Kto zarobi na skarbach ukraińskiej ziemi? I dlaczego nie będzie to Polska?

Rafał Woś

Rafał Woś

emptyLike
Lubię to
Lubię to
like
0
Super
relevant
0
Hahaha
haha
0
Szok
shock
0
Smutny
sad
0
Zły
angry
0
Lubię to
like
Super
relevant
183
Udostępnij

Donald Trump w swoim stylu rozpoczął wielką grę o podział realnych zysków z powojennej odbudowy Ukrainy. Polki rząd przypatruje się temu z mieszanką bigoteryjnego obrzydzenia i dziecięcej bezradności.

Polska nie zarobi na skarbach Ukrainy. Na zdj: Donald Tusk (po lewej) i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski (po prawej)
Polska nie zarobi na skarbach Ukrainy. Na zdj: Donald Tusk (po lewej) i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski (po prawej)Adam ChelstowskiAgencja FORUM

Jakże śmiesznie brzmią dziś wygłaszane jeszcze kilka dni temu zaklęcia o "sprzedaniu Ukrainy Putinowi" albo o "nowej Jałcie", którą Donald Trump nam wszystkim zgotował. Polskie elity polityczne oraz komentatorskie jak zwykle nie pozwoliły się prześcignąć w atmosferze świętego oburzenia i paniki moralnej. Brawo, brawo, brawo!

Nie minęło jednak kilkanaście godzin, a sytuacja zmieniła się diametralnie. Dziś wygląda, że idzie jednak na podpisanie wielkiej amerykańsko-ukraińskiej umowy o współpracy przy odbudowie kraju. Umowa ta ma być nie tylko potwierdzeniem amerykańskiego wsparcia dla niezależnej od Rosji Ukrainy, ale jednocześnie obietnicą skierowania nad Dniepr kolejnych miliardów amerykańskich kapitałów.

Tyle że już nie w formie zbrojeń, lecz inwestycji w rozwój złóż strategicznych surowców mineralnych. Wśród nich litu, grafitu, tytanu, uranu i innych metali ziem rzadkich. Bo dobry Pan Bóg - jak wiadomo nie od dziś - skarbami ziemi obdarzył Ukrainę szczodrze.

Amerykańskie inwestycje w złoża Ukrainy

Kijów dysponuje dziś ok. 20 spośród 50 surowców, które US Geological Survey uznaje za "krytyczne" dla bezpieczeństwa oraz interesów ekonomicznych. Te metale niezbędne są do budowy w zasadzie wszystkiego, co najcenniejsze w dzisiejszym świecie. Od baterii w telefonach komórkowych po nowoczesne uzbrojenie. Od paru lat popyt na te metale rośnie w zawrotnym tempie. A ma rosnąć jeszcze szybciej.

Jeśli wierzyć zachodnim mediom do podpisania układu ma dojść jeszcze w tym tygodniu. Fakt, że Trump negocjował go w ostatnich dniach w swoim stylu. To znaczy bez owijania "bułki w bibułkę". Najpierw ogłosił, że rozmawia z Putinem o pokoju na wschodzie. Potem położył Ukraińcom na stole "ofertę" opiewającą na zyski w wydobyciu wspomnianych metali na sumę do 500 mld dolarów.

Na tyle bowiem Biały Dom wycenił dotychczasową pomoc Ameryki udzieloną Kijowowi od początku trwania rosyjskiej inwazji. Gdy prezydent Zełenski powiedział, że on amerykański wkład w obronę Ukrainy przed Putinem szacuje na sumę pięć razy mniejszą, Trump walnął pięścią w stół, wypominając mu brak mocnej demokratycznej legitymacji.

Kijów spuścił więc z tonu (kto by nie spuścił), na co Waszyngton też zrobił krok do tyłu. Ostatecznie - z tego co wiemy dziś - umowa nie będzie zawierała aż tak twardych zobowiązań co do potencjalnych zysków Ameryki. Jej sedno pozostaje jednak takie, że Stany Zjednoczone wejdą w rozwijanie wydobycia strategicznych surowców na ukraińskiej ziemi.

To zaś oznacza konieczność sporych inwestycji, bo gros wspomnianych złóż nie było (z braku środków) przez niepodległą Ukrainę w ogóle rozwijane. W sumie gdy spokojnie na to wszystko popatrzeć, to ze "sprzedania Ukrainy" (o czym trąbili jeszcze wczoraj niektórzy) zrobił się w parę godzin najpoważniejszych od lat pomysł biznesowy nie tylko na podniesienie ukraińskiego państwa ze zniszczeń wojennych - ale i wpuszczenie Ukrainy na nową trajektorię rozwoju.

Na dodatek ta obecność biznesowa USA będzie przecież sama w sobie czymś w rodzaju gwarancji bezpieczeństwa. Zełenski wolałby pewnie obecność wojskową. Tu jednak Trump widzi pole do popisu dla Europy. Francja i Wielka Brytania już zgłosiły się na ochotników. W zamian za co Trump zapowiedział w trakcie spotkania z prezydentem Macronem (to wszystko w ciągu paru zaledwie ostatnich dni), że taka misja nie pozostanie bez wynagrodzenia.

Nie tak ważna Polska

Można się oczywiście zżymać na takie metody negocjacyjne Trumpa albo zatykać nos wołając "tfu!" całkiem niczym damy z piosenki Kaczmarskiego. Ale powiedzmy sobie szczerze - wszyscy przecież wiedzieliśmy, że taki moment nastąpi. Co ja mówię?! Myśmy przecież na to liczyli! Wiedzieliśmy, że jeśli Ukraina przetrwa, to będzie mogła zostać odbudowana. I nie zgrywajmy teraz świętoszków, że nie liczyliśmy na nasz polski udział w zyskach z takiej odbudowy. Zwłaszcza mając w pamięci polską pomoc dla walczącej Ukrainy w pamiętnym lutym 2022 roku.

Tylko że wiecie co? Dziś karty układają się tak, że nasza rola będzie w tym procesie iluzoryczna. I raczej trzecioplanowa. Kto winny? Może zły Trump? O nie, winni jesteśmy... my sami. Bo rząd Tuska ma wobec Ameryki karty wyjątkowe słabe. A co gorsza nasi liderzy dyplomacji grali nimi od miesięcy tak, by wszyscy wokół mogli sobie dokładnie zobaczyć, co w tych kartach mamy.

Nie dość, że "uśmiechnięci" postawili wszystkie żetony na Kamalę Harris. Na dodatek chęć dowalenia PiS-owi była tak silna, że Trump bywał u nas notorycznie takim rezerwowym Kaczyńskim. I to nie tajemnie czy pokątnie, lecz w oficjalnych wypowiedziach szefa dyplomacji Radka Sikorskiego (z uwzględnieniem jego niezwykle na tym polu aktywnej małżonki Anny Applebaum). Swoje dorzucił też premier Tusk, będąc wręcz przez kolegów z Paryża czy Berlina wypuszczany do roli pierwszego antytrumpowego harcownika. A w rolę tę nasz premier wchodził z wielką ochotą.

A przecież może być jeszcze gorzej. Mocny raport amerykańskiego konserwatywnego think tanku Hudson Institute (czy wspomniałem, że prezentację tego raportu prowadził bliski doradca Trumpa James Carafano?) o tym jak Tusk niszczy w sposób niedemokratyczny polską opozycję wisi nad relacjami polsko-amerykańskimi niczym miecz. Może tam pozostać. Ale starczy, że Waszyngton uzna, iż Warszawa nie chce zrobić czegoś, czego się od niej oczekuje. Wtedy jeden tweet Trumpa i Tusk może łatwo stać się "dyktatorem". Tak jak stał się nim na czas negocjacji Zełenski. Podkładka jest gotowa.

Czy przyjaciele z Unii pomogą Tuskowi? Wątpię. Macron pierwszy pomknął odwiedzić Trumpa. Przyszły kanclerz Friedrich Merz postawi na nowe otwarcie z Ameryką. Zaś Bruksela w ogóle nie będzie dla Trumpa partnerem.

Teoretycznie mogłoby być trochę inaczej, gdyby rządził PiS. Albo gdyby rząd Tuska wykorzystał PiS-owskie kontakty z nową amerykańską administracją do lobbingu na rzecz polskich spraw "ponad podziałami". Nie bądźmy jednak dziećmi. Nie po to się rząd z PiS-em rozprawia, by miał się z nim nagle porozumiewać dla dobra czegokolwiek.

W ten oto sposób rzeczy ważne, które się dzieją dziać się teraz będą - niestety - poza nami. Wielki to regres w porównaniu z kluczową rolą, jaką Polska - obiektywnie rzecz biorąc - odegrała w ratowaniu Ukrainy, gdy uderzył na nią Putin.

No ale teraz zostaniemy sobie pewnie z tymi zasługami jak Himilsbach z angielskim.

Rafał Woś

-----

Bądź na bieżąco i zostań jednym z 200 tys. obserwujących nasz fanpage - polub Interia Wydarzenia na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!

Video Player is loading.
Current Time 0:00
Duration -:-
Loaded: 0%
Stream Type LIVE
Remaining Time -:-
 
1x
    • Chapters
    • descriptions off, selected
    • subtitles off, selected
      reklama
      dzięki reklamie oglądasz za darmo
      Wasyl Bodnar o umowie USA z Ukrainą: Nie będzie dotyczyć tylko minerałów
      Wasyl Bodnar o umowie USA z Ukrainą: Nie będzie dotyczyć tylko minerałówRMF24.plRMF
      Przejdź na