Reklama

Reklama

Józef Orzeł: Interesem Ziobry nie jest już interes Polski

- Widać, że interesem Ziobry nie jest już interes kraju, tylko interes jego partii. On buduje swoją pozycję na tym, że Kaczyński kiedyś odejdzie na emeryturę, a on powalczy o przywództwo w Zjednoczonej Prawicy – uważa Józef Orzeł, współzałożyciel i były poseł Porozumienia Centrum. Jak mówi Interii, pieniądze z KPO są Polsce potrzebne w ciągu najbliższych 2-3 miesięcy. - Inaczej będziemy mieli kryzys finansowy. Oby nie było tak, że Ziobro na to czeka – stwierdza. - Jeśli KE przekaże Polsce pieniądze, to koalicja rządząca się rozpadnie, albo Ziobro okaże się "miękiszonem" - dodaje.

Jolanta Kamińska, Interia: Przygląda się pan serialowi pt. "fundusze z KPO dla Polski" ze spokojem, czy zaczynają wzbierać emocje?

Dr Józef Orzeł, współzałożyciel i były poseł Porozumienia Centrum, przewodniczący Rady ds. Cyfryzacji przy premierze: - Trzeba zacząć od tego, co było rok temu, kiedy polski rząd zdecydował, aby dać Komisji Europejskiej uprawnienia w sprawie związku między "kasą" a "praworządnością". Wtedy rację miał Ziobro, że to się skończy źle, że Komisja będzie nas tym związkiem szantażować. Tyle tylko, że z Ziobrą zawsze jest taki kłopot, że diagnozy ma dobre, tylko odpowiedzialności żadnej. Teraz uważa, że nie należy ustępować wobec KE, ale nie pokazuje, jak wyjść z sytuacji bez unijnej "kasy". Być może ma jakiś świetny program, ale wstydzi się go pokazać, a media go o to nie pytają.

Reklama

Wydaje się, że jego propozycja to kurs na pełne zwarcie z UE.

- Ale to jest pierwszy krok. Pytanie o następne 185 kroków - jak sobie poradzić bez unijnych pieniędzy, bez inwestycji - także zbrojeniowych, z rosnącym deficytem budżetowym, z brakiem współpracy z Brukselą i Berlinem.

Nawet skonfliktowane z UE Węgry zaczynają się dogadywać i są na dobrej drodze, by dostać środki.

- Droga Węgier, chociaż prowadzi do uzyskania pieniędzy, wcale nie jest dobra. Proszę zobaczyć, jaka jest cena. To się w głowie nie mieści, jakiej masy ustępstw dokonuje Orban. W tej chwili to KE pisze ustawy, a nie rząd czy parlament węgierski. Orban to rozgrywa realistycznie, ale kompletnie instrumentalnie. Zasady są teraz dla niego mniej ważne, najważniejsza jest "kasa" dla Węgier. Polska stoi przed decyzją, jak i na ile ustąpić, nie naruszając tak dotkliwie suwerenności, jak to robią Węgry.

Na linii Węgry - KE nastąpił jednak przełom, Polska wciąż nie może na to liczyć. Kto jest temu winien?

- Według mnie głównym blokującym są Bruksela z Berlinem. Ale to nie rozwiązuje problemu braku środków. Po stronie Polski na pewno blokującym pieniądze jest Ziobro, tylko jest pytanie, czy nawet jeśli spełnimy tzw. kamienie milowe, to na pewno dostaniemy te fundusze? Ursula von der Leyen wyraźnie powiedziała: wolimy rząd opozycji niż rząd PiS.

Proszę nie zapominać, że szefowa KE głośno i otwarcie docenia rolę Polski i rządu w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej i przyjęcia uchodźców. A to nie bez znaczenia w dyskusji o KPO.

- Bez znaczenia. W warstwie narracyjnej chwali Polskę za to, że rozwiązała problem uchodźców - z Ukrainy -  tak jak nikt na świecie, bez obozów dla nich. Ale Polska jest przeszkodą na drodze do stworzenia federacyjnego europejskiego państwa, czego chcą i Bruksela i Berlin. Myślę, że tam jest takie myślenie, że póki trwa wojna i związany z nią kryzys, można Polskę przycisnąć i uzyskać korzystne ustępstwa. A pieniądze są nam potrzebne, nie tylko dlatego, że jest wojna i wzrosły ceny energii i żywności, ale przede wszystkim dlatego, że Polska postawiła na duży, społeczny program tarcz antycovidowych i antyinflacyjnych, a to kosztuje bardzo dużo, ale dzięki temu ludziom nie będzie grozić głód.

Kwestia KPO ujawniła otwarty konflikt na linii premier Morawiecki - minister Ziobro. Czy pana zdaniem Zjednoczona Prawica jest w stanie nadal współpracować z tak radykalnym koalicjantem jak Solidarna Polska?

- Ja bym nie umiał. Jednak jeśli PiS zerwie z Ziobrą, to straci większość. Ale Ziobro też jest w trudnej sytuacji.

Dlaczego? Bez ziobrystów PiS nie ma w Sejmie większości.

- Ale Solidarna Polska nie za bardzo może głosować przeciwko rządowi, bo jeśli to zrobi, to albo dostanie mało miejsc na listach PiS, w dodatku słabych, albo nie dostanie ich wcale. W efekcie w następnej  kadencji ziobryści stracą znaczenie. Widać, że interesem Ziobry nie jest już interes kraju, tylko interes jego partii. On buduje swoją pozycję na tym, że Kaczyński kiedyś odejdzie na emeryturę, a on powalczy o przywództwo w Zjednoczonej Prawicy.

Jakie ma szanse?

- Przy tak jednostronnej polityce przywódcą nie zostanie. Koalicja się rozleci i będą co najmniej dwie prawice - Morawiecka i Ziobrowa.

Jak ten konflikt się zakończy według pana? Koalicja rządowa musi prędzej czy później się rozpaść?

- To nie może gnić przez rok. Ten konflikt musi się rozwiązać szybko, bo nie mamy czasu na zabawę w negocjacje z Brukselą. Te pieniądze są Polsce potrzebne w ciągu najbliższych 2-3 miesięcy, inaczej będziemy mieli kryzys finansowy. Oby nie było tak, że Ziobro na to czeka. Jarosław Kaczyński odwleka decyzję, co zrobić z Ziobrą. Jeśli KE przekaże Polsce pieniądze, to koalicja się rozpadnie lub Ziobro okaże się "miękiszonem". On teraz walczy o polityczne życie, ale robi to w sposób, który Polsce niczego nie przynosi.

Załóżmy, że koalicja się rozpada. Co potem?

- Przez ten rok, który pozostał do wyborów, nic specjalnego. Jeśli Solidarna Polska blokowałaby ustawy rządowe i doprowadziłaby do upadku rządu i przedterminowych wyborów, to PiS poprowadzi  narrację, że to ten szkodnik rozwalił tak dobre dla narodu społeczne rządy. Wtedy Ziobro nie ma szans na przekroczenie progu wyborczego. Jest jeszcze jedna, najgorsza dla Polski opcja - rząd idzie na ustępstwa, a Bruksela nie daje pieniędzy. Ziobro jest górą, ale PiS przestanie rządzić. Wówczas okaże się, że największym szkodnikiem jest Berlin i Bruksela, ale Polska nie może iść śladem Wielkiej Brytanii, bo ta nie znalazła (jeszcze?) swojej własnej drogi. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy