Reklama

Ekspert OSW: Andrej Babisz postanowił cynicznie wykorzystać lęki Czechów

- Czesi odebrali słowa Andreja Babisza z równie dużym oburzeniem co Polacy. On sam twierdził potem, że kontaktował się z premierem Morawieckim, by wyjaśnić, co miał na myśli i prosił Milosza Zemana, by przekazał wyjaśnienia także Andrzejowi Dudzie - mówi Interii ekspert OSW dr Krzysztof Dębiec. Wskazuje, że Babisz wyciągnął temat wojny, cynicznie wykorzystując lęki Czechów, które ujawniły badania przeprowadzone na zlecenie jego partii. Choć lider ANO dwoi i się troi, wszystko wskazuje na to, że nowym prezydentem Czech zostanie jego rywal, gen. Petr Pavel. Zwycięzcę poznamy w najbliższy weekend.

Jolanta Kamińska, Interia: W pierwszej turze gen. Petr Pavel i Andrej Babisz szli łeb w łeb. Faworytem drugiej tury jest Pavel. To on zostanie nowym prezydentem Czech?

Dr Krzysztof Dębiec, specjalista Ośrodka Studiów Wschodnich analizujący politykę wewnętrzną i zagraniczną Czech: - Wszystko na to wskazuje. Według ostatnich modeli wyborczych jego prowadzenie jest znaczące, na poziomie 15-18 punktów procentowych. Dla porównania, przed pięcioma laty, kiedy przed drugą turą rywalizowali obecny prezydent Milosz Zeman i Jiri Drahos, to różnica była znacznie mniejsza, ale na prowadzenie w analogicznym momencie kampanii wychodził już Zeman, który ostatecznie wygrał.

Reklama

W sondażach nic się już nie zmieni, bo te o których rozmawiamy, są ostatnimi.  

- Tak, w Czechach na trzy dni przed wyborami obowiązuje zakaz publikowania sondaży. Ostatnie badania preferencji pokazują, że kampania, jaką prowadzi Babisz - oparta na mocnym skojarzeniu generała Pavla z wojną i jednoczesnym prezentowaniu siebie jako tzw. "gołąbka pokoju" - nie przynosi efektów. Choć musimy mieć na uwadze, że wyborcy Babisza mogą być niedoszacowani. 

Andrej Babisz poruszył polską opinię publiczną. "Czesi równie oburzeni"

Ostatnia prosta przed wyborami dostarcza zwykle sporo emocji. Tym razem przeniosły się one także do Polski za sprawą wypowiedzi Andreja Babisza, który stwierdził, że nie wysłałby wojska w przypadku ataku na nasz kraj. W Polsce te słowa wywołały oburzenie. A jak zareagowała czeska opinia publiczna? 

- Czesi odebrali to z równie dużym, a momentami nawet większym oburzeniem niż Polacy. Większość polityków i komentatorów odcięła się jednoznacznie od tej wypowiedzi. Co więcej, zrobił to sam Babisz, przekonując, że został źle zrozumiany, bo jego słowa miały świadczyć o tym, że nawet nie chciał sobie wyobrażać, by miało dojść do III wojny światowej. Babisz twierdził też, że kontaktował się z premierem Morawieckim, by wyjaśnić te słowa i prosił prezydenta Zemana, by przekazał jego wyjaśnienia także prezydentowi Dudzie.

Także na rekcję czeskich władz nie trzeba było długo czekać.

- Ministrowie spraw zagranicznych i obrony potwierdzili solidarność Czech z Polską i państwami bałtyckimi. Dodatkowo generał Pavel zapowiedział, że jeśli zostanie prezydentem w drugą podróż zagraniczną (po tradycyjnie pierwszej Słowacji) uda się do Polski i zapewnił Warszawę, że Czechy dotrzymują zawartych umów. 

Babisz wywołał zamieszanie, które de facto dodało wiatru w żagle jego rywalowi.

- Trudno ocenić, czy Pavel ostatecznie zyska na tej wpadce dodatkowe głosy. Do urn mogą ruszyć wyborcy, którzy nie chcieli w ogóle głosować w II turze, bo gen. Pavel był dla nich nie do przyjęcia ze względu na swoją komunistyczną przeszłość, ale po tych słowach mogą chcieć zagłosować przeciw Babiszowi. 

Babisz kontra Pavel. "Postanowiono cynicznie wykorzystać lęki Czechów"

Najnowsza odsłona kampanii Babisza określa stawkę drugiej tury jako wybór między nim - "dyplomatą, który nie wciągnie Czech do wojny" a "żołnierzem" - Pavlem. Skąd pomysł na taką narrację? Czy Czesi stają się obojętni na wojnę w Ukrainie? 

- Kluczowe są dwie kwestie. Po pierwsze, szefowa sztabu wyborczego Andreja Babisza oficjalnie przyznała, że na zlecenie ANO (partia, której Babisz jest liderem - red.) przeprowadzono badania opinii publicznej, które wykazały, że wśród tematów budzących obawy Czechów na pierwszym miejscu jest widmo wojny, która rozleje się na Europę i w którą Czesi mogliby zostać wciągnięci. Postanowiono cynicznie wykorzystać te lęki Czechów i na nich zagrać. Druga kwestia to wzorowanie się na kampanii przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech. Widać duże podobieństwo w treści i formie przekazu do kampanii Fideszu Viktora Orbana. Na Węgrzech to zadziałało, być może Babisz liczył, że uda się także w Czechach. 

A jaki jest aktualnie stosunek czeskich obywateli do wojny w Ukrainie? 

- Czesi w większości popierają pomoc wojskową dla Ukrainy, choć ogółem są mocno krytyczni wobec rządu, ale raczej ze względu na sytuację ekonomiczną. 

Kryzys dotyka wszystkich. 

- Czechy przez lata miały walutę z w miarę stabilną siłą nabywczą, a w ostatnich kwartałach spadki realnych wynagrodzeń były największe w całej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Obecnie przeciętny Czech może za swoją wypłatę kupić tyle, co pod koniec 2017 roku. Tak bardzo spadła siła nabywcza wynagrodzeń. Stąd zrozumiały jest strach związany z kolejnymi obawami, np. wciągnięciem w wojnę. 


Andrej Babisz i jego trzy moce - polityczna, biznesowa i medialna

Na co, poza wojną, kandydaci kładą akcenty w kampanii przed II turą? 

- Babisz ma kilka tematów, w których zestawia siebie i generała Pavla. Pierwszy z nich to kwestia podejścia do wojny, o którym rozmawialiśmy. Drugie to kojarzenie Pavla z niepopularnym rządem. Co prawda centroprawicowa koalicja rządząca poparła Pavla, natomiast on sam startuje jako kandydat obywatelski i od tego poparcia się nieco dystansuje. Babisz jednak mocno zwraca uwagę na niedostateczną pomoc rządu dla obywateli w związku z kryzysem, co jest faktem. Używa sformułowania "asocjalny rząd" i próbuje z nim połączyć Pavla. Poza tym przedstawia siebie jako doświadczonego polityka w przeciwieństwie do rywala.

Po jaką amunicję sięga z kolei gen. Petr Pavel?

- On gra na bardziej górnolotnych hasłach, prezentując siebie jako człowieka zasad, godnego zaufania. Wyraźnie odwołuje się do dziedzictwa Vaclava Havla. Przedstawia siebie jako wcielenie dobra w polityce, natomiast Babisz to zło, uosabiające wszystkie przywary typowego oligarchy. Bowiem w osobie Babisza mamy do czynienia z dość nietypową jak na Czechy kumulacją mocy - politycznej, biznesowej i medialnej. 

Dlatego Andrej Babisz bywa słusznie nazywany "czeskim Berlusconim".

- Tak. Jest piątym najbogatszym obywatelem Czech (etnicznie jest Słowakiem). Jego koncern rolno-spożywczo-chemiczny Agrofert działa w obszarze, gdzie niezwykle istotne są regulacje państwa. Nie brak głosów, że konieczność stałego lobbowania na rzecz określonych przepisów np. w związku z biopaliwami skłoniła go, by wejść do polityki i samemu zabezpieczyć swój interes biznesowy. I tak został przywódcą ruchu politycznego, który w 2013 roku uzyskał drugi wynik w wyborach do parlamentu. Ponadto posiada najpopularniejszą w Czechach stację radiową, dwa opiniotwórcze dzienniki wraz z powiązanymi portalami. Jest oligarchą pełną gębą i bohaterem wielu skandali. Natomiast nie można mu odmówić, że dobrze eksponuje programy wsparcia, które realizował np. na rzecz emerytów. Osoby w wieku 60 plus są ważną grupą jego wyborców.



Gen. Petr Pavel a Polska. Co łączy, a co dzieli? 

Patrząc z pespektywy Warszawy, kto będzie lepszym prezydentem Czech?

- Szanse Babisza są niewielkie i to w kontekście choćby jego niedawnych wypowiedzi raczej dobra wiadomość dla Polski. Gen. Pavel na pewno nie we wszystkim będzie miał po drodze z polskimi władzami, natomiast łączy nas kwestia stosunku do Rosji, przekonanie o konieczności pomocy Ukrainie i sprawa bezpieczeństwa energetycznego. W tej trzeciej sprawie Pavel w swoim programie wspominał Polskę jako jednego z głównych partnerów we wzmacnianiu czeskiej pozycji.

A jakie tematy dzielą gen. Pavla i polskie władze?

- Pavel bardzo krytycznie wypowiadał się na temat perspektyw współpracy wyszehradzkiej. Nie tyle krytykował Polskę, co Węgry, akcentując, że nie widzi przyszłości przed tym formatem ze względu na różnice w tak istotnych kwestiach jak podejście do rosyjskiej inwazji, czy pomoc na rzecz Ukrainy. Gdyby spojrzeć na kwestie światopoglądowe, to Pavel ma wyraziste liberalne podejście.

Czytaj: Czesi liderem w UE. W czym tkwi sekret demograficznego sukcesu?

Podczas pierwszej tury dwa sztaby zgłosiły ataki hackerskie na swoje serwery. Potwierdzono, że trop prowadzi do prorosyjskich hakerów. Czy Rosja próbuje wpłynąć na wybory w Czechach?

- Ataki potwierdził Krajowy Urząd do spraw Bezpieczeństwa Cybernetycznego i Informatycznego. Natomiast, jeśli Rosja chciałaby w jakikolwiek sposób zakłócić wybory lub wpłynąć na ich wynik, to wydaje się, że efekt jest odwrotny. Gen. Pavel eksponuje te informacje, co dla wielu wyborców oznacza, że jest właściwym kandydatem na prezydenta, który nie podoba się Putinowi i który będzie bronił interesów Czech.

Lepszym kandydatem dla Putina rzeczywiście byłby Andriej Babisz?

- Tak czasami przedstawiają to czeskie media, ale osobiście w to wątpię. Być może nieznacznie. Z pewnością nie jest to wymarzony kandydat dla Putina. Taki startował w pierwszej turze i uzyskał 4,5 proc. głosów, był to Jaroslav Baszta, polityk skrajnie prawicowej prorosyjskiej partii. Natomiast Babisz, jako premier, lawirował pomiędzy mainstreamem europejsko-NATO-wskim, a unikaniem zbyt jaskrawych gestów, które mogłyby zostać dostrzeżone w Moskwie czy Pekinie. Natomiast nie zapominajmy też, że Babisz będąc premierem odpowiadał za wydalenie największej liczby dyplomatów rosyjskich w historii - w związku z ustaleniami o udziale rosyjskich służb specjalnych w wybuchu składu amunicji we Vrbeticach na Morawach. Poza tym rząd Babisza popierał sankcje na Moskwę i wysłał żołnierzy do wzmocnienia flanki wschodniej NATO. Dlatego w tej kwestii nie można mieć do niego znaczących zastrzeżeń.

Rozmawiała Jolanta Kamińska

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Andrej Babisz | Petr Pavel | Czechy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy