Reklama

Reklama

Brat Norberta Kaczmarczyka zgłosił straty na polu. Komisja ma wątpliwości

Konrad Kaczmarczyk, brat wiceministra rolnictwa Norberta Kaczmarczyka, zgłosił na początku wakacji w Urzędzie Gminy w Kozłowie, że 9 czerwca 2022 roku przez jego pole znajdujące się we wsi Kępie przeszło gradobicie. Zgłaszający poinformował, że w wyniku gwałtownych opadów ucierpiała część jego uprawy soi. Powołana komisja zgłoszenie odrzuciła, bo okazało się, że szkód nie stwierdzono, a gradobicia tego dnia w okolicy nie odnotowano.

O zgłoszeniu Konrada Kaczmarczyka jako pierwsza napisała Wirtualna Polska. Z dniem poinformowania urzędników o zdarzeniu, rozpoczęła się procedura zmierzającą do wypłaty odszkodowania po wystąpieniu szkód w gospodarstwie rolnym. 

Pieniądze mające pokryć straty w takich przypadkach wypłaca Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, podlegająca na co dzień Ministerstwu Rolnictwa, którego wiceszefem jest Norbert Kaczmarczyk.

Komisja nie stwierdziła szkód

W skład komisji badającej sprawę weszli przedstawiciele gminy Kozłów, Małopolskiej Izby Rolniczej w Miechowie oraz lokalnego Ośrodka Doradztwa Rolniczego. Okazuje się, że Konrad Kaczmarczyk był jedyną osobą, która złożyła wniosek dotyczący szkód po wspomnianym gradobiciu.

Reklama

- Z tego, co wiem, nie stwierdzono żadnych szkód na terenie gminy, wskazanego dnia nie wstąpiły też anomalia pogodowe, czyli ulewa, powódź czy gradobicie - mówi wójt Kozłowa Jan Basa w rozmowie z Wirtualną Polską.

Konrad Kaczmarczyk nie podpisał jeszcze protokołu komisji i przysługuje mu prawo odwołania.

Konrad Kaczmarczyk komentuje

Głos w sprawie zabrał sam zainteresowany. Konrad Kaczmarczyk przekazał, że "grad bije pasowo, miejscowo i im większe pole, tym większa możliwość, że po nim przejdzie".

- Skoro zgłosiłem szkody, to prawdopodobnie w tamtym rejonie gradobicie musiało przechodzić. A że była powołana komisja, która oceniła, że nie, to znaczy, że nie było. Tak to funkcjonuje w rolnictwie, że jeżeli występują na danym terenie szkody, to się to zgłasza. To chyba normalna procedura, tak? A że okoliczni rolnicy (twierdzą, że gradobicia nie było - przyp. red.), jacy okoliczni rolnicy? Proszę dane tych okolicznych rolników podać, którzy stwierdzili, że u nich nie było. U jednego rolnika przechodzi gradobicie, a u drugiego nie przechodzi gradobicie - mówi brat szefa resortu w wiadomości głosowej przesłanej Wirtualnej Polsce.

Działka o której mowa, liczy 141 hektarów i jest użytkowana przez Konrada Kaczmarczyka od listopada 2020 roku.

Teraz gradobicie, wcześniej traktor

Przypomnijmy, że o Norbercie i Konradzie Kaczmarczykach zrobiło się głośno za sprawą wesela wiceministra, na którym bawiło się około 500 gości. Wśród zaproszonych znaleźli się m.in. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz Beata Kempa.

Bardziej niż skala wydarzenia, wątpliwości opinii publicznej wzbudził prezent, jaki pan młody otrzymał od swojego brata. Norbert Kaczmarczyk dostał tego dnia ciągnik o wartości około 1,5 miliona złotych.

Wiceszef resortu szybko wyjaśnił, że ciągnik został mu użyczony z okazji wesela, a korzystać z maszyny będzie wspólnie ze swoim bratem, gdyż działalność rolniczą prowadzą w ramach jednego gospodarstwa.

"Mój brat kilka dni temu kupił legalnie ciągnik. Firma JD praktykuje ich uroczyste przekazanie. Brat, jako że w jednym domu prowadzimy działalność rolniczą, przekazał mi go w użytkowanie z okazji wesela. Teraz razem w gospodarstwie będziemy mogli z niego korzystać, a brat pozostaje jego właścicielem" - skomentował Norbert Kaczmarczyk w oświadczeniu.

Kontrowersje wokół wiceministra Kaczmarczyka. KPRM reaguje

Sprawą przekazania ciągnika podczas wesela Norberta Kaczmarczyka zainteresowała się Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Michał Dworczyk zapytany w RMF FM o to, czy premier Mateusz Morawiecki zażądał już wyjaśnień od wicepremiera i ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka ws. wiceszefa resortu odparł: "Standardowo resort rolnictwa został poproszony o informacje w tej sprawie".

Pierwsza uwaga: opieramy się w tej chwili na informacjach medialnych, druga - te informacje rzeczywiście są niepokojące. Standardowo w takiej sytuacji bezpośredni przełożony danego wiceministra jest proszony o informację i wyjaśnienia. Taka sytuacja ma miejsce również w tym przypadku. Jestem przekonany, że ta odpowiedź i te wyjaśnienia trafią do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów" - powiedział Michał Dworczyk.

Szef KPRM dodał, że pozyskane informacje nie będą utajnione.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy