Reklama

Reklama

Historycy: NZS był pierwszą organizacją zatwierdzoną przez władze PRL i pierwszą, którą zdelegalizowano

​Niezależne Zrzeszenie Studentów po stanie wojennym bardzo mocno weszło w struktury Solidarności. Założenie było takie, że jeśli Solidarność otrzyma możliwość legalnego działania to NZS też, ale to związek miał być taranem, który przełamie opór. Dlatego działalność strajkowa była podstawową aktywnością - opowiadają historycy dr Andrzej Anusz i Krzysztof Turkowski.

Na spotkaniu Komitetu Założycielskiego NZS 1981 roku pojawili się studenci ze wszystkich dużych uczelni. Jak zorientowaliście się, że jest was tak wielu i warto połączyć siły?

Niezależne Zrzeszenie Studentów było kontynuacją tradycji Studenckich Komitetów Solidarności. To była duża baza, na której mogliśmy budować. W tle działa się wielka, sierpniowa rewolucja. My też chcieliśmy się włączyć. 

Pierwsze było Trójmiasto

W Gdańsku, w momencie strajków w stoczni, była grupa już grupa studentów, którzy go wspierali. 2 września, czyli dwa dni po podpisaniu porozumień sierpniowych, wydali pierwsze oświadczenie. Wśród działaczy był, chociażby Maciej Płażyński, późniejszy Marszałek Sejmu, czy Donald Tusk.

Reklama

Wraz z zakończeniem wakacji studenckich, czyli już pod koniec września, naturalnie tworzyły się kolejne komitety, które chciały tworzyć niezależną organizację studencką.

Problem polegał na tym, że były różne pomysły jak go zorganizować

Od samego początku pojawiły się dwie koncepcje. Pierwsza to związek zawodowy studentów. Miał nawiązywać do Solidarności. Problematyczne było jednak określenie, kto jest pracodawcą. Profesorowie? Dziekan? Drugim pomysłem było założenie stowarzyszenia.

Jak dobrze dziś wiemy, to właśnie na tej koncepcji stanęło.  Do pracy zabrali się prawnicy w tym Jarosław Kaczyński, czy prof. Chrzanowski. Na początku października powstał Ogólnopolski Komitet Założycielski.

Ten dwie koncepcje różniły się nie tylko nazwą, ale także programem.

Związek zawodowy studentów, faktycznie miał się koncentrować głównie na sprawach bytowych studentów. Wokół tego działać. Natomiast stowarzyszenie przyjęło znacznie szerszą formułę. Członkowie wypowiadali się na temat programu studiów i wchodzili w dyskusję polityczną. NZS był pierwszą zarejestrowaną organizacją, która miała w swoim programie zapis, że dąży do uzyskania przez Polskie niepodległości.

Który to był rok?

1981. To był wielki paradoks. NZS był pierwszą organizacją zatwierdzoną przez władze PRL, która bezpośrednio postulowała walkę o niepodległość.

Był też pierwszą organizacją zdelegalizowaną po stanie wojennym. 5 stycznia 1982 roku. Z perspektywy władz ludowych była to organizacja niereformowalna.

Frakcja, która popierała przybranie formuły związku zawodowego, chciała iść w ślady solidarności i swoje socjalne postulaty rozszerzyć też na inne grupy?

Osoby popierające te koncepcje w większości zaangażowali się później w tworzenie samorządu studenckiego. Tworzyli Bratniak, stowarzyszenie wzajemnej pomocy studenckiej, nawiązujące do tradycji przedwojennej. Tu na sztandarach były kwestie socjalne. Natomiast NZS był bardziej polityczny i ogólnospołeczny. Nie chciał ograniczenia działań jedynie do studentów.

Jak to był skala zaangażowania?

Nigdy nie udało się sprawić, żeby większość studentów należała do stowarzyszenia. W szczytowych momentach dochodziło do 30 proc.

Natomiast podczas strajków NZS uzyskiwał poparcie większości. Strajki zwłaszcza jesienią 1981 roku były poparte przez blisko 60 proc studentów. 

Czyli od początku nie miała to być elitarna organizacja? Stawiano na masowość

NZS w dużej mierze szedł śladem Solidarności. Nie był jego młodzieżówką, bo to był zupełnie inne światy, ale było wiele punktów wspólnych. W tym masowość.

To jaki to był świat?

Przede wszystkim osoby, które wcześniej działały w Studenckich Kołach Solidarności. Miały kontakty z opozycją polityczną z KORu, ROBCIa, Pomarańczowej Alternatywy czy ruchu Wolność i Pokój. Istotnym ośrodkiem było też duszpasterstwo akademickie. Bardzo prężnie działające w latach 70. Je było widać zwłaszcza w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie.

Na czym polegała działalność NZS w praktyce?

NZS wchodzą w porozumieniu z Solidarnością w strajki niemal od samego początku, stając się podstawową siłą - nie tylko na uczelniach.

Przykładem może być tu np. Wrocław i silne zaangażowanie wielu członków w regionalne komitety strajkowe i solidarność walczącą. Z tego środowiska wywodzi się wiele osób do dziś aktywnych w życiu publicznym. Grzegorz Schetyna był jednocześnie członkiem Solidarności Walczącej i szefem NZS na Uniwersytecie, przed nim te funkcje piastował Bogdan Zdrojewski i Ryszard Czarnecki. W Warszawie w podobnym czasie działał Konstanty Radziwiłł i Jacek Czaputowicz. Dziś po różnych stronach politycznej barykady, wtedy działali we wspólnej sprawie.

Byli NZSowcy tworzyli nie tylko partie, ale również niezależne media. Tu przykładem może być Paweł Lisicki czy Marcin Meller. Również Urząd Ochrony Państwa tworzyli byli działacze NZS np. Bartłomiej Sienkiewicz.

NZS po stanie wojennym bardzo mocno wszedł w struktury Solidarności. Założenie było takie, że jeśli Solidarność otrzyma możliwość legalnego działania to NZS też, ale to związek miał być taranem, który przełamie opór. Dlatego działalność strajkowa była podstawowa.

A poza strajkami?

Poza tym oczywiście zajmował się przygotowywaniem publikacji, drukiem ulotek, gazet i ich kolportowaniem. Prowadzenie kół naukowych, kół turystycznych. Współtworzenie rozgłośni radia ''Solidarność". Myślę, że to zaangażowanie sprawiło, że te osoby do dziś mają potrzebę działania na rzecz drugiego człowieka. Mają silną ideową formację.

NZS nie kojarzył mi się nigdy z organizacją formacyjną dla indywidualnych członków, raczej skupioną na działalności organizacyjnej na rzecz opozycji.

Te środowiska bardzo się mieszały. Większość osób jednocześnie była w duszpasterstwach czy harcerstwie. Rzeczywiście formacja i poglądy były bardzo różne, ale mieliśmy wspólny cel. Ważny był motyw służby dla kraju, dlatego Ci ludzie później na różnych odcinkach to kontynuowali.

Był jakiś pomysł na to czym ma być NZS po 1989 roku?

Był pomysł, który u nas nigdy nie został zrealizowany, ale udał się na Węgrzech. Zrealizował go Wiktor Orban w formie Fideszu, czyli partii politycznej.

Robiliśmy spotkania i pokazywaliśmy Węgrom, co można zrobić. U nich taka aktywność była wtedy nierealna. Orban wyciągnął z tego wnioski.

Różnica  w naszej sytuacji polegała na tym, że Fidesz właściwie nie miał konkurencji.  Nie istniał duży związek zawodowy, czy inna ogólnokrajowa organizacja. Nie było starszych działaczy opozycyjnych. U nas sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Była silnie rozbudowana Solidarność i inne organizacje opozycyjne. Kilka pokoleń osób, które były zaangażowane w sprawę. W takich okolicznościach zawsze staje się przed dylematem, czy zaryzykować i tworzyć coś własnego, czy przyłączyć się do już istniejących struktur. Większość wybrała drugą drogę.

Dziś NZS czerpie z naszych tradycji, ale jest przede wszystkim prostudencką organizacją, która odpowiada na aktualne problemy społeczności.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje