Reklama

Reklama

Zamieszanie wokół Polskiego Ładu. Eksperci komentują

Polski Ład miał wprowadzić nowy system podatkowy - łatwiejszy i korzystniejszy dla większości Polaków, a wychodzi z niego komunikacyjna klapa. Zastrzeżenia zgłaszają przedsiębiorcy, nauczyciele i służby mundurowe, a rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw pisze specjalny list do premiera. - Spirala krytyki rządu będzie tylko rosła - prognozuje prof. Wawrzyniec Konarski. - Nad takimi zmianami wypada pracować przez długie lata w spokojnych czasach, a nie wtedy, kiedy dzieje się 15 różnych innych rzeczy, na czele z pandemią i inflacją - ocenia prof. Jarosław Flis.

Niektórzy nauczyciele dostali niższe wypłaty o kilkaset złotych, a z podobnym problemem zgłaszają się służby mundurowe, m.in. policjanci. Wcześniej na gigantyczne podwyżki związane z nowymi taryfami za prąd i gaz narzekali przedsiębiorcy. Niektórzy mówili o skokach rzędu 300-400 proc. w kontekście gazu, a nie 54 proc., jak sugerował rząd i Urząd Regulacji Energetyki.

Wściekli są także zwykli mieszkańcy bloków, którzy korzystają z gazu. Jeśli budynek należy do tzw. spółdzielni, rachunki również nie wzrastają o 54 proc., ale o kilkaset. Komunikacyjną klapę nowych regulacji starał się prostować rzecznik rządu Piotr Müller, który mówił, że "spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe, które świadczą usługi na rzecz klientów indywidualnych, zgodnie z aktualnymi przepisami mogą przejść na taryfy indywidualne". Niższe wynagrodzenia dla nauczycieli tłumaczył z kolei "błędem księgowego czy kadrowego, jeżeli chodzi o naliczenie z poziomu PIT-2".

Reklama

Polski Ład, czyli "Polacy mają coraz więcej pieniędzy"?

To jednak kropla w morzu komunikacyjnych potrzeb, bo u progu nowego roku ludzie po prostu nie rozumieją, co się stało, że nagle muszą płacić więcej, nagle mają mniej w portfelach i nagle dostali niższe wynagrodzenie. Przecież jeszcze dzień przed sylwestrem pasek w telewizji publicznej głosił, że "Polacy mają coraz więcej pieniędzy".

Niektórzy eksperci wskazują, że problemu udałoby się uniknąć, gdyby zastosowano tradycyjne sześciomiesięczne vacatio legis, które pozwoliłoby przyzwyczaić do wdrożenia zmian. Inni podkreślają, że problemów będzie więcej, bo niektóre prognozy za energię pojawią się na przełomie stycznia i lutego. Jeszcze inni dodają, że chaos potęguje tzw. ulga dla klasy średniejktóra polega na tym, że część pracowników musi już dziś wyliczyć swoje wynagrodzenie. Jeśli je przeszacuje lub go nie doszacuje, na początku przyszłego roku znów spotka się z przykrą niespodzianką w postaci kolejnej opłaty.

>>Tłumaczymy, jak działa ulga dla klasy średniej<<

Wszyscy wskazują za to na jedno - kluczowa jest sprawa komunikacji. Dotycząca nie tego, kto i w jakim stopniu odpowiada za podwyżki cen, ale tego, że ludzie nie zostali do nich przygotowani.

Polski Ład i ceny gazu. Rosnąca spirala krytyki rządu

- Sprawa związana z pomysłami rządu, które mogą uderzyć po kieszeni, będzie fundamentem postrzegania sfery publicznej w tym roku. Będzie ważna przede wszystkim dla tych, którzy byli beneficjentami rozdawnictwa rządowego. Jeśli połączą się liczne grupy społeczne, które dotąd były przeciwne temu rządowi, z tymi, które będą odczuwały te zmiany, może to mieć daleko idące reperkusje. Sprawy czysto finansowe i ekonomiczne będą w absolutnym stopniu rzutować na postrzeganie rządu. A ponieważ w sensie informacyjnym jest on wybitnie nieudolny, to możemy oczekiwać, że spirala krytyki rządu będzie tylko rosła - uważa prof. Wawrzyniec Konarski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

- Ludzie do końca nie wiedzą, czy rzeczywistość opowiadana przez PiS to to samo, co kwitki, które otrzymują za gaz. Komunikacyjnie to leży. Tak jest, gdy pompuje się przedsięwzięcie, licząc na wrażenia PR-owe, nie patrząc na możliwe skutki tego działania. Komunikująca strona lekceważy odbiorcę - uważa Michał Kabaciński, były poseł i rzecznik prasowy Ruchu Palikota, dziś ekspert ds. PR.

Jego zdaniem opowieść PiS o państwie dobrobytu, która zdominowała założenia Polskiego Ładu, rozmija się z rzeczywistością. Polacy nie wiedzą, czy wzrosty cen energii są spowodowane właśnie Polskim Ładem, czy opowieścią polityków PiS o szantażu energetycznym ze strony Berlina i Moskwy.

"Rząd myślał, że rozkocha ludzi w sloganach"

- 95 proc. Polaków nie wie, o co chodzi w Nord Stream 2, ale 95 proc. wie, że jest inflacja i drożyzna w sklepach. Na to wszystko nałożył się Polski Ład, który miał pomóc, ale paradoksalnie teraz wszyscy mówią, że to przez Polski Ład są podwyżki w sklepach, drożeją usługi, a przedsiębiorcy zamykają firmy - przekonuje Kabaciński.

- PiS miał do tej pory tyle szczęścia, że jeśli zaogniał konflikt, to w wąskich grupach społecznych. Tutaj dotyka to wszystkich - jeśli nie mnie, to sąsiada, albo panią, która ma na osiedlu garmażerkę. Komunikacyjnie to katastrofa, bo rząd zlekceważył ludzi. Myślał, że rozkocha ich w sloganach, ale potraktował ich jak idiotów. Ocena obywateli nie miała dla nich większego znaczenia - podkreśla nasz rozmówca.

Prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego: - Rząd komunikuje Polski Ład tak, jak w poprzednich miesiącach - przykłada więcej uwagi do swoich i przekonanych, a nie do tych, którzy mają wątpliwości. Jest w tej sprawie wiele problemów, ale tak jak zwykle, każdy wolałby wypinać piersi do orderów niż rozwiewać wątpliwości.

- Bardzo chciało się z Polskiego Ładu zrobić z tego przełomowy, sztandarowy projekt na kształt nowego 500 plus, ale może się okazać, że dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi. Istotne są dwie sprawy: sytuacja wynikająca z pandemii i same kłopoty z opracowaniem projektu. Nad takimi zmianami wypada pracować przez długie lata w spokojnych czasach, a nie wtedy, kiedy dzieje się 15 różnych innych rzeczy, na czele z pandemią i inflacją - ocenia prof. Flis.

Prof. Konarski: - Beneficjentami Polskiego Ładu są grupy istotne wyborczo dla PiS, ale to cel, który ma krótkie nogi.

Wyważona aktywność polityków PiS

Politolog z UKSW Sławomir Sowiński napisał na Twitterze: "Grubo. Na razie wygląda na to, że polityczny wehikuł, jakim miał być Polski Ład, nie tylko grzęźnie w inflacji, ale także wpada w poślizg nieprzewidzianych skutków. Gdzie wyliczenia? Gdzie sztab kryzysowo/wdrożeniowy, który z godziny na godzinę winien monitorować taką głęboką systemową zmianę?".

Premier Mateusz Morawiecki na razie nie wspomina o podwyżkach cen, za to apeluje do Janiny Ochojskiej, by ta przeprosiła za znieważenie polskiego munduru. Rząd nie zwołał na wtorek żadnej konferencji prasowej, a jedyne odniesienie do dynamicznie zmieniającej się sytuacji zamieścił minister edukacji Przemysław Czarnek, który przekonuje, że niższe wynagrodzenie dla części nauczycieli nie jest efektem Polskiego Ładu. 

Inny polityk PiS, Marek Suski, zapytany o drożyznę w RMF bezradnie rozłożył ręce i powiedział: "niestety, jest drogo". Resort finansów przyznał z kolei w krótkim wpisie na Twitterze, że policjanci rzeczywiście mogą w poszczególnych miesiącach stracić, "ale w skali roku większość funkcjonariuszy będzie na plus".

- Zapadli się pod ziemię, bo wiedzą, że wszystkie te zapowiedzi są niemożliwe do realizacji bez znalezienia modusu vivendi z Unią Europejską - uważa prof. Konarski. - Skończyły się też argumenty czysto propagandowe, że wszystko można zwalać na Unię. Nieudolność tego rządu jest widoczna gołym okiem. Formą nieudolności jest izolacja. Nie chodzi o to, by się boczyć, bo w polityce zagranicznej stosuje się kategorie interesu, a naszym interesem są dobre relacje z UE i USA - dodał.

Dlaczego więc komunikaty PiS są dziś bardzo zdawkowe, a rząd nie reaguje na bieżąco na sytuację w kraju? Dlaczego w momencie ogłoszenia Polskiego Ładu politycy PiS zamieszczali po kilkadziesiąt hurraoptymistycznych wpisów, a dziś ich profile w mediach społecznościowych ograniczają się do krótkich wpisów bądź w ogóle pomijają ten temat?

Polski Ład, czyli polityka nowej opowieści

Kabaciński: - PiS potrzebował wtedy wrażenia. Gdy ogłaszali Polski Ład to sprzedawali opowieść o dobrobycie. Pamiętajmy, że był wówczas kryzys poparcia dla PiS, mówiło się o przyspieszonych wyborach, a obóz rządzący potrzebował nowej opowieści pod publiczkę. Wysuwam tezę, że chodziło o to, by chwilowo zainteresować ludzi. Po dzisiejszych komunikatach, których nie ma, rząd pokazuje, że nie ma pomysłu na rozwiązanie problemu, bo zakładany efekt został uzyskany wcześniej.

Specjalny list do premiera w sprawie niejasności przepisów przesłał rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw. "Część przepisów podatkowo-składkowych ustawy Polski Ład jest sprzecznych z duchem Konstytucji Biznesu oraz wielokrotnie deklarowanej przez Premiera Mateusza Morawieckiego potrzeby takiej legislacji, aby ustawy były proste, zrozumiałe i pozbawione niepotrzebnej biurokracji" - czytamy w liście podpisanym przez Adama Abramowicza.

Jakby tego było mało, kredytobiorcy za kilka tygodni mogą spodziewać się zaktualizowanych harmonogramów spłat kredytów hipotecznych. Rada Polityki Pieniężnej podniosła dzisiaj stopy procentowe o 0,5 do poziomu 2,25 proc. Przez to raty kredytu będą wyższe.

Co dalej z ceną kredytu? Czytaj na Biznes Interia

Prof. Konarski: - Wśród najważniejszych spraw, które pojawią się w tym roku, będzie pytanie, na ile te wszystkie pomysły rządowe będą uderzać po kieszeni. To podstawowa kwestia, która będzie weryfikować poglądy polityczne i ich preferencje. Potem będą sprawy związane z reformami w państwie, a po trzecie kwestie określające nasze relacje z Unią Europejską.

Łukasz Szpyrka

-----

Straciliście albo zyskaliście na Polskim Ładzie? Chcielibyście opowiedzieć nam swoją historię? Zachęcamy do kontaktu z autorem: lukasz.szpyrka@firma.interia.pl.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje