Reklama

Reklama

Kongres PSL w Warszawie. "Ostatnie lata to czas ciężkiej próby bycia ludowcem"

W Warszawie trwa kongres Polskiego Stronnictwa Ludowego, w trakcie którego wybrany zostanie nowy prezes ugrupowania oraz przewodniczący Rady Naczelnej partii. - Tutaj są wszyscy ci, którzy nie ulegli pokusie, nie poszli za łatwym zarobkiem, nie skusili się na frukta władzy - mówił na początku spotkania obecny lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. - Wybory prezydenckie zahartowały mnie, jestem silniejszy, mam więcej doświadczenia i więcej mocy, żeby prowadzić Polskie Stronnictwo Ludowe - podkreślił.

Kongres PSL rozpoczął się około godzinie 11. W spotkaniu udział bierze ponad 1000 delegatów z całego kraju. 

W trakcie spotkania wybrany zostanie prezes Stronnictwa, Rada Naczelna i jej przewodniczący, Główny Sąd Koleżeński oraz Główna Komisja Rewizyjna

O fotel prezesa PSL z dotychczasowych szefem ugrupowania powalczy poseł PSL Stefan Krajewski, o czym jako pierwsza informowała Interia. Na przewodniczącego Rady Naczelnej partii kandydować będą: wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski, wiceprezes PSL Dariusz Klimczak oraz dwaj byli prezesi Stronnictwa Waldemar Pawlak i Jarosław Kalinowski - poinformował poseł Krzysztof Paszyk (PSL).

Reklama

Władysław Kosiniak-Kamysz: Tu jest ruch ludowy, tu bije serce Polski

Przemawiając na początku spotkania, lider PSL przypomniał o wartościach, którymi kierują się członkowie Polskiego Stronnictwa Ludowego. - Ostatnie lata to czas ciężkiej próby bycia ludowcem, czas próby charakteru i naszych zasad - mówił Władysław Kosiniak-Kamysz.

- Tutaj są wszyscy ci, którzy nie ulegli pokusie, nie poszli za łatwym zarobkiem, nie skusili się na frukta władzy - dodał.

- Są w chwilach formacji różne momenty, partie powstają i znikają, ale wytrwaliśmy w tej próbie i stoimy. Ustaliśmy i stoimy od 125 lat, jako jedyne w Polsce stronnictwo, które nie zmieniło nazwy. Pod tym samym sztandarem i symbolem, z "Rotą" na ustach, z zieloną koniczyną w sercu. Z tym wszystkim co jest emanacją prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, z wielkim stronnictwem, z wielkim PSL-em - mówił dalej polityk.

"Cenę swą zapłaciłem, lekcję swą odrobiłem"

Prezes PSL mówił też o swojej goryczy po nieudanych wyborach prezydenckich, w których ubiegał się o urząd głowy państwa. Dziękował za wsparcie okazane mu w tym czasie. Podkreślił, że te wybory go zahartowały.

- Cenę swą zapłaciłem, lekcję swą odrobiłem, dziękuje za wsparcie i życzliwość. Wiem, że jestem silniejszy i wiem, że mam więcej doświadczenia i więcej mocy, żeby prowadzić Stronnictwo i być zawsze waszym kandydatem, kiedy przyjdzie brać odpowiedzialność za Polskę - powiedział Kosiniak-Kamysz. 

- Ja z tej drogi nie schodzę, ja tę drogę wybrałem, ja tę drogę będę realizował, ta droga mnie hartuje, te wybory mnie umocniły - podkreślił lider PSL.

"PSL wrócił na godne miejsce w parlamencie"

- Za nami maraton wyborczy, za nami czas czterech wyborów, zasmakowaliśmy sukcesu w 2019 r., najlepszego wyniku pod względem oddanych głosów od 1993 r., podwojenia klubu parlamentarnego, posiadania dzisiaj sprawczości w Senacie, gdzie utworzyliśmy większość i nasze głosy o tej większości stanowią - podkreślał dalej polityk.

- W Sejmie, gdzie mamy możliwość reprezentowania poglądów, mamy wicemarszałka Sejmu, przewodniczących komisji, wicemarszałka Senatu - mówił Kosiniak-Kamysz, dodając, że dzięki wynikowi wyborczemu z 2019 r. PSL powrócił na "godne miejsce, któremu mu się należy, w polskim systemie parlamentarnym".

- Jesteśmy partią polskiego samorządu i jesteśmy z tego dumni i partia polskiego samorządu zostaniemy na zawsze - stwierdził.

"Dla nas nie ma alternatywy na wschodzie"

Dziękując koalicjantom z Koalicji Polskiej, lider PSL podkreślił, że "ten projekt się sprawdził i należy go rozwijać i wzmacniać". - Należy zachowując szacunek i podmiotowość (...) budować wielką wspólnotę, która stanowi poważną  propozycję dla Polski i Polaków - mówił lider ludowców.

Jednocześnie, jak podkreślił Kosiniak-Kamysz, "w tej drodze tworzenia wspólnej koalicji, nie wszyscy wytrwali". - Ale tutaj nie ma możliwości negocjacji, jeżeli idzie sprawa racji stanu i miejsca Polski w Zjednoczonej Europie - stwierdził polityk.

- My tutaj jesteśmy zdefiniowani i jednoznaczni. Dla nas nie ma alternatywy na wschodzie, dla nas jest miejsce w rodzinie europejskiej, tego nie negocjujemy, to dla nas sprawa honoru - dodał Kosiniak-Kamysz.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje