Rosja zyskuje sojusznika. "Atrakcyjny partner"
Mogłoby się wydawać, że po inwazji Rosji na Ukrainę Moskwa znajdzie się w całkowitej izolacji. Są jednak kraje, które nie tylko nie odsunęły się od tego kraju, ale zdecydowały się na poprawę stosunków z Kremlem. Takim państwem jest Kirgistan. - Mimo oficjalnej neutralności, od początku wojny utrzymywał najbardziej prorosyjskie stanowisko wśród państw Azji Środkowej - mówi w rozmowie z portalem Meduza Temur Umarow, analityk, badacz Carnegie Endowment for International Peace.

Carnegie Endowment for International Peace to bezpartyjna organizacja z główną siedzibą w Waszyngtonie, zajmująca się sprawami międzynarodowymi.
Portal Meduza przypomina, ze wśród przedstawicieli siedmiu krajów, którzy wzięli w tym roku udział w paradzie w Moskwie z okazji Dnia Zwycięstwa, tylko jeden potwierdził swoją wizytę wcześniej. Był to właśnie prezydent Kirgistanu Sadyr Dżaparow.
Wojna. Ignorowany sąsiad staje się atrakcyjnym partnerem
Jeszcze przed pełnowymiarową wojną w Ukrainie Kirgistan - jako najuboższy i jeden z najbardziej niestabilnych w regionie - nie był interesującym partnerem dla Kremla. Dlaczego?
- W Kirgistanie regularnie dochodziło do zamachów stanu. Władimir Putin (...) uważa przywódców, którzy dochodzą do władzy "po drugiej stronie ulicy" i którzy "podważają system" za outsiderów - wskazuje Temur Umarow. Przed wojną - jak wyjaśnia ekspert - to Dżaparow starał się "w każdy możliwy sposób" przyciągnąć uwagę Putina i pokazać mu, że podziela wartości stabilności i konserwatyzmu.
Prorosyjskość Kirgistanu przejawia się bowiem - jak czytamy w wywiadzie - z postawy samego prezydenta tego kraju.
Dżaparow jednego z pierwszych wywiadów po objęciu prezydentury udzielił w języku rosyjskim, mimo że zwykł mówić po kirgisku - wskazuje Umarow.
Zwraca też uwagę, że po rosyjskiej inwazji na Ukrainę prezydent Kirgistanu podczas rozmowy z Putinem stwierdził, że jego kraj popiera interesy Rosji w "ustabilizowaniu kwestii bezpieczeństwa w Europie". Zdanie to zostało opublikowane tylko na oficjalnej stronie Kremla - nie na kirgiskich stronach urzędowych.
Poprzednie wypowiedzi Dżaparowa wskazują jednak, że cytowane słowa rzeczywiście padły. Przywódca Kirgistanu krótką przed wojną oświadczył w mediach społecznościowych, że uznanie przez Rosję samozwańczych republik ługańskiej i donieckiej jako "środek ochrony ludności". - Kirgistan rozumie, że jego zależność od Rosji jest dużo większa niż np. Kazachstanu czy Uzbekistanu - zauważa Umarow.
Dlatego też, jak czytamy, w obliczu kolejnych międzynarodowych sankcji nakładanych na Rosję Kirgistan stara się pokazać jako atrakcyjny partner dla sąsiedniego mocarstwa. I rzeczywiście nim się jest, stając się "oknem".
Putin jako wzór
Umarow wskazuje też na osobiste pobudki prezydenta Dżaparowa. - On sam zamierza przekształcić Kirgistan w autokrację - mówi. - Już nieraz publicznie stwierdził, że trzeba zakończyć eksperyment z demokracją. Że "potrzeba silnej ręki" - i teraz tą silną ręką jest on. Przepisał konstytucję, został wybrany i ma już znacznie większą władzę niż jego poprzednicy - wylicza analityk. Jak wskazuje, Rosja i Władimir Putin to dla Dżaparowa wzór do naśladowania w kwestiach autorytarnej stabilności.