Orban jest Marine Le Pen
"Je suis Marine" - skomentował problemy Marine Le Pen z prawem Viktor Orban. "Jestem Marine". Kto jeszcze jest Marine?

Marine Le Pen, liderka francuskiej skrajnej prawicy, została uznana za winną sprzeniewierzenia funduszy publicznych w procesie dotyczącym fikcyjnego zatrudniania asystentów eurodeputowanych. Skazana została na cztery lata więzienia (dwa tym dwa w zawieszenia), oraz wydano wobec niej pięcioletni zakaz ubiegania się o stanowiska publiczne, co oznacza, że Le Pen nie może startować w wyborach prezydenckich w 2027 roku.
Marine Le Pen wspiera premier Węgier Viktor Orban. Polityk, który ma wiele z Le Pen wspólnego: prawicowe, ocierające się często o skrajność poglądy, oraz - tak to ujmijmy - bardzo luźne podejście do kwestii związanych z przejrzystością prowadzonych biznesowych przedsięwzięć. Często mieszanych z polityką.
Le Pen jak Georgescu?
Wyrok na Le Pen wywołał falę komentarzy. Był porównywany do tego, który wydano w Rumunii wobec kandydata na prezydenta Calina Georgescu, skrajnie prawicowego autorytarysty i populisty, bredzącego na temat spiskowych teorii, który zyskał niespodziewane społeczne poparcie.
Zwolennicy obu wyroków zwracają uwagę, że demokracja walczy w ten sposób przeciwko tym, którzy reprezentująantydemokratyczne tendencje.
Podniosła się jednak również fala krytyki. Wściekli na paryski sąd są politycy wielu krajów. Bardzo często są to politycy, którzy sami nadużywają władzy. Nie przypadkiem tacy, którzy posiadają podobny zestaw poglądów politycznych, co Marine Le Pen. Bo w dzisiejszych czasach autorytaryzm łączy się ze skrajną, konserwatywną, populistyczną prawicą. Która za pomocą prostackich i powierzchownych haseł chce na świecie "przywracać normalność”.
Zwolennicy "wolnych sądów"
Tak więc oburza się na wyrok nacjonalistyczno-konserwatywny Kreml, który swoich politycznych przeciwników wrzuca do więzień albo zabija. Oburza się nacjonalistyczno-konserwatywny Orban, który dzięki możliwościom, które daje mu władza od dawna osacza opozycję tak, że ta nie ma de facto szans wygrać z nim wyborów, nie jest bowiem dopuszczona do uczciwej konkurencji.
I tak też dzieje się w wypadku wielu polityków "przywracających normalność” czy "stawiających na nogi” kolejne kraje, co sprawia, że trudno polityków tego typu obdarzać wielkim zaufaniem.
Aleksandar Vucić w Serbii robi to samo co Orban. Alaksandr Łukaszenka, samozwańczy prezydent Białorusi, "najbardziej normalnego kraju na świecie” - jak sam mówi o swoim państwie - każe tłuc, więzić i torturować swoich przeciwników politycznych. Całkiem niedawno w kraju "przywracającego normalność”, konserwatywno-narodowego prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana aresztowano mera Stambułu i największego konkurenta politycznego Erdogana - Ekrama Imamoglu.
W krajach tego typu sądy nie są wolne. Trudno tego nie widzieć i nie wyciągać wniosków. A to najczęściej właśnie przywódcy takich krajów sympatyzują z Le Pen.
Przekręty prawdziwe czy naciągane?
Można zresztą porównywać sytuację, w której znalazł się Imamoglu z sytuacją, w której znalazła się Le Pen. Zarówno bowiem w Turcji jak i we Francji dochodzenie wykazało, tak Marine Le Pen jak Ekram Imamoglu naprawdę dokonali nadużyć.
Podobnie zresztą było na przedmajdanowej Ukrainie, gdzie do więzienia posadzono Julię Tymoszenko. Formalnie - za przekręty gospodarcze, choć faktycznie sprawa miała wymiar polityczny, i nikt nie uwierzył, że nie maczał w tym palców ówczesny prezydent tego kraju, Wiktor Janukowycz. Spadła na niego fala krytyki.
Co więcej ci, którzy przykład Tymoszenko przywołują - będą mieli rację. Julia Tymoszenko najprawdopodobniej naprawdę była zamieszana w różnego rodzaju machlojki. Ale czy ukraiński sąd był naprawdę obiektywny? Czy może być obiektywny sąd w kraju, w którym nie można do więzienia posadzić kogoś, kto - jak w przypadku Wiktora Janukowycza - miał na koncie o wiele większe grzechy i przekręty niż jego polityczna przeciwniczka - Tymoszenko?
Ale czy Ekram Imamoglu był naprawdę w coś zamieszany? A co z Marine Le Pen? Jak jest z sądami w Turcji czy Francji?
W całej tej historii pozostaje nam bowiem wiara w niezależność sądów. I tylko na bazie tej wiary jesteśmy w stanie budować swoje poglądy wobec wszystkich tych spraw. A niezależności sądów spodziewamy się - co by nie mówić - jednak bardziej po Francji niż po janukowyczowskiej Ukrainie czy erdoganowskiej Turcji. Bo wolne sądy - znów - występują w krajach, w których demokracja naprawdę działa, a nie w takich, w których sądy sądzą tak, jak życzą sobie tego politycy. Czyli tych, którzy krytykują decyzję paryskiego sądu. Od Viktora Orbana po Kreml.
Patrzeć na ręce. I leczyć
Jeśli więc chcemy zaufania do instytucji publicznych, które de facto decydują o tym, kto na scenie politycznej może pozostać, a kto nie - trzeba trzymać wysokie standardy demokratyczne. Ale i patrzeć na ręce wszystkim. Również rządzącym. I jeśli trzeba - ich również odsuwać od władzy.
Inna sprawa, że demokracja zresztą już teraz nie jest zdrowa. W zdrowej demokracji nie wystarczyłoby posadzić jednego z polityków danej partii, by mocno osłabić możliwości wyborcze tej partii. Zdrowa demokracja nie powinna polegać na charyzmie jednostki, tylko na strukturze i przesłaniu całego środowiska politycznego partii, którą dany polityk reprezentuje. Dlatego trzeba ją leczyć. A do tego raczej się nie przyczynią proautorytarni politycy.
Ziemowit Szczerek
----
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 200 tys. obserwujących nasz fanpage - polub Interia Wydarzenia na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!