"Financial Times": Iran podał swoją cenę za zakończenie wojny
- Dubaj można skrzywdzić jednym pociskiem na miesiąc - odgrażają się irańscy dyplomaci, szykując się na wojnę, która może potrwać i rok. Co musiałoby się stać, by Iran przerwał kontrataki paraliżujące światową gospodarkę? Z okolic reżimu pada konkretny warunek.

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. "Financial Times", brytyjski dziennik założony w 1888 roku w Londynie, specjalizuje się w tematyce gospodarczej, finansowej i politycznej. Od kilkunastu dekad dostarcza pogłębione analizy, komentarze i raporty, które kształtują debatę publiczną oraz decyzje liderów biznesu i polityki.
Donald Trump powiedział, że wojna USA z Iranem skończy się wtedy, kiedy on o tym zdecyduje - kiedy, jak to ujął, "poczuję to, poczuję to w kościach".
Tyle że nie będzie to zależeć wyłącznie od prezydenta Stanów Zjednoczonych. W ostatnim tygodniu, gdy konflikt eskalował i wstrząsnął globalną gospodarką, irańscy przywódcy dali do zrozumienia, że daleko im do szybkiej kapitulacji, a Islamska Republika zamierza uciszyć działa na własnych warunkach.
- Wszyscy są zafiksowani na wahaniach Trumpa, a kompletnie pomijają fakt, że istnieje ogromne państwo, które ma własną sprawczość - powiedział jeden z zachodnich urzędników. - W grze jest w zasadzie całe raison d'être reżimu: przetrwać i stawiać opór.
Iran postrzega ten konflikt jako egzystencjalne zagrożenie, desperacko próbuje odbudować zdolność odstraszania i chce mieć pewność, że jego wrogowie nie będą skłonni w przyszłości płacić ceny kolejnych ataków - mówią osoby bliskie reżimowi, dyplomaci i eksperci.
To wszystko - dodają - sugeruje, że Teheran przygotowuje się na długotrwałą wojnę na wyniszczenie i przerwie walki dopiero wtedy, gdy w ramach ewentualnego porozumienia o zawieszeniu broni otrzyma gwarancje, że USA i Izrael nie wznowią później uderzeń.
- Iran mówi: "Potrzebujemy gwarancji i nie cofniemy się, nawet jeśli wojna potrwa rok" - relacjonuje Irańczyk bliski reżimowi. - Jeśli Iran zostanie zniszczony, cały region zostanie zniszczony.

Na czele odwetu reżimu stoi Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) - elitarna, licząca 180 tys. żołnierzy formacja, która siała chaos w regionie, przeprowadzając ataki rakietowe i dronowe na amerykańskie bazy wojskowe, infrastrukturę w krajach Zatoki Perskiej oraz na międzynarodową żeglugę.
- Strażnicy są napędzani ideologią, nie boją się śmierci - mówi Irańczyk. Są "przekonani, że chodziło o zmianę reżimu i że jeśli zgodzą się na zawieszenie broni, USA i Izrael po nich wrócą".
To oznacza, że jeśli Trump ogłosi "zwycięstwo" i wstrzyma amerykańskie bombardowania Iranu, istnieje ryzyko, iż Teheran - nawet osłabiony i poturbowany - będzie nadal atakował Izrael i wciąż trzymał żeglugę w szachu w cieśninie Ormuz.
USA nie wiedzą, jak w tym regionie zaczynać ani jak kończyć wojny. Nie będziemy siedzieć bezczynnie i pozwalać, by Izrael i USA ustanowili nowy porządek
Trump, który określił irańskie wojsko jako "zdziesiątkowane", powiedział, że Teheran chce rozmów, lecz on nie zawarł porozumienia, bo "warunki nie są jeszcze wystarczająco dobre".
Na to Abbas Aragczi, minister spraw zagranicznych Iranu, odpowiedział ostro, nazywając doniesienia, że republika chce rozejmu lub negocjacji, "urojeniami". Zaprzeczył też informacjom, jakoby przywrócił kanał komunikacji z amerykańskim wysłannikiem Steve'em Witkoffem, twierdząc, że taka pogłoska miała uspokoić rozchwiane rynki energii.
Urzędnicy w regionie przekonują, że po żadnej ze stron nie widać dyplomatycznych wysiłków na rzecz zakończenia wojny. A wtorkowe zabicie przez Izrael Alego Laridżaniego - konserwatywnego, lecz pragmatycznego weterana reżimu - ma dodatkowo oddalić nadzieje na wznowienie rozmów. Jak podkreśla regionalny dyplomata, Laridżani byłby kluczową postacią w każdym procesie dyplomatycznym.
Rozmówca "FT" uważa, że Iran wstrzymałby ataki na cele amerykańskie, gdyby Trump wycofał USA z konfliktu, co pozwoliłoby Teheranowi ogłosić, że zmusił Amerykę do odwrotu.
Jest jednak przekonany, że Iran kontynuowałby uderzenia w Izrael, którego obwinia o wybuch wojny. Dodał również, że istnieje ryzyko "częściowego uzbrojenia" cieśniny Ormuz - Iran mógłby decydować, które statki mogą przepływać, a którym zostanie to uniemożliwione.

Izraelscy urzędnicy także deklarują, że są gotowi kontynuować konflikt tak długo, jak będzie to konieczne. Jednak uzależnienie Izraela od amerykańskiego wsparcia wojskowego oznacza, że państwo to w praktyce będzie musiało podążać za decyzjami Trumpa.
Regionalny dyplomata nie spodziewa się, aby Teheran zgodził się na tymczasowy rozejm podobny do tego, jaki zawarto w ubiegłym roku między Hamasem a Izraelem - po którym Izrael kontynuował uderzenia w Gazie.
- Nie ma jasności co do tego, jak miałoby wyglądać porozumienie - mówi dyplomata. - Jednak kiedy rozmowy o umowie się rozpoczną, bardzo trudno będzie je zatrzymać.
Sanam Vakil z Chatham House uważa, że Iranowi nie opłaca się przerywać działań, jeśli reżim nie otrzyma oczekiwanych zapewnień, a także ulgi sankcyjnej w ramach powojennego układu.
- To są dwa bardzo trudne do osiągnięcia rezultaty - podkreśla. - Jeśli nie dostaną ulgi sankcyjnej i gwarancji, że ataki już nigdy się nie powtórzą, nie przestaną się odgryzać.
Gdy konflikt zbliża się do trzeciego tygodnia, przywódcy Islamskiej Republiki przekonują Irańczyków, że reżim jest gotowy na długą wojnę.
- USA nie wiedzą, jak w tym regionie zaczynać ani jak kończyć wojny - powiedział Mohammad Bagher Ghalibaf, polityk bliski Strażnikom Rewolucji i jedna z najważniejszych postaci w państwie. - Nie będziemy siedzieć bezczynnie i pozwalać, by reżim syjonistyczny i USA ustanowili nowy porządek.
Występując w tym tygodniu w państwowej telewizji, Ghalibaf - przewodniczący parlamentu - stwierdził, że zanim Iran się zatrzyma, musi zniknąć "jakiekolwiek zagrożenie wojną".
- To nasze jasne i jednoznaczne żądanie - powiedział. - Nie akceptujemy sytuacji, w której jest zawieszenie broni, a po pięciu miesiącach znów wracamy do wojny.

USA i Izrael obiecały zniszczyć irańskie zdolności rakietowe i od 28 lutego uderzają w republikę dniem i nocą. Pentagon podał, że trafił niemal 8 tys. celów, a Izrael twierdzi, że przeprowadził podobną liczbę uderzeń. Izraelski premier Binjamin Netanjahu zobowiązał się "zdestabilizować reżim i umożliwić zmianę".
Rob Malley, były amerykański urzędnik, wysłannik prezydenta Joe Bidena ds. Iranu, mówi, że Teheran stawia dwa rachunki:
Pierwszy to chęć zakończenia wojny ze względu na ogromne koszty dla infrastruktury i wojska, które z czasem mogłyby podkopać bezpieczeństwo wewnętrzne reżimu.
Drugi jednak polega na tym, że Iran "chce mieć pewność, że USA i światowa gospodarka zapłacą wystarczająco wysoką cenę, aby dwa razy się zastanowiły, zanim wznowią wojnę" - dodaje Malley.

Najpotężniejszą bronią Iranu okazała się zdolność do praktycznego zamknięcia cieśniny Ormuz, przez którą zwykle przepływa około jednej piątej światowych dostaw ropy i gazu.
Choć Iran wcześniej groził zamknięciem cieśniny, to jak mówi Rob Malley, "nigdy nie wiedzieli, że naprawdę mogą - dopóki tego nie spróbowali".
- Teraz już wiedzą i to jest dość skuteczne - przyznaje zachodni urzędnik. - Ryzyko polega na tym, że nadal będą trzymać świat jako zakładnika.
Jeśli USA zakończą wojnę, Teheran może znaleźć się pod presją, by przerwać ataki - ze strony państw regionu oraz tradycyjnych sojuszników, takich jak Rosja i Chiny, które mocno polegają na ropie i gazie z Zatoki oraz są głównymi nabywcami irańskiej ropy - mówi Malley.
- Jednak nie jestem w stanie sobie wyobrazić dobrze prosperującej Islamskiej Republiki. Nie wiem, co musiałoby się stać, by reżim powiedział: zatrzymajmy się i zacznijmy odbudowę. Nie jestem pewien, czy odbudowa jest możliwa, co prowadzi nas do bardzo mrocznego miejsca - dodaje dyplomata.
Irańczyk bliski reżimowi mówi, że Strażnicy Rewolucji zachowują się coraz bardziej jak organizacja zbrojna, próbując mierzyć się z najbardziej wyrafinowanymi i potężnymi armiami świata - porzucają bazy i rozpraszają się, by zmniejszyć ryzyko trafienia, a jednocześnie prowadzą działania odwetowe.
- Strażnicy świetnie znają wojnę asymetryczną i właśnie to robią. Nie da się pokonać partyzantów nalotami - mówi, porównując ich taktykę do działań Hezbollahu w Libanie i Hutich w Jemenie.
Rozmówca utrzymuje, że mimo tysięcy amerykańskich i izraelskich uderzeń Iran wciąż produkuje pociski i wyrzutnie w ukrytych lokalizacjach, często głęboko pod ziemią. Dodaje, że Teheran kalibruje tempo ostrzałów tak, by nie wyczerpać zapasów i móc prowadzić długą wojnę.

Tymczasem USA i Izrael twierdzą, że mocno ograniczyły irańskie zdolności dronowe i rakietowe, a intensywność ostrzału spadła o 90 proc. lub więcej w porównaniu z początkiem konfliktu.
Mimo to Teheran nadal odpala codzienne salwy.
- Dubaj można skrzywdzić jednym pociskiem na miesiąc - mówi Irańczyk bliski reżimowi.
Ataki Hutich na żeglugę na Morzu Czerwonym w ostatnich dwóch latach pokazały, jak destrukcyjna może być sama groźba uderzeń, utrzymywana przez długi czas.
Tulsi Gabbard, dyrektorka amerykańskiego wywiadu narodowego, powiedziała w środę: - Iran i jego sojusznicy wciąż są zdolni do atakowania i nadal atakują amerykańskie oraz sojusznicze interesy.
- Jeśli wrogi reżim przetrwa, podejmie wieloletni wysiłek odbudowy sił rakietowych i dronowych - powiedziała komisji ds. wywiadu w Senacie USA.
Zachodni urzędnik przyznaje, że bardzo trudno określić, jak długo Iran będzie w stanie utrzymywać ostrzał.
- Nic dziwnego, że Iran się miota; bardziej zaskakuje, że oni wciąż to ciągną - mówi. - Wiemy więcej o możliwościach Iranu niż wcześniej. Nie powiedziałbym, że to wiedza "wstrząsająco" większa, ale jest większa.
Urzędnik sugeruje, że o przyszłości Iranu w większym stopniu niż amerykańskie czy izraelskie bomby przesądzi "dynamika między reżimem a społeczeństwem".
- Ten pies na razie nie szczeka - mówi. - Irańczycy trzymają się od tego absolutnie z daleka.
Autor: Andrew England, Najmeh Bozorgmehr
Data publikacji: 19 marca 2026 r.
© The Financial Times Limited 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zakaz rozpowszechniania, kopiowania i modyfikowania. Interia ponosi pełną odpowiedzialność za tłumaczenie. The Financial Times Limited nie odpowiada za jego jakość i dokładność.








