Reklama

Reklama

Prof. Simon: Cenię wolność, ale nie kosztem kolejnych trupów

Prof. Krzysztof Simon podczas szczepienia przeciw COVID-19 /Marek Berezowski /Reporter

- W sytuacji, kiedy lokalnie nastąpi oblężenie szpitali, dojdzie do blokady miejsc - powinniśmy wprowadzać lokalne lockdowny - uważa prof. Krzysztof Simon. Przyznaje też, że jest zdegustowany postawą części Zjednoczonej Prawicy. - Prospołeczne i profesjonalne wypowiedzi pana senatora Jackowskiego czy posła Piechy są znakomite, potrzebne i ważne. Natomiast dalej ma się dobrze zaściankowa część obozu władzy, która blokowała to, co ustalaliśmy z panem premierem i ministrem Niedzielskim w ramach Rady Medycznej - stwierdza. Jego zdaniem, te osoby ponoszą odpowiedzialność za "te 500-600 zgonów dziennie w ubiegłych miesiącach". O zachowaniu posłów odmawiających noszenie maseczek mówi: "warcholstwo i chwalenie się własną głębią braku wykształcenia".

Jolanta Kamińska, Interia: Właściwie przygotowaliśmy się na piątą falę?

Prof. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, były członek Rady Medycznej: - W ogóle się nie przygotowaliśmy. Już czwarta fala była puszczona na żywioł, poza programem szczepień, zabrakło określonych restrykcji. Teraz Ministerstwo Zdrowia zaaktywizowało swoje działania i być może wreszcie przebije się przez swoje zaplecze polityczne. Ale reagujemy za późno.

Przysłowiowe mleko się rozlało, co pokazują wysokie wskaźniki zakażeń. Co pan radzi?

Reklama

- Metodą osłabienie uderzenia Omikrona jest wprowadzenie ograniczeń w mobilności osób nieszczepionych, a wiec paszporty covidowe już wymagane prawie w całym cywilizowany świecie oraz egzekwowanie stosowania masek i dystansu - to po pierwsze. Po drugie szeroki program szczepień. Na Omikron o wiele lepiej reagują osoby zaszczepione trzema dawkami. Te 25 proc. Polaków, którzy przyjęli boostera i ci, którzy w ostatnim czasie chorowali, są najlepiej zabezpieczeni przed zakażeniem Omikronem, ciężkim przebiegiem choroby, a przed zgonem w prawie w stu procentach. Pozostali nie. 

Niektórzy eksperci twierdzą, że masowe zakażanie się ma swoją zaletę, bo spowoduje, że zyskamy wreszcie odporność populacyjną.

- Większość się zakazi. To pewne. Ale pomyślmy o konsekwencjach. Zakażą się zaszczepieni, co nie oznacza, że będą przechodzić chorobę. Natomiast osoby niezaszczepione zakażą się i w około 20 proc. przypadków przechorują COVID-19 szczególnie ciężko, zwłaszcza te w immunosupresji, czyli z upośledzoną odpowiedzią immunologiczną na zakażenie, ale też na szczepienie. Część z nich umrze. Pacjentów na oddziałach covidowych nie jest teraz wielu. Jednak równocześnie rejestrujemy ogromne liczby dodatnich wyników. Za kilka dni odczujemy to w szpitalach.

Fala Omikrona zaleje oddziały. Nie ma pan co do tego żadnych wątpliwości?

- Spodziewaliśmy się we wrześniu, że będzie fala wywołana wirusem Delta, która spowoduje znaczną liczbę zgonów. I tak się stało. A jednocześnie nie wprowadzono ograniczeń, które by to powstrzymały. 

Ogólnokrajowego lockdownu nie będzie, tak mówi minister.

- Takie działanie nie ma już sensu. 56 proc. Polaków jest zaszczepionych i nie można ograniczać im funkcjonowania wskutek działalności zacietrzewionej mniejszości. Natomiast uważam, że w sytuacji, kiedy lokalnie nastąpi oblężenie szpitali, dojdzie do blokady miejsc - powinniśmy wprowadzać lokalne lockdowny, pewną ich formą jest oczywiście izolacja osób zakażonych czy kwarantanna. 

Po co? Na razie rząd planuje zwiększać liczbę łóżek dla pacjentów z COVID-19. Plan "B" to aż 60 tys. miejsc.

- Można nawet 100 tys. łóżek przygotować. Ale kto je będzie obsługiwał? To jest 40-milionowy kraj. Ludzie mają wypadki, urazy, zawały, zatory, nowotwory - gdzie oni mają być wtedy hospitalizowani, przez kogo? Już mamy gigantyczny problem we Wrocławiu z ratownikami medycznymi, po prostu nie ma ludzi. 

Podoba się panu poszerzenie testowania, także w aptekach?

- Każde postępowanie - do czego zachęcaliśmy jako Rada Medyczna, której byłem członkiem - jest słuszne, jeśli ogranicza epidemię. Czy akurat to jest skuteczna metoda, tego nie wiem. Niestety wiele naszych rekomendacji trafiało w próżnię.

Prof. Krzysztof Simon: Nie zamierzam być listkiem figowym do tragedii 


Poczuł pan ulgę rezygnując z członkostwa w Radzie Medycznej?  

- Nie. Zawsze deklarowałem i nadal deklaruję, że niezależnie od tego, kto i jak rządzi mam postawę propaństwową i propatriotyczną. Natomiast nikt normalny nie może wziąć na siebie odpowiedzialności za brak podejmowania działań ograniczających pandemię, na które decydują się kraje Europy Zachodniej. Słyszeliśmy opinie, że jako Rada Medyczna jesteśmy listkiem figowym do tragedii. Ja nie zamierzam być takim listkiem.

Prof. Zybertowicz uważa, że w obliczu pandemii nawet najlepsi eksperci są zagubieni. Czuł pan takie zagubienie?

- Prof. Zybertowicz jest socjologiem i chyba nie ma szerszej wiedzy o walce z epidemią. Jako członkowie Rady Medycznej nie byliśmy i teraz też nie jesteśmy zagubieni. Jesteśmy za to zdegustowani postawą części, podkreślam części Zjednoczonej Prawicy. Prospołeczne i profesjonalne wypowiedzi pana senatora Jackowskiego czy posła Piechy i wielu innych osób, są znakomite, potrzebne i ważne. Natomiast dalej ma się dobrze zaściankowa część obozu władzy, która blokowała to, co ustalaliśmy z panem premierem i ministrem Niedzielskim. Skoro te osoby sprawują władzę, to ponoszą też odpowiedzialność za brak koniecznych decyzji podobnych do tych podejmowanych w państwach europejskich i za te 500-600 zgonów dziennie w ubiegłych miesiącach. 

Minister zdrowia był skłonny wprowadzać wasze rekomendacje, gdyby nie sprzeciw w jego obozie władzy? Mówił wam o tym?

- Kiedy jest epidemia i umiera dziennie 600 osób z powodu choroby zakaźnej, której szerzenie się można w pewnym stopniu ograniczyć, a w każdym razie istotnie zmniejszyć jej konsekwencje, to trudno deliberować o polityce, stołkach i apanażach. Trzeba ratować ludzkie życie. Na tym właśnie polega patriotyzm, a nie na ostentacyjnym wchodzeniu na salę sejmową bez maseczki i narażaniu innych posłów czy senatorów.

Przeciwnicy szczepień oraz restrykcji patrzą na takich posłów i chwalą ich postawę. A pan co myśli?

- Warcholstwo - typowe dla ludzi chcących zaistnieć, a nie mających innych argumentów - i chwalenie się własną głębią braku wykształcenia. Najgorsza rzecz - to celowe szkodzenie interesowi państwa. Przecież w niektórych sąsiednich krajach tylko zacierają ręce, patrząc na to, co się nie tylko u nas dzieje. Może to był cel siania dezinformacji w Europie. Zastawia mnie, dlaczego ci ludzie zwalczają uznane metody walki z pandemią?

Bo uważają je za nieskuteczne i godzące w ich wolność. Mają "gen sprzeciwu". Każdy znajdzie swoje wytłumaczenie.

- Wie pani, że jestem z przekonania liberałem z takim prospołecznym akcentem i cenię wolność, ale nie kosztem kolejnych trupów. Dobrze że jest "gen sprzeciwu", ale on powinien być kierowany przeciwko cynicznym, niedouczonym politykom, łobuzom, fałszerzom informacji, "złym prorokom"; Bo co mają osoby z "genem sprzeciwu" w zamian do zaproponowania? Nie podoba się kwarantanna, izolacja, nie podobają się szczepionki? To są podstawowe narzędzia walki z epidemiami, z powodzeniem stosowane od lat, szczególnie przy braku wysoce skutecznych leków. Nagle to wszystko jest negowane. Co w zamian? Mamy iść na żywioł? Kto weźmie odpowiedzialność za taką katastrofę, przecież wtedy doszłoby do masowych zgonów! Kto wtedy będzie obsługiwał tych pacjentów? Chętnie usłyszę o innych, skuteczniejszych sposobach walki z pandemią niż te, które funkcjonują w świecie.

Kwestia szczepień i restrykcji z czasem budzi coraz więcej emocji. Agresja i nienawiść szerzą się nie tylko w sieci.

- I na to jest przyzwolenie. Widziałem samochód, który jeździ i namawia, żeby się nie szczepić, bo szczepionka wytwarza jest z ludzkich płodów. Przecież to sianie prymitywnej dezinformacji i zniechęcanie ludzi, szczególnie tych religijnych do jedynego skutecznego postępowania w związku z pandemią, którym jest szczepienie. Kto to finansuje i kto to organizuje? Tym bardziej, że nie każdy może się zaszczepić i nie każdy, niestety, odpowie na to szczepienie uzyskaniem odporności. I tu jest problem. Właśnie tych ludzi powinniśmy chronić. Ja mam takie podejście - prospołeczne, za co jestem brutalnie zwalczany. Otrzymuję wyroki śmierci, słyszę, że poderżną mi gardło i że jestem jak dr Mengele...


Prof. Simon: Wirus, żeby przetrwać, musi tracić swoją agresywność


Co dalej? Pandemie trwają zazwyczaj dwa lata - mówił minister zdrowia. To znaczy, że po fali spowodowanej wariantem Omikron sytuacja się ustabilizuje?

- Każdy patogen, który jest śmiertelny - zabija swojego żywiciela, jest patogenem biologicznie samoeliminującym się, bo ginie wraz z zakażoną osobą. Wirus, żeby przetrwać w populacji przy dużej zakaźności musi tracić swoją agresywność. Wysoką zakaźność już obserwujemy, a patogenność rzeczywiście się zmniejsza. Sądzę, że przejdziemy w tryb endemii lub nawracających okresowo epidemii, a problem będzie cykliczne powracać co rok. Już mamy inne cztery koronawirusy, które wywołują chorobę przeziębieniową od tysięcy lat.  

Będziemy zupełnie normlanie żyć z koronawirusem SARS-Cov-2?

- Osoby zaszczepione w pełni - trzema dawkami, które odpowiedziały na szczepienie - tak. Choć najprawdopodobniej trzeba będzie co pewien okres się doszczepiać. Obecnie nie ma lepszych metod zapobiegania chorobom zakaźnym niż szczepienia, co nie znaczy że to jedyne metody podnoszące naszą odporność i należy je wszystkie łącznie stosować, aby osiągnąć sukces epidemiologiczny.

A co z resztą, która nie chce się szczepić?

- To zależy od cech wirusa i jego zmienności. Prawdopodobnie wirus będzie zachowywał się jak grypa sezonowa. Cześć pacjentów nigdy się nie zakazi, bo ma wrodzoną odporność na niektóre patogeny, u części zakażenie będzie przebiegało bezobjawowo - szczególnie tych młodszych wiekowo, a u części - ludzi starszych wiekowo i innych z istotnym chorobami upośledzającymi odpowiedź immunologiczną, dojdzie do pełnoobjawowej choroby z wysokim odsetkiem ryzyka zgonu, tak jak to się dzieje w tego typu zapaleniach płuc.

Rozmawiała Jolanta Kamińska 

Czytaj także: "Różowe oko". Występuje u zakażonych Omikronem 

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy