Reklama

Reklama

Bortniczuk o sprawie Mejzy: Nikt nie został realnie oszukany

- Nic nie wskazywało na przestępstwo o charakterze karnym, w związku z tym, że nikt nie został realnie oszukany, żadnej złotówki od nikogo nie wzięto - tak minister sportu Kamil Bortniczuk komentował sprawę Łukasza Mejzy. W środę Sejm zajmuje się wnioskiem opozycji o odwołanie Bortniczuka w konsekwencji doniesień medialnych w sprawie Mejzy, który był wiceministrem sportu do 24 grudnia 2021 r.

We wtorek sejmowa Komisja Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki zajęła się wnioskiem Koalicji Obywatelskiej o wyrażenie wotum nieufności wobec Ministra Sportu i Turystyki Kamila Bortniczuka. Złożony na początku grudnia wniosek był pokłosiem doniesień w sprawie zastępcy Bortniczuka - Łukasza Mejzy.

Jeszcze w grudniu tak posłowie opozycji argumentowali wniosek o odwołanie ministra sportu. - Brak jakiejkolwiek politycznej reakcji i próba przejścia nad tymi haniebnymi czynami do porządku dziennego powoduje, że jesteśmy zmuszeni złożyć wniosek o wotum nieufności dla bezpośredniego przełożonego pana Mejzy, czyli ministra sportu i turystyki - mówił wówczas Borys Budka, przewodniczący klubu KO, nawiązując do sprawy Mejzy.

Reklama

Opozycja: Nie ma przyzwolenia, aby Polska była korumpowana

Na posiedzeniu komisji, wniosek uzasadniał Marek Sowa z Koalicji Obywatelskiej. - Mechanizm sprawowania władzy przez obecny obóz rządowy. Państwo tego nawet nie ukrywacie. Uważacie, że każda cena może być zapłacona, byle tylko obóz Zjednoczonej Prawicy miał większość parlamentarną - stwierdził.

- Nie ma naszego przyzwolenia na to, aby Polska była korumpowana, aby rządy były sprawowane w taki właśnie sposób. Dlatego pomimo odwołania już dzisiaj Łukasza Mejzy z funkcji sekretarza stanu i pełnomocnika z Ministerstwa Sportu i Turystyki, uznajemy, że wniosek w stosunku do ministra Kamila Bortniczuka jest jak najbardziej zasadny, bo trudno te dwie postacie rozdzielić - mówił dalej Sowa.

- Razem wchodzili, razem działali, razem tworzyli zaplecze polityczne PiS w Partii Republikańskiej, chyba nawet mają podobne funkcje w tym ugrupowaniu - dodał poseł.

Bortniczuk: Nikt nie został oszukany, żadnej złotówki nie wzięto

Sowie odpowiedział obecny na posiedzeniu komisji Kamil Bortniczuk. - Chciałem powiedzieć, że Łukasz Mejza nie został odwołany, a sam podał się do dymisji. To była jego decyzja, zrobił to bezpośrednio przed świętami Bożego Narodzenia - zaczął minister.

- Pomimo, że minęło już od tego czasu kilka tygodni, nie wiadomo mi nic na ten temat, że Łukaszowi Mejzie postawiono jakiekolwiek zarzuty o jakimkolwiek charakterze. Fakt jest taki, że po doniesieniach prasowych, które rzeczywiście wskazywały na możliwość prowadzenia działalności, która była wątpliwa pod kątem moralnym, ale nic nie wskazywało tam na przestępstwo o charakterze karnym, w związku z tym, że nikt nie został realnie oszukany, żadnej złotówki od nikogo nie wzięto, żadnej faktury nie wystawiono, Łukasza Mejza pod ciężarem tych oskarżeń medialnych podał się do dymisji - stwierdził Bortniczuk.

- Zarzuty tylko i wyłącznie medialne, brak zarzutów prokuratorskich, brak nawet przesłanek sugerujących, że mogło tam dojść do przestępstwa. Jest tylko wymiar moralny przede wszystkim - komentował sprawę Mejzy Bortniczuk.

"Nie możesz panie ministrze udowadniać, że nic się nie stało"

Podczas debaty nad wnioskiem, Bortniczuka bronili posłowie PiS. - Ma na pewno będziemy jako Prawo i Sprawiedliwość tutaj na komisji i myślę, że większość, tutaj zachęcam posłów, aby głosować przeciwko wnioskowi o wotum nieufności - mówił Marek Matuszewski. Zdaniem Tomasza Latosa procedowana sprawa "to nic innego jak wniosek polityczny". Dodał, że wniosek składa się z insynuacji, pomówień, "pytań w stylu raczej brukowca, niż poważnych polityków". 

Mariusz Kałużny stwierdził, że Marek Sowa "nie trafił ani razu w piłkę" argumentując wniosek o wotum nieufności dla ministra sportu. - Proszę pana, pan składa wniosek o odwołanie ministra Bortniczuka, a 70 proc. treści jest na temat pana Mejzy, który już nie jest ministrem - ocenił poseł.

Posłom PiS odpowiadała Jagna Marczułajtis-Walczak z KO. - Tu chodzi tak naprawdę o polityczne ogrywki między Zjednoczoną Prawicą i z powodu tego, że ZP zaczęła tracić większość sejmową, to nagle po kilkunastu miesiącach powstał pomysł odrodzenia ministerstwa sportu, aby po prostu umieścić w nim kilku wiernych Zjednoczonej Prawicy osób, które będą po prostu głosować zgodnie z PiS - mówiła. - Są tworzone sztucznie stanowiska sekretarzy stanu lub odradzane, zagrzebane kilkanaście miesięcy wcześniej ministerstwa, żeby utrzymać większość sejmową. (...) Ten nasz wniosek jest wnioskiem politycznym, bo nie zgadzamy się jako Koalicja Obywatelska na to, żeby taki handel polityczny stołkami dotyczył ministerstwa sportu - dodała.

Ireneusz Raś z Koalicji Polskiej zwrócił się bezpośrednio do Bortniczuka. - Nie możesz panie ministrze w tej chwili udowadniać, że nic się nie stało - powiedział. - Jak minister powinieneś się też Kamilu odnieść do tej sytuacji krytycznie. To, że ty mówisz, że Mejza sam podał się do dymisji, to nawet wydaje mi się, przez ten czas, kiedy toczyło się to teatrum wokół sportu, (...) i ty nie złożyłeś wniosku o odwołanie ministra Mejzy, to uważam jest twój błąd w tej sprawie - mówił dalej.

Bortniczuk: Mejza został powołany do rządu na wniosek Glińskiego

Po debacie ponownie głos zabrał Kamil Bortniczuk. - Państwo wielokrotnie wyciągaliście taki wniosek jakobym ja stał za pojawieniem się Łukasza Mejzy w polskiej polityce, w polskim rządzie. Państwo nie pamiętacie, że Łukasz Mejza do rządu trafił kilka tygodni przede mną. Kilka tygodni przed powołaniem Ministerstwa Sportu i Turystyki, został powołany na wniosek pana premiera Piotra Glińskiego, do Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu na stanowisko sekretarza stanu i pełnomocnika ds. nowych technologii w sporcie. Wszystkich sekretarzy stanu, którzy pracują razem ze mną czy pracowali, tak jak w przypadku Łukasza Mejzy, ja przejąłem z innych ministerstw - stwierdził.

- Odpowiadając dlaczego nie złożyłem wniosku (o odwołanie Mejzy). Byłem przekonany, że Łukasz Mejza, przeprowadzając z nim wiele rozmów, sam podejmie taką decyzję w sytuacji, kiedy sam do niej dojrzeje. Uważam, że to było najlepsze rozwiązanie, to co się ostatecznie stało - dodał minister sportu.

Przed zakończeniem posiedzenia głos zabrał jeszcze Marek Sowa reprezentujący wnioskodawców. - Łukasz Mejza został powołany na sekretarza stanu w MKDNiS 15 października, ale nominacja, zarówno pana ministra Bortniczuka, jak i pana ministra Mejzy, została ogłoszona przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego 13 października ubiegłego roku w wywiadzie (...). Proszę tutaj nie zaklinać rzeczywistości, że to nie był pakiet - powiedział poseł.

Ostatecznie komisja, głosami posłów PiS, negatywnie zaopiniowała wniosek o odwołanie ministra sportu. Zgodnie z zaplanowanym harmonogramem, Sejm ma się zająć wnioskiem o wyrażenie wotum nieufności wobec Kamila Bortniczuka w środę o godz. 21.

Sprawa Łukasza Mejzy

Sprawa Mejzy zaczęła się od szeregu artykułów, które Wirtualna Polska opublikowała na jego temat. Opisała w nich działalność dawnej firmy Łukasza Mejzy oferującej wyjazdy zagraniczne osobom nieuleczalnie chorym (w tym dzieciom), m.in. na nowotwory, Alzheimera czy Parkinsona. Firma miała oferować kosztowne leczenie metodami uznawanymi na całym świecie za niesprawdzone i niebezpieczne. Według portalu interes Mejzy nie wypalił, za to pozostawił po sobie wielu oszukanych pacjentów i ich rodziny.

Mejza odniósł się do sprawy podczas konferencji prasowej 8 grudnia. Publikacje określił jako "największy atak polityczny po 1989 roku". Dodał też, że "atak ten jest wymierzony we mnie, ale jego celem jest obalenie większości rządowej". Dwa dni później Mejza poinformował, że zawiesza swój udział w pracach Ministerstwa Sportu i Turystyki.

23 grudnia napisał w oświadczeniu, że "W poczuciu odpowiedzialności za Polskę i obóz Zjednoczonej Prawicy, doskonale rozumiejąc przy tym twarde reguły politycznej gry, (...) podjąłem decyzję o dobrowolnym podaniu się do dymisji ze stanowiska Sekretarza Stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki". Dzień później rzecznik rządu Piotr Müller poinformował, że premier Mateusz Morawiecki odwołał Mejzę ze stanowiska w MSiT.

Łukasz Mejza jest posłem od marca 2021 roku, kiedy objął mandat po zmarłej Jolancie Fedak - posłance Koalicji Polskiej. Jednak po wejściu do Sejmu Mejza nie przystąpił do klubu KP, tylko pozostał niezrzeszony. W październiku objął funkcję wiceministra MSiT z rekomendacji Partii Republikańskiej, której przewodzi Adam Bielan. W sejmowych głosowaniach wspierał Zjednoczoną Prawicę. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy