Reklama

Reklama

Ustawa o in vitro budzi szereg zastrzeżeń. Prezydent ma jedno

Dziś prezydent Bronisław Komorowski oświadczył, że podpisał ustawę o leczeniu niepłodności. Zastrzeżenia zgłosił tylko do jednego punktu dokumentu i skierował go do Trybunału Konstytucyjnego. Nie ulega wątpliwości, że uchwalenie ustawy regulującej in vitro jest konieczne. Jednak zastrzeżenia ekspertów nie kończą się, jak w przypadku prezydenta, na jednej kwestii.

- Ustawę (o leczeniu niepłodności - przyp.red.) podpisałem i ona wejdzie w życie - ogłosił dziś prezydent Bronisław Komorowski.

- Nareszcie - Anna Krawczak, przewodnicząca Zarządu Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji Nasz Bocian decyzję Bronisława Komorowskiego ws. in vitro komentuje krótko. Stowarzyszenie wielokrotnie wskazywało na konieczność uregulowania tej kwestii. Jest ono również autorem petycji, w której wzywano prezydenta do podpisania ustawy.

Inaczej do sprawy podchodzi prawnik z Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. - Decyzję Bronisława Komorowskiego oceniamy negatywnie. Ta ustawa jest zła, ponieważ przyjmuje wiele wątpliwych rozwiązań - stwierdza bez wahania mec. Rafał Dorosiński. Instytut wielokrotnie wskazywał na uchybienia w ustawie.

Reklama

Jednym z częściej formułowanych zarzutów jest rozumienie przez ustawę pojęcia "zarodek" jako grupy komórek. - To wpływa negatywnie na wiele innych postanowień i zapisów tego dokumentu - twierdzi mec. Dorosiński.

Ustawa powinna mieć inną nazwę?

Problematyczna okazuje się także sama nazwa dokumentu - ustawa o leczeniu niepłodności. - Ten dokument niemal  w 99 proc. skupia się na rozwiązaniach adresowanych do około 0,5 proc. osób borykających się z niepłodnością - mówi  prawnik.  Jest o tym mowa  w uzasadnieniu załączonym do ustawy o leczeniu niepłodności. Na podstawie szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (wg której w krajach rozwiniętych ok. 10-15% par w wieku produkcyjnym dotkniętych jest niepłodnością) stwierdzono, że w naszym kraju odsetek ten jest podobny. W związku z tym dotkniętych niepłodnością jest ok. 1,2-1,3 mln par, z czego około 0,2-0,5 proc. wymaga leczenia z zastosowaniem technik wspomaganego rozrodu.

- To projekt ustawy o in vitro, o procedurze medycznie wspomaganej prokreacji, a nie o leczeniu niepłodności, jak sugeruje nazwa. Metodom innym niż in vitro poświęcone jest dosłownie po jednym zdaniu - mówi Interii Dorosiński. 

Jego zdaniem, dokument w obecnym kształcie czyni z dziecka "towar - nie bacząc na jego dobro". - Wszystko przez zapis udostępnienia zabiegu in vitro nie tylko osobom w nieformalnych relacjach, dużo bardziej niestabilnych od małżeństw, ale także niepozostającym w żadnym związku oraz parom homoseksualnym - twierdzi. 

- Ustawa pozwala także na eugeniczną selekcję zarodków, wyjmując spod ochrony te z nich, które według dość nieostrych kryteriów uzna się za "niezdolne do prawidłowego rozwoju", w tym dotknięte jedną z co najmniej kilkudziesięciu chorób, z którymi człowiek może żyć - mówi.

Kolejnym problemem jaki rodzi ustawa jest ograniczenie, zgodnie z którym zapłodnionych będzie mogło zostać nie więcej niż sześć komórek jajowych jednej kobiety. - To fikcja - stwierdza prawnik. - Dotyczy jedynie kobiet do 35 roku życia. Wobec kobiet starszych, stanowiących większość pacjentek klinik in vitro, takich ograniczeń nie stosuje się wcale, co oznacza, że można tworzyć nieograniczoną liczbę zarodków - podkreśla.

"Zapis o anonimowym dawstwie łamie prawa człowieka"

Dorosiński wskazuje również na kwestię anonimowości dawcy, która jest niezgodna z Konwencją Praw Dziecka. Dokument stanowi, że każde dziecko ma prawo do poznania swojej tożsamości. Ustawa o in vitro odbiera im taką możliwość i i dzieci nigdy nie będą mogły dowiedzieć się, kim był ich biologiczny rodzic.

Dorosiński przypomina orzeczenie niemieckiego Sądu Najwyższego, który stwierdził, że taki zapis łamie prawa człowieka i wyżej stawia wygodę dawców niż podstawowe prawa dzieci poczętych metodą in vitro. - Te racje uznała również Szwecja i Wielka Brytania, natomiast nasza ustawa całkowicie ignoruje to prawo - przypomina.

Zarówno prawnik Ordo Iuris jak i prezes Stowarzyszenia Nasz Bocian wskazują, że kraje zachodnie odchodzą od anonimowego dawstwa, bo dzieci poczęte metodą in vitro często dążą do poznania dawców oraz biologicznego rodzeństwa.

Również Anna Krawczak podkreśla, że kwestia anonimowości dawstwa wymaga poprawek. - Nie opowiadamy, się za tym, by dawstwo było całkowicie jawne. Optymalne będzie zapewnienie dawstwa anonimowego i jawnego w zależności od decyzji dawcy i decyzji pary i do tego będziemy zmierzać - mówi.

Dostęp do in vitro dla kobiet samotnych

Choć do przyjęcia ustawy prezes Stowarzyszenia Nasz Bocian odnosi się przychylnie, podkreśla w rozmowie z Interią, że wiele kwestii wymaga jeszcze uwagi, wśród nich dostęp do nowych technologii reprodukcyjnych dla kobiet samotnych. - Niezależnie od tego, jaki ktoś ma na tę sprawę pogląd jest to zjawisko społeczne, na które nie możemy zamykać oczu. Takie działanie doprowadzi do  natychmiastowego  wygenerowania czarnego rynku, szkodliwego zarówno dla kobiet oraz zdrowia rodzących się dzieci, jak i dla zdrowia publicznego - mówi Krawczak.

Zdaniem naszej rozmówczyni, bardziej szczegółowych regulacji wymaga kwestia ograniczeń wiekowych. - Uważamy, że wiek powinien być limitowany. Jeśli chodzi o dostęp do procedury in vitro z własnymi gametami, ten zapis, który proponuje program ministerialny, czyli 40. rok życia jest racjonalny. Jeśli chodzi o kobiety korzystające z gamet dawczyń, ten wiek powinien być wyższy. Legislacja różnych krajów jest tutaj rozmaita: 55 lat w Izraelu, 45 lat w innych krajach. Myślę, że jest to spawa otwarta, która powinna zostać poddana debacie publicznej.

Jak mówi, Stowarzyszenie nie ma swoich propozycji, chce jednak, by pojawił się namysł legislacyjny nad ustaleniem limitów.

Unormowania wymaga również kwestia liczby transferowanych zarodków. - Mamy ograniczenie liczby zapłodnionych komórek natomiast nie mamy zapisu, który mówiłby, że "jednoczasowo" powinien być transferowanych jeden embrion do macicy, w wyjątkowych sytuacjach dwa. Ta sprawa jest bardzo istotna, dlatego że praktyka części ośrodków dopuszcza transferowanie trzech zarodków, co się wiąże z wysokim ryzykiem powikłań położniczych - mówi.

Powołując się na rekomendacje ESHRE, sugeruje, że należy zakazać transferu większej liczby zarodków niż dwa. Krawczak wskazuje również na konieczność raportowania o wynikach działania ustawy nie tylko Komisji Europejskiej, jak jest to zapisane w ustawie, ale przede wszystkim - polskiej opinii publicznej. - Sprawozdawczość wobec KE nie może być stawiana ponad sprawozdawczością wobec własnego kraju i jego obywateli - mówi. 

"To unik Komorowskiego"

Jak wynika z rozmów, wątpliwości związanych z projektem ustawy o leczeniu niepłodności pojawia się wiele. Sam prezydent pochyla się tylko nad jednym  - możliwością pobierania komórek rozrodczych od dawcy, który jest niezdolny do świadomego wyrażenia zgody. Ten punkt Komorowski skierował do zbadania przez Trybunał Konstytucyjny.

- Jest to ewidentny unik. Waga przepisu, który został zakwestionowany przez prezydenta w porównaniu z innymi zgłaszanymi zastrzeżeniami do tej ustawy, jest naprawdę nikła - twierdzi mec. Rafał Dorosiński.

- Ten zapis mówi, że można pobrać gamety od osoby, która jest niezdolna do wyrażenia świadomej decyzji, ale nie mówi o wykorzystaniu tych gamet. Uważam, że jest to sytuacja podobna jak z bankowanie krwi - mówi nam Anna Krawczak.

- Podobnie bankujemy gamety, o tym w jaki sposób zostaną wykorzystane i czy w ogóle  do tego dojdzie decyzję podejmie ich właściciel. Samo pobranie komórek rozrodczych nie oznacza ich wykorzystania. Aspekt świadomej decyzji jest tu zawarty, tylko nie w momencie pobierania gamet, ale w momencie decydowania o tym, co się z nimi stanie dalej -  wskazuje.

Dodaje jednak, że jest to decyzja, która obecnie pozostaje w kompetencji Trybunału Konstytucjonalnego. - Nie moim zadaniem jest ją oceniać, ale jestem przekonana, podobnie jak inni eksperci, którzy zajmowali się ustawą, że zapis niekonstytucyjny nie jest - stwierdza.

Sejm uchwalił ustawę o leczeniu niepłodności pod koniec czerwca. Senat nie wprowadził do niej poprawek. Daje ona prawo do korzystania z procedury in vitro małżeństwom i osobom we wspólnym pożyciu, potwierdzonym zgodnym oświadczeniem. Korzystanie z in vitro będzie mogło być podejmowane po wyczerpaniu metod leczenia niepłodności, prowadzonych przez co najmniej 12 miesięcy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama