Reklama

Reklama

Sukcesy ukraińskiej armii na froncie. Czym odpowie Rosja?

Ukraińskie wojska od kilku dni sieją spustoszenie w rosyjskich szeregach, ale eksperci, z którymi rozmawiała Interia, nie mają wątpliwości – Rosjanie odpowiedzą. Pytanie tylko, w jaki sposób.

Od tygodnia siły ukraińskie na wschodzie tego kraju odnoszą sukcesy, które krok po kroku doprowadzają do dezorientacji rosyjskiego wojska. To, co wydarzyło się w ciągu kilku ostatnich dni, komentuje dla Interii gen. Bogusław Pacek.

- Ostatnie dni pokazują bardzo ważne sukcesy armii ukraińskiej. To wynik wielu zmian, jakie zaszły na wschodzie Ukrainy, ale też dobrej współpracy państw, które współdziałają z Ukrainą, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Siły Zbrojne Ukrainy, wykorzystując wiele błędów popełnionych przez Federację Rosyjską, uderzyły w obwodzie charkowskim na słabo bronione tereny w rejonie Iziumu i Kurpiańska. Takie uderzenie to wynik dobrego rozpoznania i pewności, gdzie są słabe punkty Rosjan. Ci z kolei zlekceważyli Ukraińców, a powinni zdawać sobie sprawę, że taki atak nastąpi, bo już wcześniej grupowały się tam wojska ukraińskie. Rosjanie nie zapewnili sobie odpowiedniego potencjału do utrzymania zajętego terenu, a koncentrowali swoje siły głównie w obwodzie donieckim i częściowo w obwodzie chersońskim - mówi Interii gen. Pacek.

Reklama

Rosjanie, jak podnoszą nasi rozmówcy, zostali zaskoczeni. Spodziewali się bardziej ataku na południu lub południowym-wschodzie. Ukraińcy natomiast zaatakowali miejscowo, uderzając w słabe punkty rosyjskie, a dzięki temu krok po kroku zdobywają nowy teren. Dość powiedzieć, że jedna z poniedziałkowych informacji z frontu mówiła nawet o dotarciu do granicy z Rosją. Sęk w tym, że choć sukcesy znaczne i ważne, należy je traktować jako miejscowe.

Gen. Stanisław Koziej: - To sukces strategii ukraińskiej. Udało im się uderzeniami na skrzydłach zupełnie zdezorganizować operację rosyjską. Rosjanie na tym etapie wojny reagują na to, co robi Ukraina. Najpierw musieli przerzucać siły na południe, gdzie Ukraińcy atakowali ich dość intensywnie, a teraz tracą na północy i będą musieli coś zrobić, by utrzymać skrzydło północne.

Ukraina walczy, ale to nie jest kontrofensywa

Były szef MON Romuald Szeremietiew zwraca uwagę, że niewłaściwe jest w tym przypadku określenie "ofensywa". Wszyscy nasi rozmówcy wskazują zresztą, że ta miałaby miejsce, gdyby do ataków dochodziło na całej linii blisko 1000-kilometrowego frontu.

- Ofensywa ma wymiar strategiczny, tu widzimy raczej kontruderzenie - mówi nam Szeremietiew. - Od początku uważałem, że nie będzie żadnej bitwy o Donbas, tylko uderzają w różnych miejscach frontu. Sprawdzają, w których miejscach Rosjanie są słabsi. Ukraińcy przechytrzyli Rosjan, którzy myśleli, że ofensywa będzie rzeczywista i dojdzie do niej na południu. Dlatego też tam skupiali swoje siły. W tym czasie sprytni dowódcy ukraińscy znaleźli dziurkę na północy - uśmiecha się Szeremietiew.

- Dowództwo ukraińskie znalazło sposób na Rosjan. Obserwujemy kolejne "odkrycie" ukraińskich wojskowych, czyli prowadzenie działań polegających na rozbijaniu Rosjan, samemu nie narażając się na ryzykowne warunki. Operacja pod nazwą "ofensywa", biorąc pod uwagę relację sił, a także przewagę rosyjską w artylerii, mogłaby się skończyć dla Ukraińców kiepsko - tłumaczy wykładowca Akademii Sztuki Wojennej.

Rosja zareaguje. Tylko w jaki sposób?

Podobne zdanie ma gen. Bogusław Pacek.

- To nie jest wielka kontrofensywa, ale koncepcja wojny polegająca na uderzaniu w newralgicznych miejscach, które powodują ograniczanie potencjału wroga. To działania na małych frontach - chersońskim, charkowskim i donieckim. Działają manewrowo, uderzają punktowo. Wiele wskazuje na to, że przewaga Ukraińców w obwodzie charkowskim spotka się za chwilę z kontruderzeniem ze strony Rosjan, które prawdopodobnie będzie starało się wyprzeć Ukraińców z tego obwodu. To będzie papierek lakmusowy badający prawdziwe zdolności bojowe Rosji. Widać zdenerwowanie w elitach rosyjskich i po raz pierwszy pojawia się oficjalna krytyka działań Putina. Spodziewam się też kontynuacji działań w obwodzie donieckim. To priorytetowy obwód dla Rosji - nie wyjdą stamtąd, ale zrobią wszystko, aby dokończyć dzieła - uważa gen. Pacek.

To, że Rosjanie zareagują, jest niemal pewne. Pytanie jednak, w jaki sposób? Na ile zdolna do skutecznych działań ofensywnych jest rosyjska armia, która raz po raz doświadcza moralnych i rzeczywistych strat? Wreszcie, jak na to, co dzieje się na froncie, zareaguje Kreml?

Obrazki płynące do mediów ze wschodu Ukrainy i z Moskwy mogą świadczyć o dużej nerwowości w szeregach agresora. Ukraińcy przekazują, że część rosyjskich żołnierzy po prostu nie chce walczyć, za to rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow odpowiada krótko, że "operacja wojskowa trwa".

Gen. Stanisław Koziej: - To wielki znak zapytania, na co zdecyduje się Putin. Jeśli będzie chciał podtrzymywać swoje strategiczne cele, jakim jest doprowadzenie do kapitulacji Ukrainy, to tymi siłami, które ma w tej chwili w Ukrainie, nie ma żadnych szans do prowadzenie ofensywy.

Dylemat Putina

W opinii gen. Kozieja Putin lada chwila stanie przed dylematem.

- Albo zrezygnować z tych celów i szukać zamrożenia konfliktu, albo zacząć tłumaczyć Rosjanom, że specjalna operacja się kończy, a zaczyna się wojna. Wtedy mógłby ogłosić mobilizację. Jeśli tego nie zrobi, nie będzie miał szans w Ukrainie. Jeśli jednak zdecyduje się na ten ryzykowny dla niego ruch, to musi znaleźć sposób, by Rosjan do tego przekonać. Jednym z nich mogłyby być referenda na okupowanych terytoriach. Mógłby je sfałszować, a potem mówić Rosjanom, że teraz to Ukraińcy atakują ich terytorium. Jeśli Putin nie zdecyduje się na ten ruch, Ukraina będzie mieć duże szanse na kolejne sukcesy militarne - przekonuje gen. Koziej.

Gen. Pacek: - Co dalej? Rosja pokazuje, że ma szereg problemów i jej siły na obecnym etapie są niewystarczające, by prowadzić skuteczne działania. Widać zmęczenie i niską wolę walki, co pogłębia problemy rosyjskie. W szeregach ukraińskich dominuje determinacja walki i dobre rozpoznanie u przeciwnika - Rosjanie się w tym względzie pogubili. Siły Zbrojne Ukrainy są dobrze wyszkolone i zorganizowane, posiadają dobre rozpoznanie, zaatakowały i zdobyły w krótkim czasie około 1000 km kwadratowych, a potem ok. 3000 km2. Spowodowały dezorientację w siłach Rosji, która musiała wycofać się w stronę granicy wschodniej. Gdyby tego nie uczyniła istniało ryzyko otoczenia kilku tysięcy wojsk. Uniknęli tego wycofując się, ale jednocześnie powodując dalszy bałagan w swoich szeregach.

Na "rozpoznanie", jako kluczowy aspekt obecnego etapu wojny, wskazuje też Romuald Szeremietiew.

- Rosjanie mają bardzo słabe rozeznanie, a Ukraina ma w tym aspekcie przewagę. Ogromnie pomocne jest rozpoznanie NATO-wskie, bo to kwestia nie tylko na poziomie lotniczym, ale też satelitarnym. Te informacje otrzymuje ukraińskie dowództwo, dzięki temu jest dobrze zorientowane. Ukraina ma środki ogniowe, by składy i miejsca dowodzenia Rosjan niszczyć. I to robi - uważa Szeremietiew.

Dwie szkoły prowadzenia wojny

Tymczasem gen. Stanisław Koziej wskazuje, że na tym etapie wojny jak na dłoni widać dwie szkoły strategii wojennej - ukraińską i rosyjską, które różnią się od siebie diametralnie, bo nastawione są na inne cele.

- Widzimy dwie szkoły prowadzenia wojny - z jednej strony szkoła ukraińska, która koncentruje się na tym, żeby pobić siły przeciwnika, a z drugiej strony szkoła rosyjska, która koncentruje się na tym, żeby zdobyć terytorium. W związku z tym Ukraińcy ich rozciągają i szukają słabych punktów - atakują właśnie słabe miejsca, a tymczasem Rosjanie często atakują w najsilniejszą obronę. Przewaga sztuki wojennej po stronie ukraińskiej jest wyraźna - przekonuje.

Pytanie o reakcję Federacji Rosyjskiej jest w tym momencie kluczowe, ale równie istotne jest pytanie o dalsze zamiary wojsk ukraińskich. Czy jeśli rzeczywiście dotrą (niektóre źródła mówią, że już dotarły - red.) do granicy z Rosją, to czy pokuszą się o ataki na jej terytorium? A może podobnych punktowych manewrów krok po kroku możemy spodziewać się w innych regionach kraju?

Czy Ukraina zaatakuje na terytorium Rosji?

Gen. Koziej: - Ukraina już nie będzie się ograniczać, aby nie atakować obiektów wojskowych na terytorium Rosji. Nie spodziewam się, że Ukraińcy zaatakują terytoria rosyjskie wojskami lądowymi. Mogą natomiast atakować konwoje z amunicją, atakować bazy. To jest normalna wojna - trzeba atakować w newralgiczne punkty. Ukraińcy nie będą się bali ostrzeliwania celów wojskowych za granicą. Sukces na północy dodaje im sił i determinacji, by kontynuować ofensywę może zimą, może w przyszłym roku. 

Gen. Pacek: - Do tej pory wszystko wskazywało na to, że Rosjanie dążą do zamrożenia konfliktu w tym roku. Władimir Putin i jego ludzie mogli planować przesunięcie działań rozstrzygających nawet na wiosnę, ale teraz może być różnie. Rosja dostrzegła, że determinacja USA i innych państw jest na tyle duża, że nie pozwoli im na strategiczną przerwę. Ukraińcy, przy wsparciu Zachodu, nie pozwalają na zamrożenie konfliktu, czym wymuszają ruch na Rosjanach.

Szeremietiew: - Nie uderzą na terytorium rosyjskim, bo zdają sobie sprawę, że reakcja państw NATO-wskich mogłaby być negatywna. Nie dojdzie do przeniesienia działań wojennych. Wypędzenie Rosjan z terytorium Ukrainy jest jak najbardziej możliwe. Prezydent Zełenski powiedział wyraźnie, że chodzi o wypędzenie Rosjan i odzyskanie okupowanych terenów, z Krymem włącznie. To cel ukraińskich działań, który jest osiągalny nie przez blitzkrieg, ale przy pomocy miejscowych uderzeń. Okazuje się, że w tym przypadku jest to skuteczniejsze.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy