"The Guardian": Europa nie musi wybierać między zbrojeniami a dobrobytem
Owszem, wydatki na obronność muszą wzrosnąć. Jednak rezygnacja z formuły państwa opiekuńczego w celu ich finansowania byłaby ogromnym błędem. Historia uczy nas, że wybór polityczny nigdy nie jest dokonywany pomiędzy bronią a masłem, lecz raczej pomiędzy bronią a podatkami.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia Bliżej Świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Założony w 1821 r. brytyjski dziennik "The Guardian", z którego pochodzi poniższy artykuł, jest jedną z najstarszych gazet na świecie. Jego dziennikarze wielokrotnie zdobywali najbardziej prestiżowe dziennikarskie nagrody, w tym m.in. Pulitzera.
Europejskie rządy po raz kolejny stoją przed trudnym wyborem: zwiększenie wydatków na wojsko czy podtrzymywanie wydatków na programy socjalne. A przynajmniej z taką narracją mamy do czynienia od czasu wycofania się Donalda Trumpa z powojennego porządku międzynarodowego w zakresie bezpieczeństwa - a co za tym idzie - naciskania na pilne dozbrojenie się Europy.
Jednak takie ujęcie dylematu, przed którym stoi obecnie Stary Kontynent, jest wielkim błędem. Historia uczy nas bowiem, że wybór polityczny nigdy nie jest dokonywany pomiędzy bronią a masłem, lecz raczej pomiędzy bronią a podatkami.
Nowy globalny porządek. Europa musi się dozbroić
Upadek Związku Radzieckiego na początku lat 90. zdawał się domykać niemal sto lat globalnego konfliktu ideologicznego, ale miał też uczynić wszystkich nas bogatszymi. Wraz z końcem zimnej wojny Europejczycy nie musieli już utrzymywać drogiego aparatu wojskowego do obrony swojego terytorium. Rządy zrezygnowały z poboru do wojska i ograniczyły wydatki na obronę.
Zarabiając na tzw. dywidendzie pokojowej, rządy mogły wydawać pieniądze na priorytety krajowe, które uważały za słuszne, zwiększając inwestycje niewojskowe.

Czerwcowy szczyt NATO w Hadze pokazał, jak dramatycznie odwróciła się ta tendencja. Pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę i niepewność odnośnie do zaangażowania Trumpa w NATO oznaczają, że europejskie rządy nie mają innego wyjścia, jak tylko inwestować więcej we własną wzajemną obronę.
Dywidenda pokojowa, jak stwierdziła Kristalina Georgieva, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), "przepadła". Europejscy członkowie NATO zobowiązali się do zwiększenia wydatków na "twardą obronę", taką jak czołgi i pensje wojskowe, z 2 proc. do 3,5 proc. PKB do 2035 roku.
Kluczowe pytanie brzmi jednak: jak to sfinansować. Dla niektórych ekspertów jedynym sposobem na zbudowanie państwa zdolnego do prowadzenia działań wojennych, które mogłoby skutecznie odstraszyć Rosję, jest cięcie wydatków socjalnych. Ów mylący argument zasadza się na przesłance, że rządy w latach 90. przeznaczyły oszczędności z cięć zbrojeniowych na kosztowne obietnice socjalne.
Europa wyciągnęłaby błędne wnioski z historii, gdyby osłabiła instytucje państwa opiekuńczego, celem zbudowania państwa wojskowego.
Jeszcze przed porozumieniem NATO w Hadze opinia publiczna była przygotowywana na nową rzeczywistość. W marcowym przemówieniu telewizyjnym prezydent Francji, Emmanuel Macron, ostrzegał obywateli, że w "bardziej brutalnym" świecie będą musieli liczyć się z cięciami budżetowymi. Macron wykluczył jednak wyższe podatki. Premier Danii, Mette Frederiksen, aby móc zwiększyć wydatki na obronność, zdecydowała się zlikwidować święto państwowe. Z tego samego powodu Wielka Brytania dokonała poważnych cięć w swoim budżecie na międzynarodową pomoc rozwojową.
Państwo opiekuńcze czy militarne? Jest trzecia opcja
Europa wyciągnęłaby jednak błędne wnioski z historii, gdyby osłabiła instytucje państwa opiekuńczego, celem zbudowania państwa wojskowego. Istnieje inny sposób: zamiast ciąć wydatki socjalne, rządy europejskie powinny podnieść podatki od korporacji i kapitału - i tak sfinansować odstraszanie.
Przyjrzyjmy się temu, co faktycznie wydarzyło się w latach 90. Podczas gdy cięcie wydatków na obronę po upadku Związku Radzieckiego pozwoliło rządom na zwiększenie wydatków socjalnych, dało im to przede wszystkim przestrzeń do obniżenia podatków i deficytów budżetowych. Zrobiono to z wielką gorliwością, gdy we wspomnianej dekadzie zapanował neoliberalny konsensus i nasiliła się konkurencja podatkowa.

Tak, "dywidenda pokojowa" pomogła sfinansować duży wzrost wydatków socjalnych, ale w przypadku starzejących się społeczeństw przeznaczono ją głównie na emerytury, opiekę zdrowotną i długoterminową. Od czasu zakończenia zimnej wojny ochrona socjalna ludności w wieku produkcyjnym spadła w całej Europie.
Tymczasem od połowy lat 80. do 2023 r. stawki podatku dochodowego od osób prawnych w ramach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) spadły o około połowę. Stawki podatku od zysków kapitałowych również znacznie spadły: z 53 proc. na początku lat 90. do 26 proc. obecnie w Niemczech lub z 30 proc. do 24 proc. obecnie w Wielkiej Brytanii w tym samym okresie. Jak się okazuje, "dywidenda pokojowa" była w rzeczywistości dobrodziejstwem, ale dla najbogatszych w Europie.
Europa nie może sobie pozwolić na przerzucenie ciężaru rozbudowy obronności na grupy znajdujące się w najtrudniejszej sytuacji.
Oszczędności na obronności nie tylko trafiły do sektora prywatnego poprzez obniżenie podatków, ale także poprzez zmniejszenie deficytu budżetowego. Przyjęcie przez Niemcy kontrowersyjnego konstytucyjnego "hamulca zadłużenia" w 2009 roku pomogło im osiągnąć zrównoważony budżet; coś, co byłoby niemożliwe bez zdecydowanych cięć wydatków na obronę.
W nadchodzących latach Europa nie może sobie pozwolić na polityczne przerzucenie ciężaru rozbudowy obronności na grupy znajdujące się w najtrudniejszej sytuacji. Konieczne będzie zwiększenie długu publicznego, do czego zobowiązały się Niemcy. Dług ten bywa jednak często podatkiem regresywnym, obciążającym w większym stopniu najbiedniejszych - ponieważ bogaci są po części jego właścicielami.
Co więcej, jeśli kraje UE nie zgodzą się na wspólne pożyczki w celu sfinansowania wydatków na obronność - jak to miało miejsce podczas pandemii - rynki finansowe mogą nie pozwolić członkom o wysokim zadłużeniu (jak Włochy czy Francja) na dokręcanie militarnej śruby.

Czas uczciwie opodatkować wielkie korporacje
"Nowa normalność" wyższych wydatków na obronność powinna być zatem finansowana m.in. poprzez podniesienie podatków, zwłaszcza od dochodów przedsiębiorstw, wysokiego majątku i zysków kapitałowych. Nie będzie to możliwe bez ograniczenia konkurencji podatkowej na poziomie ogólnoeuropejskim.
Francja i Niemcy od dawna naciskały na harmonizację podatków od osób prawnych we wszystkich 27 państwach członkowskich UE. Wspólnota musi teraz powstrzymać kraje stosujące dumping podatkowy, takie jak neutralna Irlandia. Europa nie może podnieść swoich zdolności obronnych bez osiągnięcia lepszych dochodów z podatków.
Na wojnie potrzebna jest nie tylko broń, ale także wspierające ją społeczeństwo.
Ponadto, wzrost wydatków na obronność może wykroczyć poza krótkoterminową dynamikę, przekształcając się w wiarygodne odstraszanie, tylko przy szerokim wsparciu opinii publicznej w całej Europie.
Doświadczenie "keynesizmu wojskowego" (polityka gospodarcza oparta na stanowisku, że rząd powinien zwiększyć wydatki na wojsko, aby pobudzić wzrost gospodarczy - red.) na całym świecie i w całej historii nigdy nie dotyczyło wyboru pomiędzy bronią a masłem. Chodzi raczej o to by mieć i na broń, i na masło. Na wojnie potrzebna jest nie tylko broń, ale także wspierające ją społeczeństwo. Utrzymanie pokoju na froncie domowym jest tak samo ważne, jak utrzymanie linii w okopach.
Zamiast budować państwo militarne kosztem państwa opiekuńczego europejscy przywódcy powinni zastanowić się, jak poprawić i zmodernizować wydatki socjalne. Tylko perspektywa lepszego i bardziej sprawiedliwego świata sprawi, że nasze społeczeństwa pozostaną zjednoczone i zdolne do walki.
---
Tekst przetłumaczony z "The Guardian" - www.theguardian.com
Autorzy: Shahin Vallée i Joseph de Weck
Tłumaczenie: Nina Nowakowska
Tytuł, śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji
---








