Reklama

Reklama

Rosjanie uderzają w czuły punkt, ryzyko blackoutu. "Zaplanowana taktyka"

W ostatnich dniach Rosja ostrzeliwuje niemal całe terytorium Ukrainy, skupiając się na infrastrukturze krytycznej. Naszym wschodnim sąsiadom grozi blackout. Ile może potrwać odbudowa sieci? - Długość jej trwania jest pochodną skali zniszczeń, którą starają się zadać Rosjanie - mówi Jakub Wiech z portalu energetyka24.pl. - Takie działanie Putina ma służyć stłumieniu woli oporów Ukraińców - mówi gen. Waldemar Skrzypczak, były Dowódca Wojsk Lądowych.

Po rosyjskich atakach rakietowych na infrastrukturę energetyczną Ukrainy we wtorek około 10 mln Ukraińców zostało pozbawionych dostępu do prądu - alarmował prezydent tego kraju Wołodymyr Zełenski. Jak dodał, udało się przywrócić dostawy do 8 mln z nich. Jednak przed ekipami naprawczymi pracowite dni i miesiące. Tylko w drugim tygodniu października Rosjanie uszkodzili 30 proc. ukraińskiej infrastruktury energetycznej. 

- Proszę was, abyście nie włączali niepotrzebnych urządzeń elektrycznych i ograniczyli korzystanie z tych sprzętów, które wymagają dużej ilości prądu. To bardzo ważne, aby konsumpcja jutro była jak najbardziej świadoma. Wtedy przerwy w dostawach też będą krótsze - w jednym z wystąpień publikowanych w mediach społecznościowych apelował ukraiński prezydent.

Reklama

Wojna. Putin chce kryzysu humanitarnego

W trudnej sytuacji Ukraińców najgorsze jest to, że nie wiadomo, ile może potrwać odbudowa sieci. Maksym Kozycki, szef władz obwodowych w graniczącym z Polską obwodzie lwowskim ocenił, że naprawa szkód po ostatnim ataku zajmie sporo czasu. - Przywrócenie obiektów energetycznych do stanu sprzed ataku może potrwać nawet 8-12 miesięcy - poinformował. A ile w skali całego kraju?

- Niektóre elementy sieci elektroenergetycznej, jak sieci przesyłowe, odbudowuje się względnie łatwo. Inne, jak jednostki wytwórcze, są bardziej skomplikowane. Dlatego trudno precyzyjnie wskazać, ile potrwa rekonstrukcja - mówi nam Jakub Wiech, specjalista z portalu energetyka24.pl. - Rosjanie przyznają jednak otwarcie, że biorą na cel infrastrukturę energetyczną, która w zasadzie jest infrastrukturą cywilną. Od początku wojny takie obiekty jak elektrownie są celami ataków, co pokazuje jak bandyckim krajem jest Rosja - podkreśla.

Obydwaj nasi rozmówcy mówią o ataku Rosjan na cywilów. - Chcą wywołać kryzys humanitarny na Ukrainie. Bez energii elektrycznej nie będzie światła, wody i ciepła. Wojska sobie poradzą w każdych warunkach, są do tego przygotowane. Będą działały w warunkach polowych, wojna będzie trwała. Chodzi o ludzi: dzieci, kobiety, którym trudno będzie przetrwać zimę - zauważa gen. Waldemar Skrzypczak.

W podobnym tonie wypowiada się dziennikarz energetyka24.pl: - Celem agresora jest teraz nie tylko maksymalne uderzenie w możliwości obronne państwa ukraińskiego, ale także w morale cywilów. Widzę natężenie takich działań, związane z tym, że wchodzimy w sezon zimowy, niższych temperatur - objaśnia Wiech. - Brak energii, ciepła, problemy z dystrybucją wody czy komunikacją mogą być bardzo trudne w tych miesiącach. To pewna taktyka w ramach rekompensaty za straty, które Rosjanie ponoszą także pod Chersoniem - dodaje.

Przewodów. Gen. Skrzypczak: Eskalacji nie będzie

Chociaż na polskim terytorium zginęły dwie osoby, gen. Waldemar Skrzypczak nie spodziewa się eskalacji konfliktu. - To jednorazowy incydent. Od początku wojny byliśmy przygotowani, że może do tego dojść, bo Ukraina jest od początku wojny atakowana różnymi systemami rakietowymi - powiedział nam były dowódca Wojsk Lądowych. - Blisko polskiej granicy znajduje się poligon Jaworów, więc należało się spodziewać czegoś takiego. I stało się - usłyszeliśmy od generała.

Polskie władze na bieżąco reagują w związku z kryzysem w Przewodowie, gdzie spadła rakieta, zabijając dwóch obywateli Polski. We wtorek wieczorem na spotkaniu kryzysowym spotkała się Rada Ministrów, dzisiaj prezydent zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

- Większość dowodów przez nas zebranych wskazuje, że być może uruchomienie artykułu 4. NATO tym razem nie będzie niezbędne, ale ten instrument jest cały czas w naszych rękach - zadeklarował premier Mateusz Morawiecki. - Mieliśmy do czynienia najprawdopodobniej z bardzo nieszczęśliwym zdarzeniem. Jesteśmy w kontakcie ze wszystkimi naszymi sojuszniczymi służbami - podkreślił.

JSZ 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy