Reklama

Reklama

Lewica otoczona "kordonem sanitarnym"

Donald Tusk przekonuje, że tylko zjednoczona opozycja może odsunąć Prawo i Sprawiedliwość od władzy. Jednocześnie w wielkiej koalicji nie widzi, przynajmniej na razie, Lewicy.

Donald Tusk w każdym wywiadzie podkreśla, że chce zjednoczyć opozycję, bo w jego mniemaniu jedynie taki scenariusz jest gwarantem odsunięcia PiS od władzy. Jego strategia jest jednak inna od poprzedników - Borysa Budki i Grzegorza Schetyny - bo Tusk nie widzi partnera w Lewicy. A i sama Lewica nie wydaje się być zainteresowana ściślejszą współpracą.

Dotąd Schetyna jako jedyny skutecznie doprowadził do zjednoczenia opozycji. To on przed wyborami do Parlamentu Europejskiego skonstruował Koalicję Europejską, której częścią była Lewica. Budka (i Rafał Trzaskowski - red.) mówił o koalicji 276, czyli koalicji większości partii opozycyjnych (poza Konfederacją), która byłaby w stanie odrzucić prezydenckie weto. W tym projekcie również przewidziano miejsce dla Lewicy.

Reklama

Tusk stawia znak zapytania przy Czarzastym

Z innego założenia wychodzi Donald Tusk, który od początku powrotu do polskiej polityki uporczywie nie wymienia Lewicy jako potencjalnego partnera na opozycji. A jeśli już to robi, to w takim kontekście, jak w ostatnim wywiadzie dla TVN24, stawiając przy Lewicy wielki znak zapytania. Na czym polega? - To na ile partia pana Czarzastego chce współpracować z PiS-em, a na ile chce zmienić tę władzę. Tej jasności nikt z nas dzisiaj nie ma - przekonywał Tusk.

Polityków i wyborców Lewicy takie słowa kłują. O co więc chodzi?

- Nikt chyba nie ma wątpliwości, że deklaracje to jedno, a czysta praktyka polityczna to drugie. Jak traktować partię, która głosuje za budżetem PiS? Jak nazywać partię, która regularnie daje przykłady, że wspiera obóz rządzący? - mówi nam jeden z polityków związanych z Lewicą.

To był zresztą powód do jednej z większych awantur na Lewicy w ostatnim czasie. W wakacje doszło do rozłamu w partii, a pod listem do Włodzimierza Czarzastego podpisała się połowa parlamentarzystów dawnego SLD. Wprost zarzucali przewodniczącemu paktowanie z PiS-em i autorytarne rządy. Najbardziej aktywny był wówczas Tomasz Trela, który dziś kompletnie zmienia podejście.

"Próba przyklejenia mnie i 29.999 członkiń i członków Lewicy do mejzowatych kolesi z Nowogrodzkiej, jest tak samo prawdziwa, jak to, że kandydatem Donalda Tuska na premiera będzie Szymon Hołownia. Zejdźmy na ziemię, pracujmy, przekonujmy i wygrajmy z tymi nałogowym psujami" - napisał w mediach społecznościowych Trela. Ten sam, który w lipcu przyklejał Czarzastego do PiS.

W tamtym czasie robił to również Robert Kwiatkowski, który po pół roku ostatecznie odszedł z partii i jasno deklaruje, że jego nowe koło Polskiej Partii Socjalistycznej jest w stanie "paktować" na temat koalicji z każdym - PO, PSL czy Hołownią. Pytamy go o słowa Tuska.

Wotum nieufności dla Platformy

- Rekomenduję, by czytać też Zandberga, który Krytyce Politycznej powiedział, że o negocjacjach koalicyjnych będziemy rozmawiać po wyborach, ale już dziś przesądza, że Tusk nie będzie premierem. To co najmniej wotum nieufności dla Platformy - przekonuje Kwiatkowski.

- Co do mnie - uważam, że trzeba pokonać PiS, ale wcześniej d’Hondta, czyli odpowiednio dostosować współpracę, by system działał na korzyść opozycji. Obłęd tej sytuacji polega na tym, że wyborcy Lewicy są totalnie antypisowscy, a kierownictwo partii mruga do PiS okiem. To zresztą powód, dla którego rozstaliśmy się z tą partią - dodaje w rozmowie z Interią.

Chłodne relacje na linii Platforma-Lewica trwają od pół roku. Czarzasty i Biedroń nie rozmawiają z Tuskiem, co jest zupełną nowością w ostatnim czasie, bo współpraca z Budką, Cezarym Tomczykiem i innymi ważnymi politykami PO w pierwszej połowie 2021 roku miała miejsce regularnie i często była przyjmowana z satysfakcją przez obie strony. Teraz to się zmieniło.

Może to być długofalowa koncepcja Tuska, który wracając do polskiej polityki postawił sobie za cel odbudowę centralno-konserwatywnego charakteru Platformy. Przekaz partii został stonowany i wyśrodkowany, a coraz rzadziej politycy PiS nazywają to ugrupowanie lewicowo-liberalnym, jak to miało miejsce za Budki i walczącego o prezydenturę Trzaskowskiego. Do głosu wrócili politycy wcześniej nieco odsunięci, ale jednak bardziej kojarzeni z centrowym podejściem, jak np. Radosław Sikorski czy Bartłomiej Sienkiewicz.

Ekstraklasa i pierwsza liga

- Gumkowanie Lewicy nie jest związane z konfliktem personalnym. Bo Tusk z Czarzastym nie mają po prostu relacji. Pierwszy od lat gra w Ekstraklasie, drugi dopiero niedawno wszedł do pierwszej ligi. Tu problemu bym nie szukał - podkreśla nasz rozmówca.

Jeśli w grę wchodzą osobiste relacje, to na nieco innym polu. Czarzasty od dawna pozostaje w konflikcie z byłym premierem Leszkiem Millerem, który z kolei pochlebnie wypowiada się o Tusku. Co więcej, bronił go nawet wtedy, gdy Tusk stracił prawo jazdy, o czym Interia informowała jako pierwsza.

- Obserwuję to od pewnego czasu i widzę, że Leszek Miller jest lizuskiem w stosunku do Donalda Tuska - powiedział Czarzasty w programie "Śniadanie Rymanowskiego w Polsat News i Interii". Lider Nowej Lewicy dodawał, że jego zdaniem były premier chce, by PO wystawiła go ponownie na listach w wyborach do europarlamentu.

- Kiedyś muszą się dogadać. Mówimy o ugrupowaniach skazanych na współpracę, czego dowodzi przykład Rzeszowa czy pakt senacki - uważa nasz rozmówca, który dodaje, że Lewica jest dziś otoczona "kordonem sanitarnym", bo wraz z powrotem Tuska osłabły jej relacje z PSL-em i Polską 2050 Szymona Hołowni.

Błąd wyborów w 2015 roku

Politycy Lewicy nie pozostają jednak dłużni i coraz śmielej odgryzają się Tuskowi. Tuż po wywiadzie byłego premiera rzecznik prasowy Artur Jaskulski mówił o kłamstwach lidera PO i mentalnym tkwieniu w 2015 roku. Do 2015 roku wraca też w rozmowie z Interią Krzysztof Śmiszek.

- Tusk realizuje dziś strategię sprzed ponad sześciu lat. Apelował w 2015 roku, by nie głosować na Lewicę i to mu się udało. W wywiadzie Tusk mówił o błędzie Czarzastego. No nie. Błąd popełnił Tusk, kiedy apelował o niepopieranie lewicy, przez co zabrakło nam 50 tys. głosów, a pozwoliło to zwiększyć liczbę mandatów PiS - uważa Śmiszek.

- To słowa bardzo niepotrzebne, które prowadzą opozycję na kurs kolizyjny. Lewica była, jest i będzie na najbardziej antypisowskich antypodach, a przyjmowanie tego typu narracji niczemu nie służy. Skoro Tusk tak mocno wali w Lewicę, to chciałbym usłyszeć, jaki jest jego stosunek do Konfederacji. Lewica nie musi się łasić do Platformy, tak samo jak nie muszą tego robić Hołownia czy PSL - dodaje polityk Lewicy.

Śmiszek: Co osiągnął Tusk?

Inny parlamentarzysta klubu Lewicy - Maciej Konieczny z Partii Razem - wprost mówi o nerwowej reakcji Tuska.

- Donald Tusk jest politykiem konserwatywno-liberalnym gospodarczo, więc to inny kierunek niż nasz. Nie wiem tylko, po co te nerwy. Nawet jeśli łączy nas wspólny cel, jakim jest obalenie PiS, to zdrowo jest, gdy się różnimy. Koncepcje, że wszyscy na opozycji muszą iść razem, nie służą nam dobrze - podtrzymuje Konieczny.

Śmiszek: - Tusk powinien być bardzo ostrożny w formułowaniu swoich sądów i wypowiedzi, bo leży na nim szczególna odpowiedzialność za słowa. Chciałbym dziś zapytać Tuska, co on osiągnął po powrocie do polskiej polityki? To, że namieszał po stronie opozycyjnej, że zabrał niektórym partiom poparcie, to jedno. Nie zabrał jednak nic z poparcia PiS-u. Jeśli mamy odsuwać PiS od władzy, to radzę wszystkim na opozycji partnerskie traktowanie.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama