Reklama

Reklama

Stefan Krajewski rywalem Władysława Kosiniaka-Kamysza w wyborach na szefa PSL

Poseł Stefan Krajewski stanie w szranki z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem o przywództwo w Polskim Stronnictwie Ludowym – dowiedziała się Interia. - Tak, chciałbym zawalczyć - potwierdza nasze informacje sam zainteresowany. Wybory na szefa PSL odbędą się w sobotę.

Na kongresie PSL zostanie wybrany prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego, Rada Naczelna i jej przewodniczący, Główny Sąd Koleżeński oraz Główna Komisja Rewizyjna.

Od miesięcy wybory na szefa PSL nie wzbudzają większych emocji, bo murowanym kandydatem do zwycięstwa jest Władysław Kosiniak-Kamysz, który zresztą już dawno zadeklarował, że będzie ubiegał się o reelekcję. Dotąd nazwisko jego konkurenta nie było znane.

Interia ustaliła w środę, że kontrkandydatem prezesa ludowców będzie poseł Stefan Krajewski. Na dziś to jedyny polityk, który poważnie rozważa kandydowanie, a jego zamiary potwierdzają koledzy z partii.

Reklama

Stefan Krajewski jest rówieśnikiem Kosiniaka-Kamysza. Od 2016 roku jest prezesem PSL w województwie podlaskim, a trzy lata później został posłem. Od tego czasu systematycznie pnie się w partyjnej hierarchii. Należy do tzw. młodego pokolenia w Polskim Stronnictwie Ludowym.

- Z prezesem Kosiniakiem-Kamyszem znamy się od lat. Działaliśmy razem jeszcze w młodzieżówce. Pozytywnie oceniam jego aktywność jako prezesa PSL, bo przeprowadził nas przez trudny czas, ale mamy inne spojrzenie na niektóre sprawy. Może wynika to z tego, że jestem mieszkańcem wsi, ciągle mam kontakt z wsią i rolnictwem, więc jestem na bieżąco. Dlatego chciałbym swoją ofertę przedstawić kongresowi - mówi Interii Krajewski.

- To delegaci zdecydują, którą wizję wybiorą. Być może ten, który wygra, będzie starał się wdrażać również propozycje kontrkandydata. To ważny czas, jeśli chodzi o PSL, bo dużo mówi się o starym i nowym PSL. My jesteśmy rówieśnikami. Tak, chciałbym zawalczyć. Więcej nie powiem, bo szczegóły zostawiam na sobotę - dodaje poseł z Podlasia.

Zgodnie ze statutem PSL Kosiniak-Kamysz musi mieć kontrkandydata, by wybory odbyły się zgodnie z literą prawa. W niedawnej przeszłości tylko raz doszło do niespodzianki. W 2012 roku Waldemar Pawlak przegrał o zaledwie 17 głosów z dużo mniej rozpoznawalnym wówczas Januszem Piechocińskim. Piechociński od miesięcy prowadził jednak aktywną kampanię wewnętrzną i po prostu spotykał się z delegatami.

O niespodziankę będzie trudno

Teraz, jak przekonują nasi rozmówcy, nie powinno dojść do niespodzianki. Przynajmniej jeśli chodzi o wybory prezesa PSL. Dużo ciekawsza wydaje się bowiem batalia o szefowanie Radzie Naczelnej PSL, bo w grze są cztery poważne nazwiska.

Chrapkę na powrót do dużej polityki ma wspomniany premier Pawlak. Stanowiska nie zamierza też oddać obecny przewodniczący Rady Naczelnej Jarosław Kalinowski. Dwaj kolejni kandydaci to jedni z najbardziej rozpoznawalnych posłów PSL - wiceprezes partii Dariusz Klimczak i wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski.

Kongres PSL odbędzie się w najbliższą sobotę 4 grudnia w Warszawie. Nowego władze wybierze ponad tysiąc delegatów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje