Reklama

Reklama

Aleksander Kwaśniewski pogodził Czarzastego z Tuskiem

Aleksander Kwaśniewski pomógł zakopać topór wojenny Włodzimierzowi Czarzastemu i Donaldowi Tuskowi - ustaliła Interia. Lider Platformy Obywatelskiej oraz współprzewodniczący Nowej Lewicy zawarli nieformalny pakt o nieagresji. Rozmowy utkwiły jednak w miejscu, bo Tusk próbuje przeforsować jedną listę wyborczą opozycji, a druga strona nie chce niczego deklarować.

Niechęć Donalda Tuska do byłego szefa SLD, a obecnie współprzewodniczącego Nowej Lewicy jest powszechnie znana polskim politykom. Do tej pory lider PO, nawet publicznie, nie szczędził uszczypliwości Włodzimierzowi Czarzastemu. Mówiło się też, że Tusk chce wyrugować lewicę z Sejmu.

- Zadaję pytanie, czy fakt, że Włodzimierz Czarzasty i jego najbliżsi współpracownicy są nieustanie obecni w pisowskich, prorządowych mediach i tam koncentrują się wspólnie z pisowskimi aparatczykami na atakach na inne partie opozycyjne, mnie, na Platformę, jest do zaakceptowania? - jeszcze w drugiej połowie stycznia zastanawiał się szef największej partii opozycyjnej.

Reklama

Minęło pół roku, a lider Platformy zupełnie zmienił narrację. Ba, podczas sobotniego spotkania "MeetUp Nowa Generacja" zaczął nawet mówić językiem lewicy. - Mieszkanie jest prawem człowieka. To nie może być wyłącznie marzenie, towar albo przedmiot spekulacji wielkich korporacji - oświadczył polityk. Niezależnie od tego czy Tusk, któremu bliżej do środowisk liberalnych, zmienił poglądy, politycy lewicy z zadowoleniem odbierają takie deklaracje. Chociażby dlatego, że trąbią o nich wszystkie media.

- Bardzo się cieszę, że Donald Tusk mówi o naszych postulatach. To znaczy, że przyzwyczaja elektorat PO do przyszłych rządów z nami. Tylko lewica w rządzie daje szansę, że te postulaty będą spełnione - mówi Interii Gawkowski. W podobnym tonie wypowiada się sekretarz klubu: - Jesteśmy zadowoleni, że partie opozycyjne przejmują nasze pomysły. To dobrze wróży na przyszłość. Zakładając wygraną opozycji w wyborach, daje to dużą szansę na wdrożenie rozdziału państwa od Kościoła oraz kwestii światopoglądowych - usłyszeliśmy od Dariusza Wieczorka.   

Aleksander Kwaśniewski pomógł

Jak ustaliła Interia, rozmowy pomiędzy Donaldem Tuskiem i Włodzimierzem Czarzastym zapewne nie doszłyby do skutku, gdyby nie osobista interwencja Aleksandra Kwaśniewskiego. - Pomagał Czarzastemu w przetarciu szlaków. Chodziło o spotkanie, rozmowę, spędzenie odrobiny czasu - zdradza jeden z naszych rozmówców. - W końcu padła nawet deklaracja, że panowie nie będą się nawzajem atakowali. Nie można tego oczywiście powiedzieć o działaczach z obydwu stron - słyszymy.

Co z animozjami pomiędzy obydwoma liderami? Czy szef Nowej Lewicy jest w stanie przełknąć przytyki Tuska? Mówi jeden z bliskich współpracowników Czarzastego: - Włodek to człowiek celu. Uważa, że nie należy się obrażać, jeżeli działa się w interesie państwa. Dlatego nie brał do siebie uszczypliwości różnych polityków. Wiedział, że na opozycji trzeba współpracować. Panowie musieli się poznać, bo wcześniej nie rozmawiali - mówi jeden z informatorów Interii.

Jak podkreślają nasi rozmówcy, gdyby nie kuluarowe rozmowy liderów, nie byłoby mowy o jakimkolwiek porozumieniu opozycji. A na początku czerwca PO, PSL, Lewica, Polska 2050 oraz kilka innych podmiotów podpisały porozumienie dotyczące "obywatelskiej kontroli wyborów parlamentarnych". Twarzami wydarzenia byli m.in. Tusk i Czarzasty.   

Z naszych informacji wynika, że dotychczas obaj politycy spotkali się przynajmniej kilka razy. Działacze lewicy nie chcą jednak zdradzać szczegółów. - Nie wiem, ile było spotkań, ich treść powinna pozostać w kuluarach. Najważniejsze, że na lewicy i w Platformie jest zrozumienie, co do przyszłości - mówi Interii Gawkowski.

Kiedy zapytaliśmy o sprawę Aleksandra Kwaśniewskiego, nie zaprzeczał swojej roli, jednak nie mógł rozmawiać. Był akurat w drodze do Kijowa. - Nie opowiada się o spotkaniach tylko się je robi - w rozmowie z Interią uciął Włodzimierz Czarzasty.

Wspólny rząd to nie jedna lista

Widzi pan wspólny rząd Donalda Tuska i Włodzimierza Czarzastego? - zapytaliśmy Krzysztofa Gawkowskiego. - Widzę. Widzę rząd, w którym lewica rządzi z PO, Hołownią i PSL. Widzę rząd, w którym opozycja wygrywa z PiS, bo najważniejsze, żeby Jarosława Kaczyńskiego oraz autorytarne rządy odepchnąć od władzy - odpowiada szef klubu parlamentarnego Lewicy.

Politycy Nowej Lewicy, z którymi rozmawiamy, podkreślają, że to nie czas na dyskusje o liście wyborczej. - Temat listy jest na ten moment sprawą drugorzędną. Nie wiemy, kiedy odbędą się wybory i na jakich zasadach. Może przecież dojść do zmiany ordynacji. Wybierzemy wariant najskuteczniejszy, jeżeli chodzi o wygranie wyborów - mówi Interii Dariusz Wieczorek.

Andrzej Szejna, jeden z wiceszefów Nowej Lewicy: - O tym, w jakich konfiguracjach różne ugrupowania pójdą do wyborów, zdecyduje program, a także matematyka, która pokaże, jak najskuteczniej przekonać elektorat - mówi. - Jeżeli widzimy, że dwa bloki mogą doprowadzić do sukcesu i stworzenia nowoczesnego centrolewicowego rządu, to dobrze. Dlatego nie można przesądzać. W tym momencie Nowa Lewica szykuje się do samodzielnego startu w wyborach - podkreśla.

Działacze ugrupowania mają z tyłu głowy porażkę w wyborach do Parlamentu Europejskiego i wspólną listę Koalicji Europejskiej. Nie zamykają się jednak na współpracę programową. - Nigdy nie było tak, że uważaliśmy za trędowatego któregokolwiek z członków opozycji. Cieszą nas relacje Lewicy z PO, ale i z Hołownią oraz PSL-em. Składamy wspólne ustawy, można powiedzieć, że przygotowujemy się do wspólnego rządzenia po wyborach - podkreśla Gawkowski.

W kuluarach słychać, że zamiast na zwalczaniu lewicy Tusk skupi się teraz na ugrupowaniu Szymona Hołowni. Odnośnie do list wyborczych Nowa Lewica ma zdecydować w maju przyszłego roku.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy