem Donalda Tuska dla Berlina i Brukseli". "Poddańcza mentalność daje o sobie znać. Dla patriotów Polska i nasza konstytucja zawsze jest na pierwszym miejscu" - napisał na Twitterze.

Robert Winnicki proponuje zakład: Więcej ludzi było na meczu

Z kolei Robert Winnicki z Konfederacji przedstawił na Twitterze "propozycję scenariusza Tuskowej manifestacji". "Donald wchodzi na scenę, ręką ucisza tłum i czyta art. 8 Konstytucji RP: "Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej" Tłum skanduje: "KON-STY-TU-CJA! KON-STY-TU-CJA!" Kurtyna. Tak, Konstytucja - głupcze!" - napisał.

W następnym tweecie dodał: "Idę o zakład, że mecz z San Marino zgromadzi więcej ludzi niż Donald Tusk". Piłkarskie spotkanie reprezentacji Polski z przedstawicielami tamtego państwa rozegrano w sobotni wieczór.

Po manifestacji stwierdził, że "Tusk nie zebrał dziś w Warszawie więcej niż 10-15 tys. ludzi".

W 2010 roku odbył się pierwszy Marsz Niepodległości, startowaliśmy z Placu Zamkowego. Zanim marsz ruszył byliśmy stłoczeni z powodu lewicowej blokady. Liczbę uczestników oszacowaliśmy na 7-8 tysięcy ludzi. Tusk nie zebrał dziś w Warszawie więcej niż 10-15 tys. San Marino górą" - napisał.

Szef "Marszu Niepodległości" zorganizował kontrdemonstrację

Głos zabrał także Robert Bąkiewicz, przewodzący organizacją "Marsz Niepodległości". Jego organizacja zwołała kontrdemonstrację do tej, na którą zaprosił Donald Tusk. "Wszystkich polskich patriotów i zwolenników suwerenności zapraszamy na pikietę, która odbędzie się dzisiaj (niedziela - red.) w Warszawie. (Jej celem) jest sprzeciw wobec proniemieckiej manifestacji Donalda Tuska" - wyjaśnił.

Początkowo manifestacja "Marszu Niepodległości" miała odbyć się przed Pomnikiem Małego Powstańca na ulicy Podwale. Reporter Polsat News Dawid Styś poinformował jednak, że została ona przeniesiona bliżej Placu Zamkowego. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje