Reklama

Reklama

Lewica w trasie, ale bez współlidera. Gdzie jest Robert Biedroń?

Włodzimierz Czarzasty zakasał rękawy i ruszył w teren. Polskę objeżdża też Adrian Zandberg, szef koalicyjnej partii Razem. W trasie nie widać za to współprzewodniczącego Nowej Lewicy Roberta Biedronia, który według naszych nieoficjalnych informacji odpoczywa na wakacjach w Tunezji. - Nieobecność świadczy tylko o nim. Struktury najpewniej wyciągną wnioski - mówi nam jeden z działaczy Nowej Lewicy, który zwraca uwagę, że Biedroń nie pojawił się też na negocjacjach "paktu senackiego". A obecnie Lewica chce tam przynajmniej sześciu "biorących" miejsc.

Chociaż nie ma jeszcze dokładnego terminu wyborów, a kampania wyborcza formalnie jest dopiero przed nami, politycy już teraz zaczęli spotkania z wyborcami. W ostatnim tygodniu w polskich miasteczkach brylują Adrian Zandberg, Włodzimierz Czarzasty, Tomasz Trela czy Marcin Kulasek. Działacze z sympatią mówią zwłaszcza o byłym szefie SLD. - Nikt nie znał Włodka od tej strony. Odnalazł się w terenie i całkiem nieźle sobie radzi - słyszymy. A co z Biedroniem, który w partii cieszy się takim samym statusem (współprzewodniczącego) jak Czarzasty?

- Był na początku, a potem w jednym mieście. Odwiedził Bielawę na Dolnym Śląsku - wskazuje nasz rozmówca z partii. - Włodzimierz Czarzasty czy Adrian Zandberg jakoś nie pojechali na urlop. Nie mówię, żeby Robert Biedroń robił furorę w miastach zamieszkanych przez 50 czy 60 tys. ludzi. Niemniej lider to lider - dodaje.

Reklama

W kuluarach słychać, że Robert Biedroń i jego partner wybrali się do Tunezji. Jak przyznają nam posłowie, panowie pytali kolegów chociażby o obiekty, które mogliby zwiedzić w czasie urlopu. Chcieli też odpocząć przed sierpniowym posiedzeniem Sejmu. W oficjalnych rozmowach słyszymy jednak, że wszyscy politycy Nowej Lewicy się wymieniają, a plan przebiega bez zarzutu. 

- Robert Biedroń pojawi się w tym tygodniu - deklaruje Krzysztof Gawkowski, szef klubu Lewicy. - Trasa została zaplanowana, jeśli się nie mylę, w połowie czerwca. Wtedy było wiadomo, gdzie i kto będzie. Od tamtej pory nic się nie zmieniło - zapewnia.

Robert Biedroń nie odbierał od nas telefonu, a Krzysztof Śmiszek miał wyłączony aparat.   

"Pakt senacki"

W Interii pisaliśmy już, że opozycja dyskutuje na temat drugiego "paktu senackiego", który wedle słów marszałka Tomasza Grodzkiego z PO ma jej dać nawet 64 mandaty w izbie wyższej parlamentu. Do rozmów, które mają rozpocząć się pod koniec wakacji, przygotowuje się także Lewica. Jak słyszymy w klubie, "nie ma żadnych warunków wstępnych".

- Każda partia szykuje własnych kandydatów i zakładam, że każda będzie miała stu. Trzeba siąść nad mapą Polski, sprawdzić obecnych senatorów, dowiedzieć się, kto będzie chciał kontynuować misję (w Senacie - red.) - mówi nam Dariusz Wieczorek, sekretarz Lewicy. - Zakładam, że będziemy wybierać najlepszych kandydatów w poszczególnych okręgach, bez znaczenia z jakiego ugrupowania będą się wywodzić - podkreśla.

Tomasz Trela, wiceszef klubu: - Jest bardzo wielka determinacja po stronie Lewicy, żeby dopiąć "pakt senacki", ustalić zasady współpracy i partnerstwa adekwatne do poparcia w społeczeństwie. Jeżeli PO ma 25 proc., powinna mieć taki udział. I tak dalej. Wszystko będzie się pewnie krystalizować bliżej wyborów - deklaruje.

Z badań przeprowadzonych przez opozycję wynika, że teoretycznie do wzięcia jest ponad 60 miejsc. Nikt nie chce jednak dogadać się za szybko, bo tuż przed wyborami poparcie może się przecież zmienić. A wtedy trzeba by inaczej dzielić miejsca w ramach umowy koalicyjnej.

- Gdybyśmy brali dziś pod uwagę nasze sondaże, to chcielibyśmy sześciu, siedmiu miejsc biorących. Do 60 miejsc dochodzi 10 "pływających", gdzie nie wiadomo, kto wygra. Zakładamy, że ok. 30 miejsc jest trudnych do odbicia, gdzie nawet z jednym kandydatem nie będzie łatwo - precyzuje jeden z polityków należących do władz Nowej Lewicy.

Co z lewicowymi rozłamowcami?

Zagadką pozostaje los senatorów, którzy dostali się do izby jako członkowie Lewicy, a odeszli do koła Polskiej Partii Socjalistycznej. Chodzi o wicemarszałek Gabrielę Morawską-Stanecką oraz Wojciecha Koniecznego. Politycy Nowej Lewicy zapewniają Interię, że jeśli ci senatorowie wystartują w kolejnych wyborach, na pewno nie będą należeli do ich "puli".

- Nie będę się wypowiadała na temat "paktu senackiego", bo nie mam żadnej wiedzy - powiedziała Interii Gabriela Morawska-Stanecka. W kuluarach słychać, że wicemarszałek poważnie zastanawia się nad startem w wyborach do Sejmu. Według naszych informatorów w tym konkretnym przypadku nie da się wykluczyć współpracy z Donaldem Tuskiem i Koalicją Obywatelską.

Robert Kwiatkowski z PPS twierdzi jednak, że politycy z jego koła w Senacie nie mają się o co martwić: - To wszystko (pakt - red.) jest jakoś tam poukładane. Ich obejmuje żelazna zasada, która jest w interesie wszystkich senatorów, że ci co są, pozostaną i będą startować. Do rozmowy są te miejsca obsadzone dzisiaj przez PiS - usłyszeliśmy.

Wojciech Konieczny, lider koła PPS, wspomina o ustaleniach, które opisywaliśmy w Interii. Jak mówi, obecni senatorowie muszą najpierw zdecydować, czy po kolejnych wyborach chcą ponownie kandydować w wyborach do Senatu. Niektórzy politycy nie wiedzą bowiem, czy nie zaczną się ubiegać o mandat poselski.

- Senatorowie, którzy teraz są w Senacie, w pewnym sensie automatycznie będą wchodzili do "paktu senackiego". Szczególnie jeżeli w danym okręgu wygrali z przedstawicielami PiS, odebrali im mandat. To gwarancja tego, że można tego dokonać ponownie - mówi nam Konieczny. - Nie będę ujawniał szczegółów, ale chcemy mieć więcej niż dwa miejsca. To nasze stanowisko i będziemy się go trzymać w tych negocjacjach - podkreśla. 

Wakacyjna trasa Lewicy ruszyła pod koniec czerwca. Jej hasło to "Bezpieczna Rodzina".

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy