Reklama

Reklama

Zmiana w propagandzie Kremla? Winni błędów w mobilizacji na front

Amerykańska felietonistka Julia Davis, która z powodu krytyki Kremla znalazła się na liście rosyjskich sankcji, pisze o zmianie propagandy w Rosji. Przykład niedzielnego programu z udziałem czołowych rosyjskich propagandzistów, prezentera Władimira Sołowjowa i szefowej anglojęzycznego kanału RT świadczy jej zdaniem, że w kraju rozpoczęło się szukanie winnych niepowodzeń mobilizacji ogłoszonej przez Władimira Putina. Była mowa o "wysyłaniu odpowiedzialnych idiotów na front" i karze śmierci przez rozstrzelanie.

Julia Davis, felietonistka amerykańskiego serwisu politycznego "The Daily Beast", pisze o zmianie kremlowskiego przekazu, którą zaobserwowała w niedzielę wieczorem w programie czołowego propagandzisty Kremla Władimira Sołowjowa w jego programie na państwowym kanale Rossija 1. niespodziewanie fragment programu zamienił się w krytykę mobilizacji prowadzonej w Federacji Rosyjskiej na podstawie dekretu prezydenta Władimira Putina. Jednak zdaniem prowadzącego winni to nie szef państwa, ale ci, którzy wykonują jego polecenie.

Niedociągnięcia mobilizacji, "spanikowane telefony"

Częściowa mobilizacja ogłoszona przez Władimira Putina w minioną środę i problemy, które w związku z tą operacją są ujawniane i nagłaśniane w całej Federacji Rosyjskiej zajęły część niedzielnego programu Sołowiowa, który mówił na ten temat wraz z szefową kanału Russia Today Margaritą Simonian. Davis zwraca uwagę, że Simonian, która otwarcie mówiła o problemach, jakie stwarza mobilizacja, to rosyjska prezenterka telewizyjna i propagandystka, redaktor naczelna anglojęzycznej telewizji informacyjnej RT. A wraz z Sołowiowem tworzą parę kluczowych postaci kremlowskiego przekazu w państwowych mediach.

Reklama

Julia Davis podkreśla m.in., że obydwoje mówili o "spanikowanych telefonach", jakie mieli otrzymywać. - To pokazuje, że wiele zaangażowanych w to osób zapomniało, jak wykonywać swoją pracę - mówił Sołowiow.

Z kolei Simonian dodała, że gdy słuchała wystąpienia Putina informującego, że pobór obejmie osoby z doświadczeniem wojskowym, wyobrażała sobie, że tak się stanie. Wyznała jednak na antenie, że choć zna wiele osób z wcześniejszym doświadczeniem bojowym, to żadna z tych osób nie otrzymała żadnego wezwania.

- W Moskwie jest milion bezrobotnych, po co (w tej sytuacji) brać na front pracujących? - pytał Sołowiow na antenie kanału Rossija 1. - We wsi jest szesnaście domów, do pięciu przychodzi wezwanie. Czemu? Żeby wieś wyludnić? - argumentował we wstępie, do "tematu mobilizacji, któremu chciałby poświęcić kilka chwil".

Szefowa propagandowego kanału RT "ze złością wymieniła wiele przypadków, kiedy to nowy pobór objął uczniów w tym tych poza limitem wieku, ludzi z poważnymi chorobami, fryzjerów, nauczycieli, muzyków i samotną matkę z dwojgiem małych dzieci" - przytoczyła Julia Davis fragment programu.

Jednocześnie Sołowiow i Simonian podkreślali, że natknęli się na informacje o poborowych w wieku 59 i 62 lat, których mobilizacja nie powinna obejmować.

Sołowiow podał inny skandaliczny przypadek, w którym ciężko chory muzyk został zmobilizowany w Nowosybirsku, co spowodowało interwencję Aleksandra Karelina senatora i byłego zapaśnika z Nowosybirska. Człowiek, który go zwerbował, tłumaczył później, że umieścił go na listach, bo ten wcześniej złożył na niego skargę - wymienia Julia Davis.

Prowadzący wspominał także przypadek wręczenia powoływanym do wojska zardzewiałych automatów. "Gniewnie pytał, dlaczego tak się stało" - pisze Julia Davis.

"Towarzysze dowódcy. Nie czas denerwować ludzi"

Szefowa RT wyraziła na antenie rosyjskiej państwowej telewizji obawę, czy wszyscy nowo przyjęci do wojska otrzymają wystarczające wyposażenie o odpowiedniej jakości. Przypomniała, że w kraju trzeba było wcześniej zbierać zaopatrzenie dla dziesiątków tysięcy żołnierzy, którzy byli na froncie, by im pomóc.

Zaproponowała więc karanie odpowiedzialnych za niedociągnięcia i przypomniała o zyskującym na popularności pomyśle nakłonienia bogatych do wniesienia wkładu w wysiłek wojenny. 

- Każdy idiota, który doprowadza do takich sytuacji powinien w pierwszej kolejności jechać prosto na front - mówił z kolei Sołowiow.

"Wtedy Simonian wtrąciła się, by powiedzieć, że te 'drobne rzeczy' mają ogromny wpływ na ludzi" - dodała Davis.

Sołowiow miał w trakcie programu mówić, że nikt nie ukryje wadliwego wyposażenia, bo każdy ma dziś telefon, a ludzie nie będą milczeć. "Towarzysze dowódcy, to nie jest czas, by denerwować ludzi" - mówiła z kolei Simonian.

Wymieniła przy tym historię buntu załogi karmionej mięsem pełnym robactwa na pancerniku "Potiomkin" w 1905 roku i pytała "Czy tego chcecie?".

To nie wina Władimira Putina

Mimo krytyki niedociągnięć Sołowiow i Simonian nie odważyli się obwinić w żadnym stopniu rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. 

Sołowiow z uznaniem wyraził się o przyjęciu przez rosyjskiego przywódcę "wyłącznie na siebie wielkiego ciężaru odpowiedzialności".

Odnosząc się do błędów w czasie mobilizacji Sołowiow mówił, że każdy, kto nie przestrzega wytycznych i nakazów podlegać powinien "najsurowszej karze". 

Kurczab-Redlich: Putin jest jak zagnany w kąt szczur. Atakuje w swoim interesie

- Jeśli ktoś będzie próbował zdyskredytować naszego naczelnego wodza, to stanowczo mu to odradzam - mówił Sołowiow. 

Argumentował, że zwierzchnik sił zbrojnych, którym jest Putin sformułował "bardzo jasne kryteria dotyczące mobilizacji".

Simonian z kolei, która wcześniej napisała na Twitterze, że otrzymała ponad 700 skarg na nieprawidłowo prowadzoną mobilizację, ostrzegła, że zacznie publikować nazwiska dowódców odpowiedzialnych za błędy jeśli sytuacja się nie poprawi. 

"Sołowiow miał jeszcze bardziej radykalną propozycję poprawienia malejącego morale w kraju pytając, czy 'moglibyśmy mieć egzekucje przez rozstrzelanie'" - pisze Julia Davis.

Rozłam w społeczeństwie

Julia Davis zwraca uwagę, że obydwoje - Sołowiow i Simionian - ostrzegli przed rozłamem społecznym w Rosji.

- Mamy dwie strony. Jedna została wysłana jak bohaterowie na wojnę, podczas gdy inni tchórzliwie uciekają, sprawdzając jak i gdzie kupić bilety - mówił Sołowjow.

Simonian z kolei ostrzegła wyjeżdżających za granicę, że nikt tam na nich nie czeka, a pieniądze kiedyś im się skończą. "Potem będziecie musieli wrócić" - cytuje Julia Davis wypowiedź prezenterki i redaktorki naczelnej RT. 

Sołowiow z kolei mówił, że około 300 osób dzwoniło do niego, by dowiedzieć się czy po 27 września, gdy Rosja oficjalnie ogłosi zakaz wyjazdu dla poborowych, będą mogli jakimś sposobem wydostać się z kraju.

Bronił Azowstalu, trafił do niewoli. Wiadomo, jak teraz wygląda

"Byłoby wspaniale, gdyby pomoc naszego społeczeństwa obywatelskiego nie była potrzebna... Częściowa mobilizacja jest środkiem wymuszonym. Oczywiście wszyscy wolelibyśmy, żeby to nie miało miejsca. Na przykład 24 lutego nie sądziłem, że taka konieczność zaistnieje... Myśleliśmy, że wszystko to da się osiągnąć znacznie mniejszą ilością krwi i oczywiście nie spodziewaliśmy się tak silnego oporu ze strony NATO i społeczności Zachodu" - tłumaczył Sołowiow.

- Dzieje się tak na początku każdej wojny: niedocenianie oporu, przecenianie własnej siły. A więc jesteśmy z tą częściową mobilizacją - podsumował, sugerując, że mobilizacja jest w obecnej sytuacji nieunikniona.

Z kolei Simonian skrytykowała matki, które próbują ochronić dzieci przed wysłaniem na front, określając ich postawę jako haniebną.

Julia Davis, felietonistka amerykańskiego serwisu politycznego "The Daily Beast", współpracuje także z "Washington Post", wielokrotnie tłumaczyła także politykę Kremla m.in. w CNN. 

Reklama

Reklama

Reklama