Reklama

Reklama

Awantura na komisji obrony. PO: Składamy zawiadomienie do prokuratury

Posłowie na posiedzeniu sejmowej komisji obrony mieli zająć się sprawą "afery mailowej" i treścią maili z prywatnej skrzynki Michała Dworczyka, w których miała być opisywana kondycja polskiej armii. Reprezentujący MON Wojciech Skurkiewicz stwierdził, że ministerstwo "w żaden sposób nie odnosi się do tych informacji". Następnie przewodniczący komisji z PiS, Michał Jach zamknął posiedzenie, bez przeprowadzenia planowanej debaty. Posłowie opozycji zapowiedzieli złożenie zawiadomienia do prokuratury w związku z zachowaniem przewodniczącego.

We wtorek posłowie zebrali się na Komisji Obrony Narodowej, której tematem miało być "Przedstawienie informacji na temat treści ujawnionych w mediach wiadomości e-mail wysyłanych m.in. pomiędzy Michałem Dworczykiem oraz Mateuszem Morawieckim w zakresie kwestii dotyczących obronności i bezpieczeństwa Polski oraz funkcjonowania Ministerstwa Obrony Narodowej".

O posiedzenie komisji wnioskowali posłowie opozycji. - Dziwię się trochę, że nie ma z nami ministra Dworczyka, bo gros tej dyskusji pewnie dotyczyłoby jego, gdyby dzisiaj tutaj z nami był - stwierdził Cezary Tomczyk z PO. Zauważył też, że po raz pierwszy "w sposób oficjalny organ państwa jakim jest Komisja Obrony Narodowej, zajmuje się sprawą maili".

Reklama

Informacje z maili

Poseł Platformy Obywatelskiej cytował niektóre z pojawiających się w internecie wiadomości mailowych, z których jego zdaniem wyłania się zła kondycja polskiej armii i fatalne zarządzanie w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Przytoczył treść wiadomości, jaką miał napisać Michał Dworczyk do Mateusza Morawieckiego we wrześniu 2019. "Najgorsze jest to, że niekompetencja, nieudolność, głupota, a czasem różne ciemne interesy są zawsze podlewane w MON, PGZ i u nas w polityce - obrzydliwym sosem bogojczyźnianych frazesów. Dobro sił zbrojnych, przyszłość polskiego przemysłu itd. A tak naprawdę wywalamy dziesiątki milionów złotych w błoto lub zgadzamy się na rozkradanie środków budżetowych" - cytował Tomczyk.

Zwrócił też uwagę między innymi na korespondencję, w której Dworczyk miał pisać o nieudanym zakupie dronów dla polskiej armii, których były szef MON Antoni Macierewicz chciał zakupić 100 sztuk, czy też otrzymywał wiadomości o brakach kadrowych i odejściach generałów oraz małej gotowości bojowej czołgów.

- Po sześciu latach zwolniliście najlepszych dowódców, zrobiliście czystkę, jeżeli chodzi o polską generalicję, polskich oficerów, wyłania się z tego absolutny brak w polskim uzbrojeniu. (...), że są zawyżane ceny przy przetargach, że tylko 20 proc. czołgów jest zdatnych do walki, że brak śmigłowców dla armii do fakt i zamiast zajmować się tym, zajmujecie się posłami opozycji, żeby atakować ich za przetarg, który sami unieważniliście (na śmigłowce Caracal) - podsumowywał Tomczyk.

MON nie komentuje, przewodniczący zamyka komisję

Kiedy poseł skończył swoje wystąpienie, przewodniczący komisji Michał Jach z PiS, udzielił głosu wiceministrowi obrony Wojciechowi Skurkiewiczowi, który miał przedstawić informację zgodnie z tematem posiedzenia. Po krótkim wstępie stwierdził: "Ministerstwo Obrony Narodowej, kierownictwo MON w żaden sposób nie odnosi się do tych informacji, które są zamieszczane na reglamentowanych przez Moskwę portalach społecznościowych".

Dodał, że w MON, w zakresie obiegu informacji niejawnych nic się nie zmieniło od czasów rządów PO-PSL. Podkreślił, że obieg takich informacji odbywa się w niezależnym systemie Milnet-Z, który "nie ma możliwości łączenia z jakimkolwiek zewnętrznym systemem". W tym kontekście dodał, że zarzuty przedstawione przez posła Tomczyka są "nieuprawnione i skandaliczne".

Jednocześnie Skurkiewicz zapewnił, że resort obrony nie uchyla się od dyskusji z posłami na tematy dotyczące obronności. - Nie uchylamy się, jesteśmy obecni. Co do zakupów, dopiero co odbyliśmy poszerzaną dyskusję, co do struktur organizacyjnych wojska - również. Ze strony MON nie ma nic do ukrycia - zapewnił Skurkiewicz.

W tym momencie powinna się odbyć debata, którą przewodniczący komisji zapowiadał na początku posiedzenia. Tak się jednak nie stało. - Rozumiem panie ministrze, że do żadnego z tych argumentów się nie będzie pan odnosił. Wobec powyższego stwierdzam, że skoro ministerstwo nie uznaje tematu jako możliwego do zaopiniowania w jakikolwiek sposób, dalsza dyskusja jest bezprzedmiotowa i zamykam posiedzenie komisji - stwierdził Jach.

- To jest skandal absolutny. Nie może pan zamykać komisji - mówił Bartłomiej Sienkiewicz z PO. 

Posłowie opozycji podnieśli głos, krzycząc w kierunku Jacha: "Skandal", "Ale się boicie", "Tylko tyle potraficie zrobić - namieszać i wyjść", "Uciekacie od odpowiedzialności jak szczury". Transmisja z posiedzenia na stronach Sejmowych została przerwana. 

Posłowie opozycji zapowiedzieli, że przygotują i zgłoszą do marszałek Sejmu wniosek "o naruszenie regulaminu (przez szefa komisji obrony) i o wszczęcie komisji od nowa". - To co się tutaj stało jest poza standardem jakiegokolwiek parlamentu - argumentował poseł Bartłomiej Sienkiewicz.

Wiceszef komisji Obrony Czesław Mroczek zapowiedział, że przygotuje wniosek i złoży go w środę do marszałek Sejmu. Zaapelował też do posłów, by podpisywali się pod wnioskiem.

Już po posiedzeniu Cezary Tomczyk zapowiedział złożenie zawiadomienia popełnienia przestępstwa przez przewodniczącego komisji w związku z zerwaniem prac organu.

Afera mailowa

Początek doniesień o ataku hakerskim na prywatną skrzynkę mailową szefa KPRM Michała Dworczyka przypada na czerwiec 2021 roku. Wówczas w mediach pojawiły się informacje, że dane ze prywatnej poczty przejęli hakerzy. Sam Dworczyk stwierdził wówczas, że o sprawie zostały poinformowane odpowiednie służby, a "w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się żadne informacje, które miały charakter niejawny, zastrzeżony, tajny lub ściśle tajny".

Od tamtej pory w mediach społecznościowych regularnie publikowane są treści korespondencji mailowych, których uczestnikiem miał być Michał Dworczyk. Wśród nazwisk pojawiających się w wiadomościach są między innymi ważni przedstawiciele Kancelarii Prezesa Rady Ministrów czy sam premier Mateusz Morawiecki.

Zdaniem rządu, publikowane maile nie są wiarygodne, a część z nich może być fałszywa i przygotowana specjalnie by dezinformować opinię publiczną. Politycy PiS konsekwentnie nie odpowiadają na pytania dziennikarzy o treść wiadomości. - Coraz więcej wskazuje na to, że za ujawnieniem maili mających pochodzić z prywatnej skrzynki szefa KPRM stoją służby ze wschodu - mówił Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej pod koniec października 2021.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje