Reklama

Posłowie opozycji pojechali z pomocą do Bachmutu. "Życie tam to tragedia"

- Życie w Bachmucie jest tragiczne. Wokół nieustannie słychać wybuchy, ale ludzie do tego przywykli. Są zgnębieni, wyglądają jak duchy - powiedziała w rozmowie z Interią posłanka Polski 2050 Hanna Gill-Piątek, która razem z parlamentarzystami opozycji udała się do miasta, znajdującego się bezpośrednio na linii frontu. Politycy przywieźli pomoc dla potrzebujących oraz rozmawiali z cywilami, urzędnikami i wojskowymi. Skontaktowaliśmy się z nimi, by dowiedzieć się, jak wygląda życie w mieście pod nieustannym rosyjskim ostrzałem oraz czego potrzebują ukraińscy żołnierze, by zatrzymać Rosjan i wyzwolić podbite tereny.

Starcia w Bachmucie nie ustają, a miasto pozostaje punktem, gdzie od wielu tygodni toczą się najcięższe walki na całej - mierzącej blisko tysiąc kilometrów - linii frontu. Okolica jest stale ostrzeliwana przez rosyjską artylerię, lecz ukraińscy żołnierze są w tym rejonie silnie okopani i nie ustępują siłom rosyjskim, składającym się na tym odcinku głównie z wagnerowców.

W codziennej aktualizacji wywiadowczej brytyjskiego Ministerstwa Obrony przekazano, że Ukraińcy najprawdopodobniej wycofali się z pobliskiego Sołedaru, by wzmocnić linie obronne właśnie w pobliżu Bachmutu, gdzie na miejsce udała się grupa posłów opozycji w towarzystwie Fundacji Otwarty Dialog.

Reklama

Wojna w Ukrainie. Posłowie pojechali do Bachmutu

- Najpierw przejechaliśmy prosto z granicy do Charkowa, po czym przejechaliśmy do Konstantyniwki i Bachmutu - powiedział w rozmowie z Interią przewodniczący Nowoczesnej Adam Szłapka. Dodał, że pomoc w tym mieście jest najbardziej potrzebna, lecz nie dociera jej tam dużo. - Mieliśmy okazję porozmawiać z żyjącymi tam ludźmi i dowódcami wojskowymi, którzy podkreślali, że pomoc z Zachodu jest im nieustannie potrzebna - zarówno ta militarna, jak i humanitarna - podkreślił.

Jak powiedziała parlamentarzystom mer Bachmutu, mimo ciągłego ostrzału z rosyjskiej artylerii, w mieście wciąż mieszka blisko 10 proc. tej populacji, która żyła tutaj przed wojną - to ok. siedem tysięcy osób. - Życie w Bachmucie to kompletnie inny świat. To nieustanne huki wystrzałów artyleryjskich, całkowicie zniszczone budynki i opustoszałe ulice - mówi Adam Szłapka.

"Ludzie w Bachmucie wyglądają jak duchy"

- Życie tam jest tragiczne - powiedziała Interii posłanka Polski 2050 Hanna Gill-Piątek. - Podszedł do mnie jeden z mieszkańców i zapytał, czy mam świeczki. Dałam mu wszystko, co miałam - dodała. Ludzie w mieście są od miesięcy pozbawieni dostępu do prądu, gazu i wody. - Oni do tego przywykli, wyglądają jak duchy. Są zgnębieni i nie zwracają już nawet uwagi na ciągłe eksplozje. To zatrważające - podkreśliła.

By się ogrzać i próbować żyć jakkolwiek normalnie, mieszkańcy miasta przychodzą do lokalnej świetlicy, gdzie mogą napić się ciepłej herbaty. - Gdy weszliśmy do budynku, ludzie od razu ustawili się w łańcuch i przekazywali sobie te dary. Oni są zorganizowani, mimo że są to głównie osoby starsze i dzieci, ponieważ wszyscy mężczyźni w sile wieku są na froncie - dodała.

Na pytanie, dlaczego kilka tysięcy osób wciąż nie opuściło Bachmutu, posłanka odpowiedziała, że "ewakuacja wymaga pewnych zasobów". - Tam zostali ludzie najbiedniejsi, którzy nie wyjechali z powodów zdrowotnych, rodzinnych i osobistych - podkreśliła. 

Linia starć nie znajduje się w samym mieście, a na jego obrzeżach. Posłowie doświadczyli jej bezpośrednio. - Widzieliśmy wymianę ognia na własne oczy. Pocisk spadł ok. 100 metrów od naszego konwoju - relacjonuje posłanka.

"Ukraińcy nie potrzebują więcej ludzi, potrzebują broni"

Politycy na miejscu rozmawiali również z wojskowymi o niezbędnej pomocy militarnej. - Najistotniejsze dla ukraińskich żołnierzy jest teraz broń artyleryjska i pociski do niej, oraz czołgi i drony. Te ostatnie sami zawieźliśmy, dzięki czemu mogą robić rozpoznanie w powietrzu i atakować Rosjan skutecznie - mówi Interii poseł Lewicy Paweł Kurtul, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

- Ukraińcy obawiają się, że gdy ziemia dobrze zamarznie, może dojść do rosyjskiego kontrataku na dużą skalę. Jeśli Ukraina nie otrzyma tej broni, o którą prosi, może stracić część tych pozycji, które zyskała w kontrofensywie - podkreślił poseł Lewicy.

W opinii wszystkich parlamentarzystów, z którymi rozmawialiśmy, Ukraina jest skazana na dostawy z Zachodu. - Musimy lobbować jako Polska, by tej pomocy było więcej. Ukraińcy są nam za to bardzo wdzięczni, dziękują nam na każdym kroku, dlatego nie możemy ustawać z naszą pomocą. Oni przelewają krew nie tylko za swój kraj, ale też za nas - oznajmił Paweł Krutul.

- Jeżeli Ukraińcy otrzymają zachodnią broń, którą będą mogą strzelać na odległość, to Rosjanie zostaną zatrzymani. Oni mają przeogromną chęć do walki i nie potrzebują więcej ludzi, potrzebują broni - podkreślił poseł.

Marcin Mycielski z Fundacji Otwarty Dialog powiedział Interii, co znalazło się w pakiecie pomocy, który przywieźli do Bachmutu. - To 13 dronów zwiadowczych, 47 sztuk kamizelek kuloodpornych, 200 kg świec okopowych, 200 kg żeli dezynfekujących, służących też jako paliwo grzewcze, agregaty prądotwórcze m.in. od EO Poland Fund i klubu parlamentarnego KO, termowizor, pięć ton paczek żywności, 500 kg karmy dla zwierząt i kamizelki odblaskowe przygotowane przez uczniów ze szkół Bednarska, setki latarek czołowych i 50 kg artykułów higienicznych dla kobiet od Kulczyk Fundation, 50 kg leków i artykułów medycznych od posłanki Magdaleny Sroki z Porozumienia, karton opatrunków hemostatycznych ze Sztabu Pomocy Belgia czy kilkanaście toreb ubrań zimowych od pracowników firmy Dometic - wyliczał przedstawiciel Fundacji Otwarty Dialog i zachęcał do dalszego wsparcia zbiórek organizowanych przez grupę.

W pakiecie znalazły się także dary od posłów uczestniczących w misji, od Wojska Polskiego, a także worki i kartony z odzieżą, obuwiem, zabawkami czy rzeczami niezbędnymi dla lekarzy i pacjentów onkologicznych.

"W Bachmucie rozstrzygnie się przyszłość Ukrainy i Europy"

Politycy byli w Bachmucie we wtorek, jednak ze względów bezpieczeństwa materiał w mediach społecznościowych z wizyty zamieścili dopiero w czwartek przed południem. Jak podkreślili, zachowywali najwyższe środki bezpieczeństwa i robili tylko to, na co pozwoliło im wojsko oraz służby. - Nikt nie ryzykował. Zdawaliśmy sobie sprawę z poważnych konsekwencji - dodała Hanna Gill-Piątek.

W grupie znaleźli się także posłowie klubu Koalicji Obywatelskiej - Witold Zembaczyński z Nowoczesnej i Piotr Borys z Platformy Obywatelskiej. W nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych podkreślali, że życie w Bachmucie to "piekło".

- By zamrozić bachmuckie piekło Putina potrzeba ognia i artylerii, a żeby ludzie przetrwali 'ruski mir' potrzeba pomocy humanitarnej - powiedział parlamentarzysta Nowoczesnej. - W Bachmucie rozstrzygnie się nie tylko przyszłość tego miasta, ale także przyszłość Ukrainy i Europy - podkreślił Piotr Borys.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama