Deutsche Welle: Plastik nas zalewa. W tle lobbing, zastraszanie i gra o wielkie pieniądze
Około 100 państw chce ambitnego porozumienia dotyczącego ograniczenia produkcji plastiku, który jest już dosłownie wszędzie. Ograniczeniom sprzeciwiają się jednak m.in. Rosja, Iran, Arabia Saudyjska i przemysłowe lobby, a naukowcy są zastraszani. Kraje Zachodu są z kolei oskarżane o hipokryzję.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia Bliżej Świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych mediów. Deutsche Welle to niemiecki nadawca publiczny funkcjonujący od 1953 r. Ze stacji radiowej DW z czasem przeobraziło się w medialny konglomerat obejmujący telewizję i portal internetowy.
Już w zeszłym roku w południowokoreańskim Pusan dążono do zawarcia porozumienia w sprawie plastiku zalewającego świat. Jednak negocjacje prowadzone przez Program Środowiskowy ONZ zakończyły się niepowodzeniem.
We wtorek rozpoczęła się próba numer dwa. Przedstawiciele ponad 170 krajów będą mieć do 14 sierpnia czas, aby na konferencji w Genewie wynegocjować wiążące porozumienie w sprawie redukcji odpadów plastikowych.
Kluczowe tematy to: czy i w jaki sposób ograniczyć produkcję plastiku, jak można usprawnić postępowanie z niebezpiecznymi produktami i chemikaliami z tworzyw sztucznych oraz jakie wsparcie finansowe na wdrożenie porozumienia otrzymają kraje rozwijające się.
Co roku na świecie produkuje się 413 mln ton plastiku. Taka ilość mogłaby wypełnić ponad pół miliona basenów olimpijskich.
Globalnie tylko 9 proc. z tego plastiku jest poddawane recyklingowi. Reszta jest spalana, trafia na wysypiska śmieci, do oceanów, zanieczyszcza gleby, szkodzi dzikiej przyrodzie i zdrowiu ludzi. Mikroplastik można obecnie wykryć wszędzie na świecie, a także w ludzkim organizmie.
Walka z plastikiem: Kto ma jakie cele
Około 100 krajów naciska na ambitne porozumienie, które obejmie redukcję produkcji plastiku. Wśród nich jest wiele krajów Afryki i Ameryki Łacińskiej, a także Niemcy i UE.
Jednak kraje sprzedawcy i producenci ropy naftowej z tzw. "like minded coalition" (koalicji myślących podobnie), w tym Rosja, Iran i Arabia Saudyjska, blokowały dotąd zaostrzenie regulacji produkcji.
- W istocie chcą one kontynuować swoje dotychczasowe działania i dlatego starają się m.in. zapobiec ustaleniom, które ograniczałyby popyt, takim jak eliminacja z rynku jednorazowych produktów plastikowych - wyjaśnia w rozmowie z Deutsche Welle Florian Titze, dyrektor ds. polityki międzynarodowej w organizacji ekologicznej WWF.
Przemysł tworzyw sztucznych i kraje, które szczególnie na nim korzystają, przedstawiają kryzys związany z plastikiem jako problem niewłaściwego gospodarowania odpadami. Dążą do porozumienia, które skupi się na zbiórce plastiku, większej ilości informacji dla konsumentów i wyższych wskaźnikach recyklingu. Ale to nie powstrzyma nadprodukcji, czyli prawdziwego źródła problemu.
Jednak przedstawicielka plastikowej branży Virginia Janssens, dyrektor europejskiego stowarzyszenia przemysłu tworzyw sztucznych Plastics Europe, widzi to inaczej. Ostrzega w rozmowie z DW przed, jej zdaniem, zbyt uproszczonymi środkami, takimi jak ograniczenie globalnej produkcji tworzyw sztucznych.
Branża - jak twierdzi - traktuje zanieczyszczenie plastikiem poważnie. Jednak rozwiązanie tego problemu wymaga według niej współpracy międzysektorowej:
- Nie tylko w obrębie naszej branży, ale także w całym łańcuchu wartości (od koncepcji produktu po jego sprzedaż - red.) - ocenia Janssens.
Recykling nie rozwiąże problemu
- Chociaż recykling i gospodarka odpadami są ważnym elementem walki z tym problemem, ich wpływ pozostanie ograniczony, jeśli jednocześnie nie zmniejszy się ilości produkowanego plastiku - wyjaśnia Melanie Bergmann, biolog morska z Instytutu Alfreda Wegenera. Towarzyszy ona niemieckiej delegacji w negocjacjach jako obserwator naukowy.
- Jeśli ilość plastiku w obiegu rośnie z roku na rok, potrzebujemy coraz więcej takich struktur (do recyklingu i gospodarki odpadami). Widzimy to już w bogatszych częściach świata: nasze systemy sobie z tym nie radzą - mówi.
Same Niemcy wydają rocznie 16 mld euro na gospodarkę odpadami, oczyszczanie wody i kontrolę zanieczyszczeń. To około 0,4 proc. PKB. A udział odpadów plastikowych w systemie stale rośnie.
- UE mogłaby zatem powiązać wsparcie finansowe dla krajów rozwijających się ze zobowiązaniami do ograniczenia produkcji plastiku - zauważa Bergmann.
Hipokryzja Niemiec i UE?
Aleksandar Rankovic ostrzega jednak przed przerzucaniem odpowiedzialności wyłącznie na kraje wydobywające ropę i producentów tworzyw sztucznych. Rankovic jest założycielem think tanku Common Initiative, który działa na rzecz ochrony dóbr wspólnych, i od dawna obserwuje negocjacje.
Krajom zachodnim, takim jak Niemcy, Francja i Wielka Brytania, zarzuca hipokryzję.
- Wszyscy uważają, że są przesadnie ambitni. Uważam to za przewrotne - mówi Rankovic.
Z około 8 mln ton plastiku rocznie Niemcy są zdecydowanie największym producentem tworzyw sztucznych w Europie, za nimi plasują się Belgia i Francja.
Na całym świecie jedna trzecia wszystkich tworzyw sztucznych pochodzi z Chin, a prawie 20 proc. - z innych krajów azjatyckich i Ameryki Północnej.
Według Organizacji Narodów Zjednoczonych w Ameryce Północnej i Europie zużywa się średnio od 85 do 94 kg plastiku rocznie na osobę. W Chinach wskaźnik ten wynosi 58 kg.
Mimo że kraje tzw. koalicji "high ambition" (koalicja wysokich ambicji) naciskają na ambitniejsze porozumienie, Rankovic krytykuje u nich brak jasnej propozycji w sprawie wiążącego celu, by produkować mniej plastiku. Ograniczenia zużycia i produkcji tworzyw sztucznych do zrównoważonego poziomu, co proponuje koalicja, to według eksperta sformułowanie zbyt niejasne.
Źródła DW w niemieckim Ministerstwie Środowiska odrzucają tę krytykę. Według nich dostępne obecnie dane nie wystarczają, aby tego rodzaju cele określać liczbowo. Zatem takiego celu jak 1,5 stopnia (limit globalnego ocieplenia wyznaczony w porozumieniu paryskim z 2015 r. - red.) nie można w tej chwili w ogóle określić - słyszymy.
Dr Melanie Bergman z z Instytutu Alfreda Wegenera (AWI), która bada wpływ plastiku na ekosystemy, podziela tę opinię. Twierdzi jednak, że globalna produkcja tworzyw sztucznych musi zostać zmniejszona o co najmniej 12-19 proc., aby osiągnąć cele porozumienia paryskiego.
Ministerstwo Środowiska chce również ograniczyć produkcję pierwotną i wspierać gospodarkę o obiegu zamkniętym - potwierdzają źródła DW zbliżone do resortu. Podobne stanowisko mają Włochy, Hiszpania i Francja, które naciskają na takie rozwiązania w UE.
Lobby branży tworzyw jest silne
W Genewie pojawiło się też kilkuset przedstawicieli przemysłu tworzyw sztucznych i chemicznego, a także zespoły negocjacyjne krajów.
- Rozwiązania mogą przynieść rezultaty jedynie poprzez współpracę i współdziałanie zarówno ze społeczeństwem obywatelskim, jak i sektorem prywatnym - twierdzą źródła DW w niemieckim Ministerstwie Środowiska.
- W ostatnich latach nasilił się lobbing i próby podważenia badań naukowych w dziedzinie tworzyw sztucznych - uważa dr Bethanie Carney Almroth, ekotoksykolog z Uniwersytetu w Göteborgu w Szwecji. Bada ona szkodliwe oddziaływanie substancji chemicznych z tworzyw sztucznych.
Już sama liczba uczestników z branży pokazuje, że wpływ przemysłu na negocjacje jest znaczący. W ubiegłym roku w negocjacjach wzięło udział więcej lobbystów niż wszystkich delegatów z państw członkowskich Unii Europejskiej razem wziętych.
- Swoimi stronniczymi badaniami przemysł próbuje podważyć wiarygodność nauki - ostrzega dr Carney Almroth.
Branżowe stowarzyszenie Plastics Europe broni się w rozmowie z DW. Twierdzi, że uznaje znaczenie niezależnej nauki.
- Zapewnienie opartego na dowodach dialogu i podejmowania decyzji ma kluczowe znaczenie dla znalezienia najskuteczniejszych rozwiązań - mówi Virginia Janssens z Plastics Europe.
Agresja lobby wobec ekspertki
Dr Bethanie Carney Almroth z kolei mówi o przypadkach zniesławień i zastraszania naukowców takich jak ona: w e-mailach, mediach i rozmowach osobistych, w listach do redaktorów publikacji naukowych oraz przez pracowników dużych firm.
- W prawie wszystkich przypadkach moje badania nie były krytykowane. Krytykowano mnie jako osobę, co oznacza dla mnie dwie rzeczy: po pierwsze, że moje badania mają sens, a po drugie, że robię coś ważnego, że moja praca ma znaczenie - mówi badaczka.
Na konferencji w Kanadzie była zastraszona i zakrzykiwana przez przedstawiciela branży opakowaniowej, który wtargnął na salę wykładową i oskarżył ją o rozpowszechnianie dezinformacji. Ekspertka złożyła skargę do ONZ. Mężczyzna musiał przeprosić. Na konferencjach ONZ podejmowano również próby fotografowania jej telefonu i ekranu laptopa oraz potajemnego nagrywania rozmów.
- Teraz stosuję do nich dodatkową ochronę. Muszę uważać, gdzie jestem i kto jest wokół mnie - mówi badaczka. Jej koledzy również są pod presją.
Przełom w Genewie? Raczej ramy
Rankovic nie wierzy, że w Genewie uda się zawrzeć przełomowe porozumienie. Raczej będzie to rodzaj konwencji ramowej, konsensus co do minimum, na którym można budować w nadchodzących latach. Stanowiska są zbyt zróżnicowane - przyznaje. A w negocjacjach międzynarodowych decyzje mogą być podejmowane wyłącznie w drodze konsensusu.
Jednak naukowcy są zgodni, że czas gra główną rolę. Jest pewne, że produkcja tworzyw sztucznych podwoi się w ciągu najbliższych 20 lat.
- Mamy historyczną szansę na opanowanie problemu tworzyw sztucznych - mówi Melanie Bergmann z Instytutu Alfreda Wegenera.
Tim Schauenberg, Deutsche Welle
Oryginalny artykuł dostępny jest tutaj













