Reklama

Reklama

Dyrektor szpitala: Tak, użyłem słowa "szmata". Ale wyrwano to z kontekstu

Szykany, manipulacje i wyzywanie pracowników od "szmat" oraz "donosicieli" - do tego, zdaniem związkowców, posuwa się Grzegorz Lasak, kierujący Zakładem Opieki Zdrowotnej w Busku-Zdroju. Jak wyliczyli, zatrudnionym w świętokrzyskim szpitalu najpierw obcięto etaty, a później zastraszano ich, by podpisali nowe, mniej korzystne umowy. Grzegorz Lasak w rozmowie z Interią zaprzeczył, by w ten sposób traktował podwładnych. Przekazał, że zawiadomił prokuraturę i wyjaśnia, jak z jego perspektywy wygląda sytuacja w placówce.

"Opiekunkom medycznym, pracującym w szpitalu w Busku-Zdroju, zmniejszono wymiar etatu z całego do jednej drugiej" - zaalarmował na Facebooku OZZ Inicjatywa Pracownicza Opiekunów Medycznych i Kwalifikowanych. Jak uściślili związkowcy, warunki pracy miały pogorszyć się od 1 maja.

Przytoczyli też stanowisko dyrekcji placówki, która - ich zdaniem - tłumaczyła zmiany "sytuacją ekonomiczną". "Jednak nie było problemu zatrudniać w tym czasie nowych pracowników" - dodali.

Busko-Zdrój: Konflikt w szpitalu. "Jesteśmy zastraszeni przez dyrektora"

W internetowym wpisie czytamy, że "opiekunowie byli zastraszani i przymuszani do podpisania porozumienia" w sprawie zmiany umów. Zacytowano też wypowiedź jednej z pracownic placówki.

Reklama

- Zostałyśmy zmuszone do podpisania tego pisma. W pierwszej fazie pracownicy nie wyrazili zgody, ale w tym samym dniu zostaliśmy wezwani ponownie i dostaliśmy pisma wypowiadające umowę. Zastraszeni przez pana dyrektora możliwością utraty pracy musieliśmy zmienić decyzję, bo wśród nas są osoby samotnie wychowujące dzieci, młode mamy - miała powiedzieć zatrudniona w buskim ZOZ.

Opiekunka, na którą powołują się związkowcy, dodała: - Pani, której zostało dwa lata do emerytury, została zastraszona i zmanipulowana. Nie podpisała porozumienia i wypowiedzenia, (więc) została zwolniona ze skutkiem natychmiastowym. Podyktowano jej treść pisma, w którym rzekomo zwraca się z prośbą o rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron z przyczyn ekonomicznych.

Związkowcy: Dyrektor szpitala w Busku-Zdroju szykanuje i obraża pracownice

Jak przekazał OZZ, pracownicy nie pogodzili się jednak ze zmianą umowy i "zastraszaniem ze strony dyrektora Grzegorza Lasaka". "Trzy na siedem związków zawodowych działających w szpitalu podpisało się pod skargą do starostwa na dyrektora, z której potem zaczęły się wycofywać pod presją strachu ze strony dyrekcji" - opisał.

Związkowcy stwierdzili również, że szef placówki zaczął "szykanować i obrażać pracownice", a także "uznał je za donosicielki i nazwał 'szmatami'". Do wpisu dołączyli też screen komentarza, jaki Grzegorz Lasak miał opublikować w sieci.

"Na dodatek dyrektor Lasak zmniejszył wymiar etatu salowym i sprzątaczkom, a następnie wymusił na związkach likwidację funduszu socjalnego w zamian za przywrócenie im całego etatu. Natomiast obietnice przywrócenia do pracy na pełen etat opiekunów okazały się fałszywe" - poinformowała związkowa Inicjatywa.

"Naszym kosztem prowadzi się polityczną wojnę"

Następnie związkowcy kolejny raz powołali się na relację pracownicy szpitala w Busku-Zdroju. - Były obietnice, że to okres przejściowy do trzech miesięcy, a końca nie widać. Napisaliśmy podania do dyrektora o przywrócenie na pełen etat od 1 lipca - podania są odłożone. W piątek była delegacja u dyrektora, (ale) powiedział, że gdyby nie złożona skarga w starostwie, to by nas przywrócił od poniedziałku. W obecnej chwili do 30 września, czyli momentu rozpatrzenia skargi, zostajemy na połowie etatu - opisała.

W ocenie związkowców pracownice "czują się oszukane, zastraszane i manipulowane", a ponadto "ich kosztem prowadzi się polityczną wojnę między radnymi, dyrekcją i starostwem". "Opiekunowie jednak nie poddają się i wciąż się organizują - część z nich zdecydowała się dołączyć do naszej komisji" - podsumowano.

Grzegorz Lasak: Oskarżenia są fałszywe, zawiadomiłem prokuraturę

Zarzuty, które publicznie przedstawił OZZ, Interia skonfrontowała z głównym zainteresowanym, czyli Grzegorzem Lasakiem. Dyrektor poinformował, że w sprawie wpisu związkowców złożył zawiadomienie do prokuratury z artykułów o zniesławieniu, zniewadze i fałszywym oskarżeniu. 

Dyrektor rozważa też, czy wystąpić o wysokie zadośćuczynienie, które - w razie wygranej - przekazałby na konto szpitala. - Opisane sytuacje nie miały miejsca. Jeżeli okazałoby się, że ktokolwiek z pracodawców grozi w taki sposób utratą pracy, byłoby to złamanie prawa. Opublikowali taki tekst i myśleli, że puszczę to płazem? Nie pozwolę na takie zagrywki. Mamy prawie 700 pracowników, a opiekunek jest 20. Teraz nagle wyczaruję pieniądze i dam całe etaty? - pytał w rozmowie z Interią.

Wyjaśnił też, jak z jego perspektywy wygląda sytuacja w buskiej placówce. Potwierdził, że przedstawił plany redukcji etatów, ale były one podyktowane likwidacją oddziałów covidowych.

- Do końca maja szpital działał w trybie "hybrydowym", bo część jego działalności nie była związana z koronawirusem. (Na czas pandemii - red.) zatrudniłem personel pomocniczy, aby pomóc pielęgniarkom, a teraz nie zamierzałem go zwolnić, tylko zaproponowałem pół etatu. Obecnie nie ma potrzeby tak licznego składu - stwierdził.

"Szefowa związku zawodowego w czasie pracy handlowała kosmetykami"

Jak podkreślił Grzegorz Lasak, status prawny opiekunek medycznych jest nieokreślony. - NFZ wymaga minimalnych norm zatrudnienia w przypadku pielęgniarek i położnych, a tego zawodu - nie. Panie nie przychodziły na wezwania kadrowej, chociaż kończył się miesiąc. Wiedziały, że przygotowywane jest porozumienie zmieniające zakres pracy. Chciały zrobić tak, aby na dotychczasowych warunkach zaczął się kolejny miesiąc - dodał.

Dyrektor uściślił, iż w jego placówce działa osiem związków zawodowych, a pod celującą w niego skargą pozostały podpisy jedynie przedstawicieli organizacji, która opublikowała oskarżający go wpis.

- Inne związki się wycofały, bo panie nie wiedziały, co podpisują. Z kolei wobec szefowej (OZZ Inicjatywy - red.) były uwagi co do jakości jej pracy. W czasie na obowiązki handlowała w szpitalu kosmetykami, rozprowadzała je wśród innych pracowników - powiedział. 

Jak kontynuował, ta sama osoba odpowiada w szpitalu za BHP oraz sprawy przeciwpożarowe i - według Lasaka - nie przeszkoliła pracowników portierni z procedur. - Włączał się fałszywy alarm i przyjechała straż, bo personel nie umiał go wyłączyć. Na szczęście obyło się bez ewakuacji pacjentów - opisał. 

Dyrektor szpitala: Użyłem słowa "szmata", ale nie skierowałem go do pracowników

Zdaniem szefa placówki, zanim złożono skargę na działalność szefostwa szpitala, jej autorzy nie rozmawiali ani z dyrektorem, ani z kierowniczką działu kadr. - Nie poinformowano też pracownicy zajmującej się sprawami prawnymi, a także księgowej - uściślił Lasak.

Zapytany o wulgarny komentarz, jaki miał opublikować w internecie, odparł, że 10 czerwca na prywatnym profilu facebookowym opublikował artykuł "Moda na donosy". - W ostatnim zdaniu jest użyte słowo "szmata", ale nie skierowałem go, broń Boże, do pracowników - zapewnił.

Na uwagę, że związkowcy zamieścili rzekomy screen komentarza, a nie fragmentu publikacji, odpowiedział: - Nawet jeżeli byłoby takie sformułowanie, to dlaczego przypisano go do pracowników szpitala? Odniosłem się do jakiegoś wpisu wyżej, wyciągnięto to z kontekstu. Takie działanie oraz fotomontaż z zaklejonymi oczami, są celowe. Zadzwoniłem do tego związku, poinformowałem grzecznie, że to nosi znamiona szykany i rzuca cień na szpital i usłyszałem: "Świetnie, będziemy mieli o czym pisać".

Lasak: Radni z opozycji rozliczają mnie ze zbędnych etatów

Dyrektor Lasak sugeruje, że sprawa ma charakter polityczny, bo związana jest z jego kadencją. Ta - jak tłumaczy - skończyła się, ale nowy konkurs nie może się rozpocząć ze względu na trwający stan zagrożenia epidemicznego. - Ujawniły się już osoby lobbujące na rzecz poszczególnych kandydatów - mówił.

Odniósł się też do zarzutu, że komuś "podyktowano treść" prośby o rozwiązanie umowy. - Jedna pani mówiła, że gdyby zwolniono ją z przyczyn ekonomicznych, to otrzyma jakieś świadczenie z ZUS-u. Kadrowa pomogła napisać jej taki dokument, a zrobiono z tego "zmuszanie" - tłumaczył.

Jak przypomniał, w czasach wysokiej inflacji szpital nie otrzymuje wystarczających środków na utrzymanie, a radni z lokalnej opozycji rozliczają go z utrzymywania zbędnych etatów. - Proponowałem zawieszenie funduszu socjalnego, który opiewa na ponad 800 tysięcy złotych. Pozwoliłoby to utrzymać wysokość etatów, ale związki zawodowe nie zgodziły się - podsumował Grzegorz Lasak.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy