Reklama

Reklama

Solidarna Polska odpowiada krytykom z obozu władzy. Sebastian Kaleta zwraca się do premiera

- Premier mówił, że ryzyka zablokowania wypłaty środków nie ma. A teraz ciągle słyszymy o jakichś kompromisach, których miało nie być. To jest punkt wyjściowy całej tej sytuacji. Będziemy przekonywać PiS, by skorzystał z wet. Wiem, że grono zwolenników tego poglądu w partii jest bardzo duże. Sami politycy PiS dali wiarę słowom premiera, że problemu nie będzie. Widzimy obiektywnie, że problem jest - mówi Interii wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Solidarna Polska jednocześnie naciska na premiera Mateusza Morawieckiego. - Uważamy, że lojalność w koalicji wymaga, by co do źródeł problemu stanąć w prawdzie. To podstawa - przekonuje Kaleta.

Łukasz Szpyrka, Interia: Nie znudziła się panu ta wojenka między Solidarną Polską a PiS?

Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości, Solidarna Polska: - Wolelibyśmy, żeby nasz obóz w niektórych obszarach skorzystał z rekomendacji Solidarnej Polski, wówczas problemów byłoby mniej. W 2020 roku premier Mateusz Morawiecki skutecznie przekonał PiS, że wskutek negocjacji wypłata funduszy unijnych Polsce nie jest zagrożona. Dziś widzimy, że jest tak, jak ostrzegała Solidarna Polska: jeśli KE zyska potężne narzędzia arbitralnego decydowania o funduszach, będzie z nich korzystać wobec Polski. Wiemy, że wątpliwości do dzisiaj mają sami posłowie PiS. Decyzja była inna i z jej konsekwencjami musimy się borykać. Skoro mieliśmy rację, to żywimy nadzieję, że w tym obszarze w końcu obóz posłucha naszych rekomendacji.

Reklama

Premier Morawiecki rozmawia w tej sprawie z ministrem Ziobro?

- Odbywają się posiedzenia Rady Ministrów, więc panowie mają kontakt. Wymieniamy się też poglądami w różnych gremiach politycznych. Premier w ostatnich dniach zadeklarował chęć głębszej dyskusji w obozie na ten temat, więc chcemy ją podjąć. Chcemy dokonać rachunku strategii, którą premier zaproponował naszemu obozowi w relacjach z UE. Odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie decyzja o tym, by nie wetować unijnego budżetu, nie zgadzać się na nowe mechanizmy budżetowe, była słuszna. W naszej ocenie niestety nie, i dlatego ponosimy negatywne skutki tej decyzji. Chcemy, by stało się jasne, dlaczego jest tak, jak jest. A w kolejnym kroku dopiero rozmawiać, co robić, by przeciwdziałać szantażowi, który jest stosowany wobec Polski. A przecież miało tego nie być, a zapewniali nas o tym premier i minister Szymański.

W rozmowie z "DGP" wzywał pan do weta w dwóch sprawach. Zdaje się, że ministrowie PiS szybko odrzucili ten pomysł.

- Zawsze przedstawiam fakty. W tym wywiadzie wyraziłem stanowisko Solidarnej Polski. Pokazałoby to naszym partnerom w UE, że jeśli polityczny szantaż wobec Polski będzie realizowany, to będziemy używać weta w sytuacjach niekorzystnych dla Polski. Jestem zdziwiony, że Ministerstwo Finansów przekonuje, że to najbliższe głosowanie ma odzwierciedlać oczekiwania Polski, bo jeszcze kilka tygodni temu bardzo twardo żądało zmian w tym dokumencie. UE zaciągnęła wielki kredyt 700 mld euro na Fundusz Odbudowy, który musi spłacić. Procedowana jest decyzja o zasobach własnych, czyli nowelizacja unijnego budżetu, wprowadzająca nowe opłaty, składki dla państw członkowskich. Polska miałaby zwiększyć swoją składkę o co najmniej 1,4 mld euro. Nie ma w tym żadnego sensu, skoro z Funduszu Odbudowy nie korzystamy. To racjonalna propozycja. Powinniśmy wetować, bo tych pieniędzy nie mamy.

Minister Szymon Szynkowski vel Sęk przekonuje, że sprawa nie dotyczy podwyższenia składki, ale pomocy finansowej dla Ukrainy.

- Wprowadza opinię publiczną w błąd, bo rzeczywiście jest równolegle negocjowany kolejny instrument budżetowy dotyczący pożyczki dla Ukrainy, ale to inny dokument. W tym zakresie weta nie proponujemy. Dziwię się, że akurat pan minister te dwie sprawy wiąże. Lepiej, żeby tego typu manipulacje czy niejasności nie pojawiały się w debacie publicznej.

Zapowiedź, że weta nie będzie, to zdaniem Patryka Jakiego "skrajna niekompetencja, tak samo, jak w sprawie Polskiego Ładu".

- Zgadzam się, bo skoro mamy twarde narzędzia, a niektórzy przedstawiciele rządu już mówią, że nie będą z nich korzystać, zanim w ogóle rozpoczęły się rozmowy, to chyba nie jest to podręcznikowy przykład prowadzenia negocjacji.

Rząd jest niekompetentny?

- W zakresie polityki europejskiej, sposobu jej kreowania przez rząd, mamy negatywne stanowisko od dłuższego czasu. Rekomendowano posłom PiS podejmowanie decyzji na podstawie komunikatu, że wypłata środków nie jest zagrożona. A skoro mamy z tym problem, to osoby, które rekomendowały takie działanie, nie wykazały się szczytem kompetencji.

Mówi pan o premierze Mateuszu Morawieckim?

- Nie jest moją rolą ocena kompetencji premiera. Odnoszę się tylko do konkretnej sprawy i faktów z nią związanych w celu wyciągnięcia wniosków przez nasz obóz. Panu premierowi doradzały konkretne osoby. Obóz PiS skorzystał z rekomendacji zespołu premiera Morawieckiego, by nie wetować unijnego budżetu i dać KE narzędzia, z których ona dziś ochoczo korzysta. Diagnoza jest dla nas jasna, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i trzeba szukać nowych rozwiązań. Chcemy o tym rozmawiać, ale nie zgadzamy się, by prowadzić rozmowy bez kluczowego kontekstu wskazującego na przyczynę, dlaczego w ogóle w tej sytuacji się znaleźliśmy.

Chcecie, by premier Morawiecki publicznie przyznał wam rację?

- Uważamy, że lojalność w koalicji wymaga, by co do źródeł problemu stanąć w prawdzie. To podstawa.

Pan mówi, że "powinniśmy wetować", ale z rządu słychać jednocześnie, że wet nie będzie. Co zrobicie?

- Rozmawiamy bardzo intensywnie wewnątrz Solidarnej Polski. Dzisiejsza sytuacja jest wynikiem braku zastosowania potężnego weta, które mieliśmy dwa lata temu. Przypominam, że premier mówił, że ryzyka zablokowania wypłaty środków nie ma. A teraz ciągle słyszymy o jakichś kompromisach, których miało nie być. To jest punkt wyjściowy całej tej sytuacji. Będziemy przekonywać PiS, by skorzystał z wet. Wiem, że grono zwolenników tego poglądu w PiS jest bardzo duże. Sami politycy PiS dali wiarę słowom premiera, że problemu nie będzie. Widzimy obiektywnie, że problem jest. Prowadzimy rozmowy, by tym razem nas posłuchano.

Znów usłyszymy "weto albo śmierć"?

- Weta nie było. Ale czy nie ma powolnej śmierci? Skoro cały czas nasz obóz idzie na ustępstwa, których miało przecież nie być.

Niech pan odpowie na to pytanie.

- Intencje KE są jasne. Nie chodzi o żadną praworządność, wysokie standardy, ale tylko o to, by wpłynąć na kampanię wyborczą w Polsce i wspierać te środowiska polityczne, które są przychylne Berlinowi. Realizowałyby koncepcję forsowaną przez Berlin i Brukselę. To całe tło tego szantażu. A kandydatem na pilnowanie interesów Berlina w Polsce jest Donald Tusk.

Koalicja rządząca może się nie utrzymać do końca kadencji?

- Koalicja Zjednoczonej Prawicy przyniosła dużo dobrego Polsce. Mimo różnych sporów wewnętrznych uważamy, że uda się je przezwyciężyć i wspólnie wygrać wybory w przyszłym roku.

Nawiązując nieco do ostatniego meczu Polaków - czy ta cała zabawa między wami nie przypomina nieco meksykańskiej fali? Co pół roku wracają animozje, jedni mówią o ustępstwach, inni o "ani kroku wstecz", ale finalnie nic się nie zmienia.

- Widzę inne porównanie piłkarskie. Drużyna przeciwna ciągle atakuje nas konkretną flanką, stwarza zagrożenie pod naszą bramką, a w reakcji na to niewiele robimy, nie łatamy dziur w obronie, a co chwilę wpadają kolejne gole. Jak jest problem, to się taktykę zmienia. Szantaż się nasila, więc musimy mieć świadomość ceny tych ustępstw. Każdy kompromis rodzi kolejny szantaż. Może tym razem warto posłuchać Solidarnej Polski i zacząć prowadzić asertywną politykę. Powinniśmy zabezpieczyć swoje tyły i przystąpić do kontrataku.

Artur Soboń w TVN24 mówił w sprawie KPO: "Mam nadzieję, że nasi koledzy z Solidarnej Polski z tej drogi zejdą". Zejdziecie?

- To niezrozumiałe. Z zaskoczeniem obserwujemy, że niektórzy politycy PiS przejmują narrację opozycji, jakoby Solidarna Polska nie chciała środków unijnych. To oczywista bzdura, bo płacimy składkę unijną i oczekujemy tych pieniędzy. To nasze prawo. Ostrzegaliśmy natomiast, że będziemy tego prawa pozbawieni, jeśli KE będzie miała zbyt dużo narzędzi. I to się dzieje. Stoimy więc nieustannie na stanowisku obrony naszej suwerenności. Tego typu komentarze jak ministra Sobonia są niezrozumiałe. To oznacza, że Polska ma się na wszystko godzić? Za każdym razem ustępować pola? Uważamy, że realizowanie agendy opozycji naszymi rękoma, jest co najmniej ryzykowne przed zbliżającymi się wyborami.

Józef Orzeł Interii mówił tak: "Widać, że interesem Ziobry nie jest już interes kraju, tylko interes jego partii. On buduje swoją pozycję na tym, że Kaczyński kiedyś odejdzie na emeryturę, a on powalczy o przywództwo w Zjednoczonej Prawicy". Dodaje, że pieniądze z KPO są Polsce potrzebne w ciągu najbliższych dwóch-trzech miesięcy, bo "inaczej będziemy mieli kryzys finansowy. Oby nie było tak, że Ziobro na to czeka". Na co czeka Zbigniew Ziobro?

- Ta diagnoza jest wobec nas nieuczciwa. Jest zupełnie odwrotnie. Czy nie jest przypadkiem tak, że ci, którzy dokonali ustępstw i doprowadzili do dzisiejszej sytuacji, nie szantażują teraz tych, którzy mieli rację? Bronimy pryncypiów i nasza postawa jest niezmienna. Zresztą w tym wywiadzie Józef Orzeł przyznaje, że kiedy podejmowano decyzję o niestosowaniu weta dwa lata temu Zbigniew Ziobro miał rację. Nie jest naszą winą, że KE ma narzędzia do szantażowania Polski. Polsce KPO jest potrzebne, ale musimy dokonać rachunku, dlaczego stało się tak, że Polska jest postawiona pod ścianą. Na pewno nie z powodu decyzji Solidarnej Polski.

A może stoimy pod ścianą, bo nasz skarbiec świeci pustką? Może polityka budżetowa, gospodarcza i finansowa państwa okazała się porażką i te pieniądze są nam po prostu niezbędne?

- Zakładając, że byłyby problemy w tym obszarze, a wiemy, że były problemy choćby z wprowadzeniem Polskiego Ładu, to chyba Solidarna Polska za ten obszar nie odpowiada.

"Jeśli KE przekaże Polsce pieniądze, to koalicja rządząca się rozpadnie, albo Ziobro okaże się 'miękiszonem'" - to znów Józef Orzeł.

- Dążymy do tego, by KE przekazała należne Polsce pieniądze bez łamania naszej konstytucji, bez realizacji szantażu, który pozbawia nas wpływu na kształtowanie polskich spraw wewnętrznych. Jeśli ograniczenie suwerenności miałoby być ceną za uzyskanie tych płatności, to różne scenariusze polityczne nie są wykluczone, bo my zrzekać się suwerenności nie zamierzamy. Liczymy, że ustępstw nie będzie i podejmiemy odważną politykę wobec UE.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy