Reklama

Reklama

Poruszająca relacja proboszcza z Przewodowa. "Nie wiem, co powiedzieć na pogrzebie"

- Myślę, co powiedzieć podczas pogrzebu i wiem, że to będzie dla mnie bardzo trudne. Obu panów znałem od lat. Moi parafianie... Nigdy nie odmawiali pomocy - wspomina w rozmowie z Interią ofiary eksplozji ks. Bogdan Ważny, proboszcz parafii w Przewodowie. Duchowny opowiada też o samym momencie eksplozji. - Usłyszałem potężny huk. Nie potrafię go porównać to żadnego znanego mi dźwięku - relacjonuje.

Ksiądz Bogdan Ważny jest proboszczem parafii św. brata Alberta w Przewodowie od 2007 roku. Ta skupia wiernych z pięciu pobliskich miejscowości. Kiedy we wtorek popołudniu rakieta lub rakiety spadły na wieś, przebywał na plebanii.

Przewodów. "Usłyszałem potężny huk"

- Pamiętam, że w tamtym momencie czytałem książkę. Usłyszałem potężny huk. Nie potrafię go porównać to żadnego znanego mi dźwięku. Sprawdziłem, co się dzieje, ale nie zauważyłem nic szczególnego - opowiada. - Dopiero później przyszedł do mnie jeden z parafian i powiedział, co się stało. Przekazał, że zginęły dwie osoby i że prawdopodobnie wybuchł pocisk. To było tuż przed mszą. Wysłuchałem go i zacząłem przygotowywać się do Eucharystii - dodaje.

Reklama

Tego popołudnia w kościele nie pojawił się żaden wierny. - Nie dziwię się. Można powiedzieć, że ta rakieta podzieliła naszą miejscowość na pół - wspomina. - Mieszkańcy dzielą okolicę na nowe i stare osiedle. A rakieta spadła pomiędzy nimi. Osoby mieszkające na nowym osiedlu mają do kościoła kilometr drogi. Musiałyby przejść obok miejsca, gdzie to się stało - dodaje proboszcz.

Duchowny w rozmowie podkreśla, że już w przeszłości zdarzało mu się odprawiać msze bez wiernych. Głównie w tygodniu i tylko w wypadku, kiedy warunki atmosferyczne były bardzo złe.

Zobacz też: Wybuch w Przewodowie. Chiny wystosowały apel

Przewodów. Ks. Ważny: Odpychaliśmy tę wojnę od siebie

- Powiem panom, że tak odpychaliśmy tę wojnę od siebie. Nam się wydawało, że ona dzieje się tam gdzieś daleko na wschodzie, a ona jest tak blisko - mówi ks. Ważny. 

- Obu panów, którzy zginęli, znałem bardzo dobrze. To byli moi parafianie. Pan Bogdan W. jeszcze kilka tygodni temu pomagał przy remoncie kościoła. Trzeba było wyremontować taką fasadę. Tam było miejsce bardzo trudno dostępne i nie można było tego prosto zrobić. Ale on się tego podjął i remontował to z drugim parafianinem - opowiada.

- Jeżeli poprosiło się ich o drobną pomoc, to nigdy nie odmawiali. Mówię tutaj o takich drobnych pracach: pomalowanie czegoś, przybicie desek. I obaj panowie tacy byli, bardzo pomocni - dodaje duchowny.

Przewodów. Pogrzeb będzie wielkim wydarzeniem

Jak mówi nam ks. Ważny, przed nim bardzo trudny moment - pogrzeb, który będzie wielkim wydarzeniem dla parafii.

- Myślę, co powiedzieć podczas pogrzebu i wiem, że to będzie dla mnie bardzo trudne - rozkłada ręce. - Obu znałem od lat. Nie wiem jeszcze, co dokładnie powiem podczas kazania. Nie chcę nawiązywać do tragedii - zastanawia się proboszcz. - Na pewno będę mówić o życiu wiecznym i zmartwychwstaniu, bo przecież to jest celem osób wierzących. A obaj panowie wierzyli - konkluduje.

Z Przewodowa: Dawid Serafin, Łukasz Szpyrka

Chcesz porozmawiać z autorami? Napisz: lukasz.szypyrka@firma.interia.pl; dawid.serafin@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy