Reklama

Reklama

​Co zrobi Tusk?

Przy okazji politycznych przepychanek media zauważyły (Interia również), że mamy zimną wojnę na linii Tusk-Czarzasty. I zaczęły spekulować, dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ten Tusk tak szarpie młodszego kolegę? Odpowiedź na to pytanie jest chyba dość prosta - bo chce i musi.

Rozgrywka Platforma kontra lewica będzie jedną z ważniejszych politycznych gier w roku 2022. Tak podpowiada kalendarz - przed wyborami 2023, i Tusk, i Kaczyński muszą wyczyścić polityczną scenę. Żeby na polu bitwy zostało ich tylko dwóch. Kaczyński musi więc "wyjaśnić" status Ziobry, i osłabić Konfederację. Tusk - dobrać się do wyborców Hołowni i lewicy.

Czytaj również: Lewica otoczona kordonem sanitarnym

To chyba każdy zauważył - powrót Tuska do polskiej polityki nie okazał się powrotem na białym koniu. Owszem, uratował on Platformę przed upadkiem, ale nic więcej. Platforma od tygodni notuje w sondażach 25 proc. poparcia, i raczej nikt nie spodziewa się, że za chwilę ruszy ostro w górę. A do tych przynajmniej 45 proc., co dałoby jej w Sejmie większość, jeszcze sporo brakuje.

Reklama

Więc o to toczyć się będzie w najbliższych miesiącach gra - jak z tych 25 proc. wycisnąć dwa razy tyle.

Tusk działa w tej sprawie dwutorowo. Po pierwsze, przy każdej okazji kopie po kostkach Hołownię i Czarzastego. To są mało subtelne gry. O Hołowni mówi tak jakby wspólne listy były oczywistością, czyli traktuje go jak swego czasu PO potraktowała Nowoczesną - że oto jeden z członków rodziny zagniewał się na nas, ale za chwilę wróci. W ten sposób przemawia do sympatyków Hołowni prostym komunikatem - i tak twój głos pójdzie na PO. Zasysa więc ich dobrocią.

Z lewicą jest inaczej. On jej wyborców demobilizuje. Wrzutkami typu - no, jeśli chodzi o partię pana Czarzastego to nie wiadomo, czy ona nie pójdzie z PiS-em... Oczywiście, taka insynuacja jest dewastująca, bo zdecydowana większość elektoratu lewicowego nie znosi PiS-u, i sama myśl, że ich partia mogłaby znaleźć się w sojuszu z Kaczyńskim budzi w nich najgorsze reakcje. Ten elektorat jest też zdegustowany wojnami wewnątrz lewicy, stylem działania, Czarzasty bardziej odpycha niż przyciąga, w sondażach to widać.

Oczywiście, nie ma szans, by wszyscy sympatycy Hołowni i lewicy nagle pobiegli pod skrzydła Tuska. Jakieś powody przecież są, że nie chcą głosować na PO, że są w innych miejscach politycznej sceny.

Platforma niczym soft PiS

Każdy z nas potrafi je wymienić - pamięć Tuska-premiera jest w kraju wciąż żywa, zresztą żeby tak było, pracują w pocie czoła pisowskie media. Tusk budował Polskę dwóch prędkości, dużych miast i reszty kraju, i to mu się pamięta. Wystarczy zresztą zobaczyć, gdzie wygrywa PO, a gdzie PiS. Lewica z kolei pamięta mu wmawianie wszystkim, że nie wolno ruszać takich spraw jak stosunki Państwo-Kościół czy prawa kobiet, a także osób LGBT,  bo to niszczy "konsensus" społeczny. I hasło, że w ogóle dobrze jest jak jest, a związki zawodowe mają siedzieć cicho.

Dla wyborców lewicy Platforma była więc niczym wersja soft PiS-u. Zaczynając od swego zachowania - to przemawianie ex cathedra, wmawianie ludziom, że jest świetnie, i że władza plus zblatowana z nimi grupa dziennikarzy wiedzą wszystko najlepiej, że świat nas podziwia - wtedy, bo byliśmy zieloną wyspą, teraz, bo jesteśmy niezależni i bronimy Europy... Podlizywanie się biskupom... Wspominanie "Solidarności" i jednocześnie społeczny egoizm... Gromady kumpli bogacących się z niczego...  I tak można wymieniać.

Jest więc cała masa wyborców, którzy PiS traktują jako zło absolutne, ale na PO też nigdy nie zagłosują. Koncepcja Tuska sprowadza się więc do tego, by tych wyborców pod jego skrzydła przywlókł i Hołownia, i Czarzasty, i Kosiniak-Kamysz. Ale żeby za to za dużo nie chcieli, i żeby swoją obecnością na wspólnej liście nie drażnili tych z drugiej strony wielkiej opozycyjnej koalicji, muszą być maksymalnie słabi. Żeby o wspólną błagali, tak jak Czarzasty prosił się Schetyny w roku 2019. A ich wyborcy muszą być zastraszeni PiS-em, tak żeby o niczym innym już nie myśleli. Platformerscy dziennikarze akcję zaganiania do PO, szantażu demokratycznego, mniej lub bardziej świadomie już prowadzą. 

Patrząc z tej perspektywy, w interesie Tuska jest jak najmocniejsze nakręcanie atmosfery, budowanie grozy itd. Że idzie mu to łatwo, bo PiS swoimi głupimi działaniami mu sprzyja - to inna sprawa. W każdym razie taki Przemysław Czarnek ze swoimi pomysłami na edukację czy Zbigniew Ziobro wyciągający nas z Unii, to użyteczni idioci Donalda. Podobnie jak pani posłanka Żukowska, która chętnie wypowiada się na każdy temat, zawsze z podobną dezynwolturą, tak jakby realizowała na polecenie PO program ośmieszania swej partii.  

Tak to jest realizowane, takiego, politycznie, spodziewajmy się roku 2022.

Robert Walenciak 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje