Reklama

Reklama

"Musi zejść z linii strzału". Znamy kulisy odejścia Dworczyka z KPRM

Wszystko wskazuje, że w najbliższym czasie Michał Dworczyk pożegna się z funkcją szefa Kancelarii Premiera. Jak ustaliła Interia, w KPRM panują minorowe nastroje, a dymisja Dworczyka ma być efektem kompilacji - "wojny na górze" Mateusza Morawieckiego z Jackiem Sasinem i kwestii rodzinnych samego szefa KPRM.

Michał Dworczyk odchodzi z funkcji szefa KPRM - taką informację rankiem 27 września podało RMF FM. Według reportera radia Rocha Kowalskiego, ma być to efekt przybierającej w ostatnich tygodniach na sile wojny dwóch stronnictw wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości - premiera Morawieckiego i wicepremiera Sasina. Obecnie areną zmagań obu polityków jest problem z kryzysem energetycznym, przejawiającym się przede wszystkim w braku dostępności i wysokich cenach węgla.

Z informacji RMF wynika, że dymisja Dworczyka miałaby pomóc premierowi Morawieckiemu zachować własne stanowisko. Zmiany na fotelu szefa rządu domagają się bowiem jego partyjni przeciwnicy. Odejście Dworczyka z KPRM stanowiłoby element większej rekonstrukcji rządu, która - jak pisze RMF FM - miałaby "uspokoić przeciwników obecnego szefa rządu i choć na chwilę odsunąć widmo przewrotu na szczycie władzy".

Reklama

Zejść z linii strzału

Z informacji Interii w obozie władzy wynika, że faktycznie odejście Dworczyka jest przesądzone, jednak obok powodów związanych z "wojną na górze" Morawieckiego i Sasina, są też te zdecydowanie bardziej prozaiczne. - Decyzja zapadła w zeszły czwartek. Misza pójdzie dalej, a Morawiecki utrzyma się na stanowisku - lapidarnie komentuje sprawę wieloletni polityk PiS-u, świetnie zorientowany w "wojnie energetycznej", która rozgrywa się obecnie w obozie władzy.

Nasi rozmówcy w Kancelarii Premiera rzucają jednak na odejście Dworczyka zupełnie nowe światło. Twierdzą, że "jak zwykle w ostatnich czasach ktoś szyje buty Michałowi". - Michał od dłuższego czasu ze względów rodzinnych szukał momentu, żeby zmienić swoje zaangażowanie polityczne, mniej czasu poświęcać polityce, a więcej rodzinie. Musi zejść z linii strzału i mieć więcej czasu dla swoich bliskich - słyszymy od bliskiego znajomego szefa KPRM.

O publikację RMF FM otoczenie premiera posądza sasinowców. - Nie jest zdecydowane, kiedy, co i jak, ale ta wrzutka ma sprawić, że niezależnie, czy Michał odejdzie za miesiąc czy dwa, to odbiór będzie taki, że Morawiecki ukorzył się przed Sasinem i poświęcił Michała, żeby ratować własną skórę - tłumaczy Interii jeden ze współpracowników premiera.

Inny z naszych rozmówców z rządu przekonuje, że "żadne informacje o możliwej dymisji Dworczyka w KPRM w ostatnich dniach się nie pojawiały". - Ale dziś rzeczywiście mówi się, że decyzja zapadła. Zapewne chodzi o rozgrywki wewnętrzne, o których pisały media - jest przekonany nasz informator.

Większość naszych rozmówców nie jest zdziwiona informacją podaną przez RMF FM, bo dymisja Dworczyka od dawna wisiała w powietrzu. W KPRM nikt jednak z tego powodu nie strzela obcasami. - Musiałoby być ze mną coś nie tak, gdybym życzył koledze z tego samego budynku dymisji. To byłoby nienormalne, choć uprawiamy politykę, więc trzeba się z tym liczyć - mówi jedno z naszych źródeł.

Z otoczenia szefa rządu płynie też informacja, że spekulacje o większej rekonstrukcji, której elementem miałaby być dymisja Dworczyka, są mocno przerysowane. Nasi rozmówcy wątpią również, żeby do rozstrzygających decyzji doszło jeszcze we wrześniu. - Mamy w rządzie osoby, które od dłuższego czasu wiedzą, że siedzą na beczce z prochem. Wiedzą, że długo się nie utrzymają i kombinują, jak odejść. Tyle że to grupa dwóch, może trzech osób, a nie dziesięciu czy piętnastu - konkluduje polityk bliski rządowi.

Witek? "Irracjonalny pomysł"

Z naszych ustaleń wynika, że choć tzw. zakon PC, czyli starsi stażem i bliscy Jarosławowi Kaczyńskiemu parlamentarzyści PiS-u, są wściekli na Morawieckiego za kłopoty na rynku energetycznym, tak niewielu kwapi się do jego zastąpienia. "Irracjonalnym pomysłem" jeden z ministrów nazywa zastąpienie premiera marszałek Sejmu Elżbietą Witek, o czym pisało RMF FM. - Wówczas musielibyśmy obsadzić też stanowisko marszałka Sejmu, a to dwa piekielnie trudne głosowania. Nie jesteśmy szaleni, przy takiej większości nikt w to nie pójdzie - mówi nam jeden z członków rządu.

- Wszystko zmierza w kierunku konsolidacji - uważa inny polityk PiS. - Kluczowa jest jedność. W tym momencie kierownictwo partii nie zdecyduje się na zmiany, a dymisja Dworczyka może okazać się politycznie rozsądnym ruchem - dodaje.

Jak precyzuje, premier Morawiecki położyłby na ołtarzu ofiarnym swojego zaufanego człowieka, co ucieszyłoby i satysfakcjonowało jego wewnętrznych przeciwników. Tym samym szef rządu "kupiłby" sobie czas i odsunął widmo odejścia przynajmniej do wiosny. Nie oznacza to jednak, że kolejki interesantów na Nowogrodzką znacznie by się skróciły. Pozycja Morawieckiego wciąż nie byłaby najmocniejsza, ale ten ruch dawałby partii w trudnej sytuacji pewną stabilizację. A premierowi chwilowy oddech.

W całej układance kluczowe, rzecz jasna, jest podejście Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS-u, jak wynika z naszych rozmów, ma zdawać sobie sprawę z trudnego położenia Morawieckiego, ale w tym momencie nie widzi dla niego alternatywy. - Dworczyk to tylko jedno nazwisko. Dla polityków i mediów to ważne i ciekawe, ale ludzie nie zwracają na to uwagi. Ludzie chcą mieć węgiel i niskie ceny. Kto jak kto, ale prezes to wie - przekonuje nasz rozmówca.

Element gry w "wojnie na górze"

Dymisja Dworczyka powinna nieco uspokoić nastroje w partii. Przeciwnicy Morawieckiego, którzy od jakiegoś czasu spotykają się nawet w tzw. grupie spiskującej, o czym w wywiadzie dla Interii mówił sam Kaczyński, zrobiliby krok w stronę strącenia Morawieckiego z fotela premiera. - Tą dymisją premier ukłoniłby się w ich stronę - nie ma wątpliwości jeden z naszych informatorów. Nie oznacza to jednak, że w PiS-ie zapanuje wieczny pokój. Dymisja szefa KPRM może zwiastować jeszcze mocniejsze tarcia wewnętrze, ale już wiosną przyszłego roku.

Wcześniej jednak Morawiecki i Sasin muszą zakopać wojenny topór, który staje się powoli otwartym konfliktem. Chodzi o odpowiedzialność za problemy na rynku energii - najpierw w kontekście dostaw węgla, a teraz całego rynku energetycznego. W weekend to wicepremier wyszedł przed szereg, zapowiadając nowy podatek od nadzwyczajnych zysków spółek Skarbu Państwa i firm prywatnych. Dzięki niemu państwo miałoby się wzbogacić o 13,5 mld zł. Sęk w tym, że do tej pory kierunkowe propozycje rządu przedstawiał Morawiecki.

Nerwowość w rządzie potęguje bliska perspektywa mroźnej zimy. Za kilka dni rozpocznie się październik, a wiele osób wciąż ma gigantyczne problemy z zapewnieniem sobie opału. Politycy partii rządzącej przerzucają się odpowiedzialnością i przekonują, że węgla nie zabraknie, ale jednocześnie nikt nie chce wziąć odpowiedzialności i twardo zadeklarować, że węgiel będzie. A to świadczy o tym, że sytuacja nie jest tak kolorowa, jak rysują ją politycy PiS-u.

Dymisja Dworczyka ma być pierwszym krokiem do obniżenia emocji. Te zapewne pojawią się chwilę później, bo stanowisko szefa KPRM trzeba będzie obsadzić. Czy znów Morawiecki postawi na bliskiego współpracownika? A może zrobi kolejny ukłon w stronę wewnętrznej opozycji? Nasi rozmówcy są przekonani, że jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, by o tym mówić.

Co z samym Dworczykiem? Z pierwszych naszych rozmów wynika, że w grę wchodzą trzy możliwości: mocniejsze skupienie się na rodzinie i wykonywanie "zwykłych" obowiązków parlamentarzysty, start w kampanii do Parlamentu Europejskiego albo przejście na placówkę dyplomatyczną (np. w Ukrainie).

Łukasz Rogojsz, Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy