Reklama

Reklama

Kulisy antyszczepionkowego buntu w PiS

PiS szuka większości dla ustawy umożliwiającej pracodawcom sprawdzenie paszportu covidowego wśród ich pracowników. Chociaż najgłośniej słychać sprzeciw Anny Marii Siarkowskiej i Janusza Kowalskiego, w klubie Zjednoczonej Prawicy są parlamentarzyści, którzy w kwestii koronawirusa nie biorą jeńców: - Oczywiście, że się nie zaszczepiłam. Przechorowałam raz, przechorowałam drugi raz. Leczyłam się sama. Bo po co inaczej, skoro mamy taką służbę zdrowia, że tylko szczepi, a nie leczy? - pyta Interię Maria Kurowska z klubu PiS.

Poniedziałek. Elżbieta Witek zwołuje konferencję w Sejmie. - Zaprosiłam na środę na godz. 12 szefów klubów i kół parlamentarnych na rozmowę w sprawie wyjścia ponad podziałami z projektem dotyczącym weryfikacji szczepień pracowników - ogłasza pani marszałek. Jak mówi, podpisała zaproszenia, które zostały przekazane do przewodniczących sił opozycyjnych. - Chcę zobaczyć, czy jest dobra wola, czy są inne pomysły. Czy jesteśmy w stanie być ponad podziałami w tej trudnej sytuacji, która dotyczy absolutnie nas wszystkich - argumentuje.

Czesław Hoc, poseł PiS reprezentujący grupę wnioskodawców, powie nam później, że to autorski pomysł marszałek Sejmu. W nieoficjalnych rozmowach tę informację potwierdzają również inni zwolennicy projektu. I chociaż wydaje się, że dyskusja z opozycją to dla PiS ostateczność, w praktyce rządzący nie mają innego wyjścia. Bo w Zjednoczonej Prawicy znajdzie się nawet kilkudziesięciu posłów gotowych sprzeciwić się "segregacji sanitarnej", o której tyle mówią Siarkowska i Kowalski. Ilu jest ich dokładnie?  

Reklama

- Nie podejmuję się podawać szacunków do publicznej wiadomości. Deklaracje to tylko deklaracje. Uważam, że każdy z posłów stoi przed moralnym wyborem, bo tu nie chodzi tylko o politykę. Wszystko okaże się w dniu głosowania - tłumaczy nam Anna Maria Siarkowska. Na pewno w grę wchodzi trzydzieści nazwisk. To żadna tajemnica, bo pod koniec października nie głosowali wcale, wstrzymali się od głosu albo głosowali za rozszerzeniem porządku obrad o projekt "Stop Segregacji Sanitarnej". - Wiem, że są osoby, które głosowały wtedy zgodnie z klubem, ale są innego zdania - podkreśla szefowa parlamentarnego zespołu ds. sanitaryzmu.

Miało nie być radykalnie

Żeby dowiedzieć się, jak silna jest grupa przeciwników nowych rozwiązań, zwróciliśmy się do posłów zrzeszonych w zespole Anny Marii Siarkowskiej. - Założeniem zespołu było to, że unikamy radykalizmów, nie idziemy drogą Konfederacji. Typu: "ty będziesz wisiał, ty powinieneś wylecieć". Mieliśmy merytorycznie rozmawiać o kwestii pandemii. Niestety, temperamenty niektórych osób i ekstremizmy wzięły górę - mówi nam jeden z polityków.

Nasz rozmówca twierdzi, że wśród siedmiu posłów tworzących zespół pojawiły się wątpliwości. - Niektórzy się zastanawiają, czy nie zrezygnować z zespołu. Nie wszystkim podoba się tak radykalne działanie. Zwłaszcza do Janusza (Kowalskiego - red.) mają zastrzeżenia, bo Ania jest w tym jeszcze prawdziwa. W to, co mówi, w to wierzy - tłumaczy nam poseł PiS.

Co jest nie tak z Januszem Kowalskim? - dopytujemy. - To jest po prostu cynizm. On na potęgę ogląda sondaże. 42 proc. elektoratu PiS nie chce obostrzeń dla niezaszczepionych. On to kalkuluje, sam się przecież zaszczepił. Ta strona nie ma swojej reprezentacji w tym środowisku, bo tylko Konfederacja się jasno wypowiada. Janusz mówi więc do twardego elektoratu - twierdzi klubowy kolega Kowalskiego.

Wśród przeciwników "sanitaryzmu" prym wiodą politycy Solidarnej Polski. Było to widać choćby w głosowaniu z końca października. Sam Zbigniew Ziobro poparł wtedy rozszerzenie porządku obrad o projekt "Stop Segregacji Sanitarnej". Jak twierdzą jednak nasi informatorzy, wśród ziobrystów zdania są jednak "bardzo mocno" podzielone.

Znikające podpisy

Nasi rozmówcy, którzy należą bezpośrednio do partii Jarosława Kaczyńskiego wskazują, że przeciwnicy rozwiązań przedstawionych przez Hoca, to nie tylko Solidarna Polska i Anna Maria Siarkowska. O złą wolę podejrzewają nawet Marka Martynowskiego, szefa senackiego klubu PiS. Kiedy Czesław Hoc ogłosił, że posłowie Jarosława Kaczyńskiego zgłoszą projekt ustawy w Sejmie, senator poinformował o wycofaniu podpisów przez niektórych parlamentarzystów. Takim doniesieniom w poniedziałek zaprzeczyła publicznie Anita Czerwińska, rzecznik PiS.

Skąd informacje Martynowskiego? - Od posłów w klubie usłyszałem, że niektórzy wycofują te podpisy. Gdyby to było w Senacie, mógłbym wymienić nazwiska - mówi nam Martynowski. - Natomiast wśród posłów nie mam instrumentu weryfikacji: czy ktoś rzeczywiście zrezygnował z tego podpisu. Na pewno były wątpliwości - precyzuje.

W opinii senatora, klub PiS nie powinien iść w kierunku proponowanych zmian i "obarczać pracodawców obowiązkiem sprawdzania pracowników". - Oni mają inne obowiązki. Poza tym nie bardzo rozumiem, jak mieliby wyegzekwować informacje od pracowników. W tej chwili mamy rynek pracowników, a nie pracodawców - tłumaczy senator PiS. - Po drugie, co w razie odmowy udostępnienia informacji? Musiałbym zapoznać się ze szczegółami projektu. Na pewno ustawa powinna być projektem rządowym, mogłaby ewentualnie nieść profity dla tych, którzy są zaszczepieni - dodał.

Zdaniem naszych informatorów, na niechęć polityków PiS do projektu ma wpływ także o. Tadeusz Rydzyk. - Do tego mamy bunt tych, którzy wcześniej sprzeciwiali się "piątce dla zwierząt". Szeregowi posłowie nie chcą niepokojów społecznych - tłumaczy nam jeden z posłów PiS. - Tam słychać, że nie można robić wielkiego problemu: wcale tak wielu ludzi nie umiera albo umrą, bo i tak mieli umrzeć. To straszne, ale tak jest - dodaje.

Z rozmów, które przeprowadziliśmy z posłami Zjednoczonej Prawicy wynika, że podział wcale nie jest jednoznaczny. Chociaż z toruńską rozgłośnią jest kojarzona na przykład Gabriela Masłowska, prywatnie należy do zagorzałych zwolenników szczepień.  

Czasem cicho, czasem głośno

Oddajmy głos Bartłomiejowi Wróblewskiemu - politykowi poważanemu w środowisku o. Rydzyka, zagorzałemu przeciwnikowi aborcji, a w przeszłości także "piątki dla zwierząt". - W okresie pandemii państwo ma prawo, a nawet obowiązek podejmować różne działania w zakresie bezpieczeństwa. Ale również w tym czasie muszą być brane pod uwagę wartości konstytucyjne: wolność jednostki, jej autonomia, prawo do prywatności - tłumaczy Wróblewski.

Jak mówi nasz rozmówca z PiS, na początku pandemii "trudno było ocenić skalę zagrożenia, więc trzeba było zachować dużą ostrożność". - Teraz wiemy już więcej i rozumiemy: gdy człowiek się szczepi, nosi maseczkę i się pilnuje, ryzyko znacznie spada. Sytuacja jest dynamiczna i dlatego trzeba ważyć racje: konstytucyjne, kształt ustawy i zmienne dotyczące stanu pandemii - precyzuje poseł PiS kojarzony z Radio Maryja.

Nieoficjalnie słychać, że Bartłomiej Wróblewski może zagłosować przeciwko rozwiązaniom proponowanym przez Hoca. Takich posłów jak on ma być więcej. Wątpliwości ma np. Anna Kwiecień, która w rozmowie z Interią przekonuje, że ustawa ma być przede wszystkim skuteczna i czeka na jej ostateczny kształt. Inny poseł PiS, Władysław Kurowski: - Nie mam żadnych pretensji do tych, którzy się szczepią, ani do tych, którzy się nie szczepią. To jest ich wybór, więc wydaje mi się, że na dzisiaj nie jest potrzebna ta ustawa.

Są jednak i tacy, którzy nie gryzą się w język, a ich stanowisko jest bardzo wymowne. Należy do nich chociażby Maria Kurowska z Solidarnej Polski. - Będę głosować przeciw (propozycjom Hoca - red.), jestem przeciwna segregowaniu ludzi. Tym bardziej, że szczepienia nie są do końca skuteczne. Dzisiaj dostałam informację z mojego miasta: osoba po dwóch szczepionkach dostała covida i zmarła. Jeśli ktoś chce się szczepić, niech to robi. Ale przede wszystkim powinniśmy leczyć - argumentuje Kurowska.


Posłanka wybrana w Jaśle uważa, że obecnie "nie ma procedur leczenia" pacjentów zakażonych koronawirusem. Zdaniem parlamentarzystki, dobrymi metodami walki z COVID-19 są m.in. amantadyna czy iwermektyna. Denerwuje ją słuchanie wypowiedzi wyłącznie tych samych profesorów. Uważa, że media powinny zapraszać również tych, którzy myślą inaczej.

- Widać dużo absurdów. Wchodzimy przecież, nawet do restauracji sejmowej i ściągamy wtedy maski, rozmawiamy ze sobą. Wtedy wirus nie przechodzi? - pyta posłanka Solidarnej Polski. Jak przekazała Interii, sama chorowała na COVID-19. Nie zamierza się jednak szczepić. - Przechorowałam raz, przechorowałam drugi raz. Leczyłam się sama. Bo po co inaczej, skoro mamy taką służbę zdrowia, że tylko szczepi, a nie leczy? Nie jestem zagrożeniem dla nikogo, bo jestem ozdrowieńcem. Byłam bardzo słaba, ale sobie poradziłam - podsumowała Maria Kurowska. 

Według oficjalnych statystyk podawanych przez Ministerstwo Zdrowia w Polsce na COVID-19 zachorowało do tej pory 3 397 634 Polaków. Zmarło 81 626.

Łukasz Szpyrka, Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama