Reklama

Reklama

In vitro: Politycy komentują decyzję prezydenta

"Dotrzymałam słowa" - cieszy się Ewa Kopacz i przyznaje, że była "zażenowana" poziomem debaty o in vitro w parlamencie. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość zapowiada, że jeśli wygra wybory, zmieni ustawę o leczeniu niepłodności.

Premier Ewa Kopacz oceniła, że decyzja prezydenta o podpisaniu ustawy to "wielkie zwycięstwo polskiej wolności".

- Tak, jak obiecałam, kiedy dziewięć miesięcy temu obejmowałam stanowisko premiera, dotrzymałam słowa - ustawa jest - powiedziała Kopacz.

Podkreśliła, że ustawa o in vitro "niczego nie nakazuje, ale pozwala dokonywać wyboru, szczególnie przez tych, którzy dzisiaj nie mogą mieć dzieci". "Każdy z nas posiada wolną wolę, własne sumienie, i pozwólmy w wolnym kraju decydować we własnym sumieniu" - powiedziała Kopacz.

Wątpliwości prezydenta

Odnosząc się do konstytucyjnych wątpliwości prezydenta w sprawie ustawy o in vitro, podkreśliła, że to Trybunał Konstytucyjny powinien je rozstrzygnąć.

Reklama

"Od tego mamy właśnie Trybunał, żeby tego rodzaju wątpliwości - bo każdy ma prawo mieć wątpliwości - były rozstrzygane przez Trybunał w tzw. kontroli następczej. Czyli jeśli rzeczywiście pan prezydent ma wątpliwości (...) jeśli jest rozbieżność opinii prawniczej, niech rozstrzygnie je instytucja, która jest do tego powołana, czyli Trybunał" - powiedziała.

Zaznaczyła, że każdy projekt ustawy, który jest wnoszony do parlamentu, jest opiniowany przez prawników.

Pytana o krytyczną ocenę prezydenta parlamentarnej debaty w trakcie prac nad ustawą, Kopacz przyznała, że też niekiedy czuła się zażenowana, "kiedy słuchała wypowiedzi wybrańców narodu".

In vitro a jesienne wybory

Ewa Kopacz była również pytana o plany PiS, które zamierza zmienić tę ustawę, jeśli wygra wybory parlamentarne.

"Każdą ustawę każdy parlament - jeśli ma większość - może zmienić. Ja bym wolała, żeby ta dobra wiadomość, która dziś jest kierowana do tego półtora miliona par, które nie mogą mieć dzieci, trwała i trwała. Żeby nagle nie przyszli ci, którzy będą próbowali zastępować nasze sumienia i urządzać nam życie po swojemu. Dlatego też potrzebny jest dobry wynik w październiku" - mówiła.

Małgorzata Kidawa-Błońska: Jestem szczęśliwa

"Uregulowania, żeby in vitro było bezpieczne, by zarodki nie były niszczone, by nie było eksperymentów, zaczynają obowiązywać; dla mnie to naprawdę bardzo dobry dzień" - skomentowała w środę w Sejmie Kidawa-Błońska podpisanie przez prezydenta ustawy o in vitro.

"Nie było tego w Polsce od 10 lat; dzięki podpisowi pana prezydenta mamy to prawo i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa" - dodała.

Pytana o to, co odpowiedziałaby tym, którzy twierdzą, że są pilniejsze wydatki w kraju niż in vitro, marszałek Sejmu mówiła, że wszystkie obszary życia Polaków są ważne. "Ale nie mówimy o ustawie o finansowaniu in vitro, tylko o ustawie, która wprowadza uregulowania prawne. W tej ustawie nie ma zapisów mówiących o finansowaniu tej metody, więc trzeba ją dokładnie przeczytać" - powiedziała Kidawa-Błońska.

Na pytanie, czy będą konsekwencje - np. przy układaniu list wyborczych - dla tych spośród parlamentarzystów, którzy nie poparli ustawy, marszałek Sejmu powiedziała, że w tej sprawie "każdy głosował zgodnie ze swoim sumieniem i tak jak było w klubie sejmowym, tak jest i w klubie senackim - każdy bierze odpowiedzialność za swoje głosowanie". Podkreśliła, że układanie list to zadanie szefów regionów.

Joanna Mucha: Jarosław Gowin przeszkadzał

W rozmowie z Interią Joanna Mucha stwierdziła, że tak długi czas pracy nad ustawą spowodowany był... działalnością Jarosława Gowina.

- Ja się bardzo cieszę, że nastąpił ten moment. Pracowaliśmy od ośmiu lat nad tą ustawą. Mieliśmy niestety w swoim gronie Jarosława Gowina, który zrobił bardzo, bardzo wiele, by ta ustawa nie przeszła przez długi czas. Teraz podpisana przez prezydenta za chwilę wchodzi w życie. Wielki sukces dla tej ogromnej rzeszy Polaków, którzy czekali na tę ustawę i bardzo się cieszą, że ona powstała - skomentowała Joanna Mucha.


PiS: Nie zakażemy in vitro, ale...

- Nie chcemy zakazywać in vitro, ale nie możemy się zgodzić na taką ustawę, w której życie nie jest szanowane - powiedziała w Sejmie Elżbieta Witek, rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości.

- Zwracaliśmy uwagę, że zarówno kodeks cywilny, jak i kodeks karny mówią o ochronie życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Mówiliśmy o tym zarówno w Sejmie, jak i w Senacie. Nie chciano nas słuchać - stwierdziła polityk.

- Dzisiaj mamy takie rozwiązanie, które nie satysfakcjonuje, jak słyszeliśmy, pana prezydenta Komorowskiego, który powiedział, że nie chce być prezydentem ludzkich sumień, ale jednocześnie podkreślił, że to nie był dobry czas, który służyłby wypracowaniu kompromisu politycznego. Ja się z tym zgadzam - dodała Witek.

Lewica: To nasza zasługa

- To była ważna ustawa, jesteśmy dumni, że udało się to zrobić, bo liczyliśmy na ten podpis. I mamy nadzieję, że nawet jeśli będzie rządziła prawica, to nie zmieni tej ustawy - powiedział w środę rzecznik SLD Dariusz Joński.

- Ta ustawa jest po prostu potrzebna; dzięki in vitro - mam nadzieję - będzie rodziło się jeszcze więcej dzieci. To jest dla nas bardzo dobry dzień - mówił Joński.

Jego zdaniem bez determinacji i konsekwencji działań lewicy w kolejnych kadencjach ustawy o in vitro by nie było. Rzecznik SLD przypominał, że Sojusz składał swoje projekty w tej sprawie począwszy od 2005 r.  - I za każdym razem PO mówiła, że musimy poczekać - zaznaczył.

- Kończymy jednak tę kadencję z ogromną satysfakcją, że udało się to wspólnie zrobić - podkreślił polityk.

PSL: Koniec z wolną amerykanką

"PSL nie przeżywał tej ustawy, tak jak środowiska lewicowe czy liberalne, ale jest to projekt rządowy, mocno i długo dyskutowany, on porządkuje obszar in vitro w Polsce, do tej pory była wolna amerykanka" - powiedział w środę Jan Bury z PSL.

"U nas nie było dyscypliny partyjnej tej sprawie, politycy naszej partii różnie głosowali" - zaznaczył szef klubu PSL.

Bury podkreślił też, że podpisana przez prezydenta ustawa nikogo nie zmusza do stosowania in vitro. "Każdy będzie mógł we własnym sumieniu podjąć decyzję" - zaznaczył.

Co zawiera ustawa?

Sejm uchwalił ustawę o leczeniu niepłodności pod koniec czerwca; Senat nie wprowadził do niej poprawek. Daje ona prawo do korzystania z procedury in vitro małżeństwom i osobom we wspólnym pożyciu, potwierdzonym zgodnym oświadczeniem. Leczenie niepłodności tą metodą będzie mogło być podejmowane po wyczerpaniu innych metod leczenia, prowadzonych przez co najmniej 12 miesięcy.

Ustawa zezwala na dawstwo zarodków, zabrania zaś ich tworzenia w celach innych niż pozaustrojowe zapłodnienie. Zakazuje też niszczenia zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju - grozić będzie za to kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.

Resort zdrowia, który przygotował projekt ustawy, wyjaśniał, że przewiduje ona możliwość pobierania komórek rozrodczych od dawcy, który jest niezdolny do świadomego wyrażenia zgody, ze wskazań medycznych - w celu zabezpieczenia płodności na przyszłość. 

Co sądzisz o ustawie dotyczącej in vitro?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne